niedziela, 13 lutego 2022
Siri Hustvedt - Wspomnienia przyszłości
poniedziałek, 13 września 2021
Jakub Małecki - Horyzont
wtorek, 27 kwietnia 2021
Tomasz Organek - Teoria opanowywania trwogi
sobota, 23 stycznia 2021
Robert Seethaler - Całe życie
środa, 6 stycznia 2021
Szczepan Twardoch - Pokora
sobota, 29 sierpnia 2020
Hanya Yanagihara - Małe życie
Nie wiedzieć czemu, ale miałam przeświadczenie, że to będzie historia równolegle traktująca o wszystkich czterech jej bohaterach. Dłuższą chwilę wyczekiwałam na pojawienie się wątków skupionych na pozostałej trójce, zanim uświadomiłam sobie, że głównym bohaterem jest tylko jeden z grupy przyjaciół i to już o nim będzie cała powieść. W sumie jego jedno życie zawierało w sobie tyle, że wypełnia ten przepastny tom po brzegi... Wobec tego jeśli jeszcze nie znacie Małego życia, to uprzedzam, że wbrew tytułowi jest ono wprost ogromne. Wypełnione bezkresnym cierpieniem i ciągłymi próbami odcięcia się od okropnej przeszłości. Czy można od niej uciec? Pytanie retoryczne.
Dużo tu Nowego Jorku, dużo pięknej Ameryki, amerykańskiego snu. Sukces przelewający się przez piękne mieszkania, drogie restauracje i sklepy. Głównie chyba dla kontrastu ze zranioną duszą Juda.
Mam nieodparte wrażenie, że Małe życie powinno było wyjść w tym roku. W sam raz na czas pandemii, której końca nie widać... Z drugiej strony nie wiem, czy nie wpędziłaby nas teraz w jeszcze większą depresję... Podsumowując - bezgranicznie smutne. Skłania do refleksji, każe się rozejrzeć wokół siebie i docenić to co mamy - niematerialnego. Ale jeśli jesteście w złej kondycji psychicznej, trzymajcie się z daleka, ta książka nie podniesie Was na duchu, bo jest po prostu druzgocąca.
sobota, 16 maja 2020
Stephanie Land - Sprzątaczka
piątek, 21 lutego 2020
Jakub Żulczyk - Wzgórze psów
wtorek, 5 listopada 2019
Natalia Fiedorczuk - Jak pokochać centra handlowe
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
Stephen King - Mr. Mercedes
sobota, 25 maja 2019
Margaret Atwood - Opowieść podręcznej
czwartek, 28 lutego 2019
Isabel Allende - W samym środku zimy
wtorek, 15 stycznia 2019
Edward St. Aubyn - Patrick Melrose
czwartek, 22 listopada 2018
Joanna Bator - Purezento
sobota, 27 października 2018
Isabel Allende - El amante japonés
sobota, 13 października 2018
Donna Tartt - Tajemna historia
wtorek, 11 września 2018
Nathan Hill - Niksy
niedziela, 4 lutego 2018
Olga Tokarczuk - Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk to bardzo ważna pisarka w moim życiu. Pamiętam, jak w gimnazjum przygotowywałam się do olimpiady z języka polskiego i jedną z lektur, które trzeba było przygotować, był Prawiek i inne czasy. Byłam tą książką oszołomiona, zdumiona i oczarowana. Jakby ktoś zabrał mnie na wyższy poziom literackich doświadczeń, otworzył dotąd zamknięte drzwi. Może wtedy skończył się dla mnie etap literatury młodzieżowej i weszłam w literacką dorosłość? Nie wierzę w książki, które zmieniają życie, ale z pewnością zdarzają się lektury przełomowe w kształtowaniu wrażliwości czytelnika i Prawiek... odegrał u mnie taką rolę. Od tamtej pory wszystkie spotkania z prozą pisarki traktuję z namaszczeniem, to dla mnie wyjątkowe wydarzenia.
Co zrozumiałe, lekturę Ksiąg Jakubowych celebrowałam. To nie była dla mnie powieść (nie tylko z racji rozmiarów!) na krótkie, szarpane czytanie w komunikacji miejskiej czy wypełnianie czasu w oczekiwaniu na lotnisku na samolot. To było czytanie w najlepszych możliwych warunkach - koc lub kołdra, herbata, przygaszone światło. Czytałam tą książkę bardzo długo. Po rozdziale, po kilka stron przez chyba ponad rok. Niespiesznie. Zanurzałam się w historię Jakuba Franka i sekty, którą stworzył, i nie mogłam wyjść z podziwu. Ze względu na samą postać głównego bohatera, a także kunszt literacki, z jakim zostały opowiedziane jego losy. Ileż ludzi, jak ślepo w niego zapatrzonych, zdołał pozyskać ten człowiek! Jego życie zdaje się być zapętlonym scenariuszem - po kolejnych porażkach wstaje i przekonuje do swoich szarlatańskich ideologii nowe rzesze ludzi. Do tego jest to przeprawa przez większość znanych w tamtym czasie w Europie religii.
Jeszcze zanim Księgi Jakubowe ukazały się w księgarniach, pisarka opowiadała o ich tworzeniu w wywiadach, co jeszcze bardziej nakręcało moją ciekawość odnośnie powieści. Ogrom pracy nad materiałami źródłowymi, jaki wykonała Tokarczuk, po prostu wylewa się z kartek tej historii... Daty i miejsca są drobiazgowo opisane, powiązania między postaciami podkreślone, tło historyczne bardzo wyraźne. Fabuła składa się w perfekcyjną całość, co zawdzięczamy dopowiedzeniom stworzonym przez autorkę tam, gdzie źródła historyczne zawiodły.
Oprawa graficzna książki i pełen jej tytuł niesamowicie wyróżnia ją na tle innych pozycji w księgarniach. I to odwrotne numerowanie stron! Majstersztyk!
Księgi Jakubowe to wielka rzecz, dosłownie i metaforycznie. Gorąco ją polecam, ale doświadczonym czytelnikom. Gdyby ją czytała w gimnazjum, pewnie Olga Tokarczuk nie zostałaby jedną z najbardziej cenionych przeze mnie pisarek, bo nie miałabym wystarczająco cierpliwości. Do takiej monumentalnej powieści trzeba naprawdę dojrzeć. Książka traktuje o dość odległej historii, ale jakże jest aktualna w dobie wszechobecnej manipulacji! Literacka Nagroda Nike za 2015 rok jak najbardziej zasłużona!
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Salman Rushdie - Szatańskie wersety
Jeszcze w zeszłym roku przeczytałam głośną powieść Salmana Rushdiego Szatańskie wersety. Czytałam ją na kindlu, więc nie przekonałam się, jak wygląda papierowe wydanie, ale z pewnością jest to pokaźne tomiszcze, bo procenty przeczytanych stron zmieniały się podczas lektury baaardzo powoli... Chociaż może to wynikało trochę ze znudzenia książką? Niepełnego jej zrozumienia?
Szatańskie wersety to monumentalna opowieść z pogranicza jawy i snu. Początek robi wrażenie, bo oto z katastrofy lotniczej udaje się ujść z życiem dwóm pasażerom - pochodzącym z Indii znanym aktorom. To, że lecą z Bombaju do Londynu, ma duże znaczenie, gdyż wątki związane z emigracją i szeroko pojętą wielokulturowością są jednymi z wiodących w książce. Perypetie jednego z bohaterów wiążą się z desperacką próbą asymilacji w Wielkiej Brytanii, drugi z nich również niejako ucieka od swojej ojczyzny w Indiach, jednak bardziej duchowo niż dosłownie.
Aczkolwiek nie temu powieść zawdzięcza swój rozgłos. Obok historii Saladyna i Dżibrila, autor kreuje luźno powiązaną, magiczną opowieść o początkach islamu. Rushdie jawnie pokpiwa sobie z tej religii, Koranu i proroka Mahometa. Moja słaba znajomość tematu sprawiła, że (oprócz kilku grubych rzeczy) z pewnością nie wyłapałam wielu istotnych informacji, które muzułmanie uznali za bluźnierstwo i mną ta książka nie wstrząsnęła. Jednak wśród wyznawców islamu wywołała burzę, pisarzowi grożono śmiercią.
Szatańskie wersety to karuzela. Wariacki rajd między tym, co prawdziwe a fantastyczne, między przeszłością a teraźniejszością i między różnymi miejscami na Ziemi. Kulturowo to wszystko dzieje się zbyt daleko ode mnie i pewnie dlatego nie jestem dobrym odbiorcą tej książki. Porównywana jest do Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa, ale ta jest mi zdecydowanie bliższa. Sami zdecydujcie, czy spróbujecie wgryźć się w tą historię - wymagająca sprawa.
poniedziałek, 13 listopada 2017
Joanna Bator - Rok królika
Rok królika to książka na listopad. Jest tak gęsta i mroczna jak listopadowa aura. Zimno, tajemniczo, koszmarnie. Myślę, że jej się nie da przeczytać latem! Wtedy po prostu nie pasuje!
Jeśli czytaliście wcześniejsze utwory Joanny Bator, fraza znikła bez śladu jest Wam doskonale znana. O ile dotąd była czymś nieuchwytnym, to w tej powieści znikanie bez śladu śledzimy krok po kroku. Razem z główną bohaterka realizujemy scenariusz znikania - bo kto by raz na jakiś czas nie chciał wyparować ze swojego życia? Wybranie sobie nowej osobowości też brzmi kusząco... Tylko miejsce, do którego kieruje się Julia Mrok vel Anna Karr, już wcale takie oczywiste nie jest. Jako nowa osoba kieruje się do Ząbkowic na Śląsku, gdzie grasuje, delikatnie mówiąc, nietypowy morderca... Tam też wszystko przestaje być realistyczne, zaczyna się psychodela i jazda bez trzymanki. Nie jest to lekka lektura, jeśli chodzi o fabułę, powiedziałabym, że nawet dość ciężkostrawna. Obowiązkowo potrzebny jest ciepły koc i dzbanek herbaty, żeby przebrnąć przez te wydarzenia w komfortowych warunkach.
I mimo że to pomieszanie z poplątaniem rodem z filmu klasy B niekoniecznie mi leży, to Rok królika polecam. Bo styl i język tej książki to genialny eksperyment. Tabloid podniesiony do poziomu literatury pięknej. Joanna Bator wznosi się na językowe wyżyny: do najbardziej plugawych, płytkich wyrażeń z najgorszych szmatławców dobiera środki i zabiegi stylistyczne na poziomie klasycznych powieści. Efekt jest nieprawdopodobny. Fabuła okazuje się drugorzędna, tą książkę smakuje się zdaniami, wększość z nich to malutkie dzieła językowej sztuki.