sobota, 2 maja 2020
Rooibos Zanzibar
niedziela, 2 lutego 2020
Lipton Mięta z eukaliptusem
niedziela, 24 lutego 2019
Bora Bora Wyspa Marzeń
piątek, 17 sierpnia 2018
Pukka peppermint&licorice
wtorek, 31 lipca 2018
Rooibos Chillout
niedziela, 24 grudnia 2017
Teekanne Hüttenzauber
Święta w moim domu to głównie relaks z zapasem dobrej herbaty i lektur (oczywiście dobre jedzenie też jest!). Tegoroczne święta upłyną nam z przywiezioną z Niemiec herbatą, która ma imitować grzane wino. Teekanne Hüttenzauber jeszcze ne jest dostępna w Polsce, a szkoda, bo naprawdę dobrze smakuje.
W tej mieszance obok hibiskusa dominuje jabłko, cynamon i skórka pomarańczowa. Nie brakuje tu również aromatu rzeczonego grzanego wina, goździków i anyżu. Za słodycz odpowiadają liście stewii. Tobreki z herbatą pachna odrobinę ziołowo i kwaskowato, ale nie ma się co zrażać!
Teekanne Hüttenzauber należy parzyć wrzątkiem przez minimum 5 minut - w praktyce z kubka nie ma co już wyciągać torebki. Kolor naparu tym razem na zdjęciach nie jest widoczny - musicie mi wierzyć, że w tym pięknym kubku z berlińskiego jarmarku bożenarodzeniowego (prezent!) jest intensywnie karminowy, wpadający w róż, napój. W smaku przede wszystkim wyczuwalny jest hibiskus, ale przyprawy i pomarańcza również. Wbrew pozorom nie jest kwaśny! Z pewnością ten napar przywodzi na myśl grzane wino, ale jest delikatniejszy, bardziej zbalansowany niż tego typu herbatki, które piłam dotychczas. Jeśli natkniecie się na ten produkt, polecam z czystym sumieniem!
Dużo herbaty, dużo czytania (książek i nie tylko), dużo spokoju - tego sobie i Wam życzę na te święta. Dla mnie wyjątkowe, bo w tym roku niepracujące. Czytającym to lekarzom i innym pracownikom ochrony zdrowia życzę dużo siły na nadchodzący czas...
sobota, 25 listopada 2017
Teekanne Kaminabend
Z krótkiego wyjazdu do Niemiec w październiku przywieźliśmy zapas żelek, czekolady i herbaty. Ze sklepowych półek wybierałam te herbaty, których nie spotkałam w Polsce, a mając w perspektywie nadchodzące miesiące, sięgnęłam po te rozgrzewające i przywołujące już nieco świąteczny klimat (święta w końcu już za miesiąc...). Dzisiaj chcę Wam pokazać Teekanne Kaminabend.
Z pomocą google.translate (akurat niemieckiego nie znam... może kiedyś?) rozszyfrowałam, że w składzie tej mieszanki oprócz rooibos znajdują się: aromat marcepanu, cynamon, stewia, cykoria i skórka pomarańczowa. Słodko-rozgrzewajace zestawienie - torebki pachną cudownie! Teekanne ma swojej ofercie sporo nie-herbacianych mieszanek o zaskakująco ciekawych smakach, ale akurat ta nie jest dostępna w Polsce... A szkoda.
Tą herbatkę oczywiście parzymy wrzątkiem i robimy to długo - nawet 8 minut. W zasadzie torebki nie trzeba wyjmować z kubka. Otrzymany napar ma intensywny karminowy kolor i pachnie jeszcze bardziej słodko niż torebki ;) Smakuje świetnie. Wszystkim znany rooibos przełamany słodkim aromatem (czy to marcepan? trudno powiedzieć) i lekko kwaśnymi nutami pomarańczy. Do tego cynamon. Naprawdę, naprawdę udane połączenie.
Ta herbata umila mi wieczór spędzony na pakowaniu. Jutro ruszam w podróż, która będzie spełnieniem mojego wielkiego marzenia! Przez najbliższe dwa tygodnie praktykuję hiszpański na karaibskiej wyspie!!!
niedziela, 30 lipca 2017
Teekanne Love
Chyba właśnie zaczyna się moja ulubiona część roku! Upały! Absolutnie uwielbiam rozpływać się w gorącym powietrzu, całą zimę marzę o tym tygodniu, może dwóch, kiedy w Polsce mamy prawdziwą Hiszpanię. Zdjęcia do dzisiejszego posta powstały jeszcze w czasie tych lipcowych dni, kiedy wieczór na balkonie można było spędzić jedynie pod kocem. Ale herbata świetnie sprawdzi się w każdej aurze.
Teekanne Love to napar z hibiskusa wzbogacony o jabłko, liście słodkich jeżyn, aromat granatu, aromat brzoskwiniowy, skoncentrowany sok z granatu. Owocowo - trochę słodko, trochę kwaśno. Każda torebka jest zapakowana oddzielnie i ma instrukcję parzenia.
W zapachu suszu hibiskus zdecydowanie dominuje. Po zaparzeniu aromat, który unosi się znad naparu, nadal należy do nuty hibiskusa, ale smak już niekoniecznie...
Po zalaniu wrzątkiem woda barwi się na piękną, karminową barwę. Po zaleconych ośmiu minutach parzenia nie ma co już wyciągać torebki. Polecam pić nieco przestudzoną.
Teekanne Love smakuje naprawdę dobrze! Orzeźwiająco, ale nie jest to kwaśna herbatka, może odrobinę pikantna? Hibiskus został przełamany wyraźnym owocowym smakiem. Któryś ze składników (granat?) sprawia, że sprawia wrażenie rozgrzewającej. Wobec tego polecam na te chłodniejsze wieczory.
wtorek, 4 kwietnia 2017
Clipper Organic Detox
Pierwsza w tym roku herbata na balkonie! Wreszcie wiosna - w Polsce, w Portugalii miałam okazję poczuć ją chwilkę wcześniej :) To, że na tą inaugurację balkonu (w tle widać, jaki tam jeszcze panuje nieporządek po zimie...) wybrałam herbatę ze słowem detox w nazwie, to zupełny przypadek, akurat po tą sięgnęłam. Daleka jestem od wszelkich oczyszczających diet i tego typu zabiegów - z medycznego punktu widzenia to jedna wielka bzdura. Promowana, bo się dobrze sprzedaje. A tej herbaty chciałam spróbować po prostu, żeby przekonać się, jak smakuje (bo internetowa fama głosi, że świetnie).
Clipper Organic detox Infusion to mieszanka bez liści herbaty. W składzie są: hibiskus, pokrzywa (23,5%), korzeń lukrecji (20%), naturalne aromaty i aloes. Papierowe, prostokątne torebki są wypełnione drobnym suszem i pachną delikatnie ziołowo.
Zalecone parzenie to oczywiście wrzątek przez około 2-3 minuty. Początkowo woda barwi się tak słabo, że przez chwilę myślałam, że sprzedano mi jakieś oszukane opakowanie ;)
Po upłynięciu odpowiedniej ilości czasu napar nabiera soczystej, karminowej barwy. Pachnie... wiśniową galaretką, naprawdę!
Smakuje delikatnie, słodkawo. Dodatki świetnie niwelują kwaskowatość hibisuksa. Mimo dużej ilości pokrzywy, wcale nie ma tu ziołowego posmaku. Polecam. Nie oczyści i nie zdziała cudów, ale jest smaczna. Myślę, że warto spróbować.
niedziela, 29 listopada 2015
Loyd Moroccan Mint
Jeśli chodzi o herbatę, ciągle szukam ciepłych kierunków. W Maroku z pewnością jest teraz przyjemniej i jest tam więcej słońca niż w Polsce. Napar z mięty, którym Marokańczycy gaszą pragnienie, to pikantna kompozycja, za co odpowiada przede wszystkim cynamon. Dzisiaj proponuję Wam herbatę marki Loyd inspirowaną właśnie marokańskimi mieszankami.
W składzie Loyd Moroccan Mint znajdziecie: rzeczony cynamon (25%), liść mięty (15%), liść jeżyny, owoc jabłka, korzeń prażonej cykorii, skórka pomarańczy (8%), naturalny aromat mięty (7%), owoc dzikiej róży i korzeń lukrecji (5%).
Wszystkie składniki zostały zamknięte w miękkich, przyjemnych w dotyku torebkach-piramidkach. Zapach, który unosi się z opakowania jest obłędny! Intensywnie słodki i pikantny zarazem, jestem zachwycona.
Zalecony sposób parzenia to pięć minut we wrzącej wodzie. To zrozumiałe - wszystkie owocowo-ziołowe składniki właśnie w tej temperaturze najlepiej oddadzą swój smak. Aromat naparu jest nieco inny niż suchego produktu - mniej pikantny, duuużo bardziej słodki. Bardzo przyjemny. Napój również smakuje bardzo słodko, a cynamon jest wyczuwalny jedynie pod koniec i jest bardzo łagodny.
Po otwarciu pudełka spodziewałam się bardziej charakternego naparu. Jednak ten, który rzeczywiście powstaje po zaparzeniu tych torebek, to coś dużo delikatniejszego, ale w sumie bardzo ciekawego w smaku. Spróbujcie, myślę, że warto.