Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lutego 2022

Siri Hustvedt - Wspomnienia przyszłości


Im jestem starsza, tym rzadziej trafiam na książki, które mi się nie podobają. Starannie je sobie dobieram, wiem, czego się spodziewać w zależności od tego, co zostało już o danej książce napisane. Doskonale też wiem, jakie tematy mnie ciekawią i wystrzegam się eksperymentowania z lekturami.
A tu taka wtopa.

Książka Siri Hustvedt była wymieniana jako jedna z najlepszych w 2021 roku w źródłach, które cenię, jeśli chodzi o opinie dotyczące współczesnej literatury. Tematyka wydawała się ciekawa, we wszystkich opisach pojawiało się intrygujące zawiązanie fabuły - do mieszkania w Nowym Jorku wprowadza się młoda kobieta; w nocy zaczyna słyszeć niepokojące zawodzenie sąsiadki. I co z tego wyniknie.

Męczyłam się strasznie, w mojej opinii książka jest po prostu nudna. Owszem, dziewczyna poznaje swoją zawodzącą sąsiadkę, dowiaduje się co nieco o niej, nawet jakby wplata ją do swojego życia towarzyskiego. I tyle. Fabuła żadna, rozwlekłe przemyślenia, górnolotne nawiązania do literatury i sztuki, które w moim odczuciu były kiczowate. Nic, ale to nic ciekawego, historia bez polotu, przegadana. Nic się nie dzieje. NIE polecam!

Jedyny zabieg, który doceniam, to konfrontacja dzienników z młodości z życiowym doświadczeniem wiele lat później. Piękny pomysł, pięknie zmarnowany.

poniedziałek, 13 września 2021

Jakub Małecki - Horyzont


Chyba trochę wypadłam z obiegu. W czasie pandemii, gdy po książki sięgnęli nawet ci, którzy tego zwykle nie robią, jakoś przestałam być na bieżąco (nie, że nie czytałam, ale były to jakieś stare, odleżane pozycje). Umykały mi czytelnicze nowości, odkrycia, wschodzące gwiazdy, a także autorzy ugruntowujący swoją pozycję. Bo chyba do tych ostatnich należy zaliczyć Jakuba Małeckiego - trochę książek już w swoim dorobku ma, świetnie recenzowanych. Ale wróciłam do biblioteki (po latach!) i to był bodziec, żeby nadgonić zaległości rodzimego rynku wydawniczego.


W Horyzont bardzo się wciągnęłam, trudno było mi się oderwać od tej książki, to było super. Historie obu głównych bohaterów w formie dwóch splatających się wątków są bardzo dobrze dopracowane i rozwijają się w idealnym tempie. Może ciut przewidywalnie, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Zarówno ona i on przytłoczeni swoimi problemami i mimo, iż te problemy są z zupełnie różnych światów (misja w Afganistanie versus rodzinne tajemnice), gdzieś tam ich łączą, dają w ogólnym rozrachunku nadzieję. Do tego świetny, przystępy język, nieprzegadane. Polecam.

wtorek, 27 kwietnia 2021

Tomasz Organek - Teoria opanowywania trwogi


Pierwsza i póki co jedyna powieść Tomasza Organka, którego cenię za twórczość muzyczną, wzbudza mieszane uczucia. Może gdyby był to debiut osoby nieznanej szerszej publiczności oczekiwania byłyby mniejsze? Bylibyśmy - my czytelnicy - bardziej wyrozumiali dla autora?


Dwóch bohaterów chwilę przed czterdziestką, zupełnie pogubionych, bez celu i motywacji. Niezawodny od czasów starożytnych topos drogi. Diagnoza pokolenia trafna. Język przystępny, przyjemnie się to czyta. Jakiś pomysł na to był, środki na realizację też.

Czego zabrakło? Z mojej perspektywy dopracowanej akcji i fabuły. Mało przekonujące te przygody na trasie. Niby prawdopodobne, a jednak nie, trochę groteska. I bardzo szybko domyśliłam się tego niespodziewanego zakończenia.

Warto przeczytać, nie będziecie żałować czasu spędzonego z tą książką, bo nie jest zła. Ale bardziej potraktujcie ją jako ciekawostkę, może zapowiedź kolejnej, bardziej dopracowanej powieści?

sobota, 23 stycznia 2021

Robert Seethaler - Całe życie


To bardzo niepozorna książka, wręcz książeczka. W pięknej, hipnotyzującej okładce, ale niewielka, nie ma nawet dwustu stron. Czy zmieściło się w niej tytułowe całe życie? Tak!
 

Bohater powieści wiedzie monotonne życie w austriackich Alpach. Wykonuje ciężką fizyczną pracę, a los go nie oszczędza. Wiele tu codziennych trosk, a żadnej niecodziennej przygody. To piękny hołd złożony prawdziwemu życiu. Smutny, poruszający... Bardzo polecam. 

środa, 6 stycznia 2021

Szczepan Twardoch - Pokora


Właśnie skończyłam oglądać serialową wersję Króla na podstawie bestsellerowej powieści Szczepana Twardocha - ujęła mnie, ale nie powaliła na łopatki, czegoś tam zabrakło... Pokora to pierwsza po Królu i Królestwie powieść pisarza, więc poprzeczka dla niej była postawiona bardzo wysoko... Czy sprostała oczekiwaniom? Sądzę, że tak!
 

Główny bohater powieści nosi nazwisko Pokora i od pierwszych stron pokornie, aż nazbyt, znosi los, który go spotyka. A ten los go nie oszczędza, mimo iż wydaje się, że czasami się do niego uśmiecha - w końcu chłopak z górniczej rodziny początków XX wieku dostaje szansę na edukację i nie dzieli robotniczego losu swojego ojca i rodzeństwa. Trafia do okopów I wojny światowej, po wojnie budzi się w Berlinie i o tym okresie traktuje główna część powieści.

To bardzo ciekawe tło dla wydarzeń z życia Aloisa, który nie dość, że zagubiony w nowej rzeczywistości, to jeszcze niepewny swojego pochodzenia i tożsamości. Oprócz tego uwikłany w mroczną relację z władczą kobietą. 

To powieść napisana z rozmachem, wciągająca i intrygująca. Polecam.

sobota, 29 sierpnia 2020

Hanya Yanagihara - Małe życie


 Pamiętam czas po premierze tej książki, kiedy była na absolutnym topie i zdjęcie te okładki przewijało się przez wszystkie media społecznościowe. Wzbudzała wiele emocji. Dostałam ją wówczas w prezencie, ale lekturę odłożyłam sobie na później.

Nie wiedzieć czemu, ale miałam przeświadczenie, że to będzie historia równolegle traktująca o wszystkich czterech jej bohaterach. Dłuższą chwilę wyczekiwałam na pojawienie się wątków skupionych na pozostałej trójce, zanim uświadomiłam sobie, że głównym bohaterem jest tylko jeden z grupy przyjaciół i to już o nim będzie cała powieść. W sumie jego jedno życie zawierało w sobie tyle, że wypełnia ten przepastny tom po brzegi... Wobec tego jeśli jeszcze nie znacie Małego życia, to uprzedzam, że wbrew tytułowi jest ono wprost ogromne. Wypełnione bezkresnym cierpieniem i ciągłymi próbami odcięcia się od okropnej przeszłości. Czy można od niej uciec? Pytanie retoryczne.

Dużo tu Nowego Jorku, dużo pięknej Ameryki, amerykańskiego snu. Sukces przelewający się przez piękne mieszkania, drogie restauracje i sklepy. Głównie chyba dla kontrastu ze zranioną duszą Juda.

Mam nieodparte wrażenie, że Małe życie powinno było wyjść w tym roku. W sam raz na czas pandemii, której końca nie widać... Z drugiej strony nie wiem, czy nie wpędziłaby nas teraz w jeszcze większą depresję... Podsumowując - bezgranicznie smutne. Skłania do refleksji, każe się rozejrzeć wokół siebie i docenić to co mamy - niematerialnego. Ale jeśli jesteście w złej kondycji psychicznej, trzymajcie się z daleka, ta książka nie podniesie Was na duchu, bo jest po prostu druzgocąca.

sobota, 16 maja 2020

Stephanie Land - Sprzątaczka


A może zdumiała Was krytyczna sytuacja Amerykanów w obliczu pandemii koronawirusa? Jak miliony mieszkańcow w USA w ciągu tygodnia straciły pracę? Jak wiele osób zaraziło się koronawirusem i ile z tego powodu zmarło? W takim mocarstwie jak Stany Zjednoczone - jak to możliwe?


Ta z wierzchu niepozorna i wydaje się, że niezwiązana z tematem, debiutancka książka Stephanie Land odpowie Wam na te wszystkie pytania. To autobiograficzna relacja, w której autorka drobiazgowo opisuje swoje życie tak naprawdę na progu dorosłości, gdy zaczyna sama pracować na swoje utrzymanie. Dziecko z nieplanowanej ciąży i nieudanego związku sprawia, że odpowiedzialność i zobowiązania spoczywające na bohaterce tylko rosną. A Ameryka nie jest naszą przytulną Europą i bezwzględnie punktuje każde potknięcie. Wsparcie ze strony państwa jest bardzo ograniczone, podobnie z prawami pracowników. Same miejsca pracy niepewne, zmieniające się z tygodnia na tydzień. Dostęp do ochrony zdrowia - luksus, zdecydowanie nie dla wszystkich. 

Te kwestie są niejako uwarunkowane systemowo, można zapytać, co w takim razie ze wsparciem ze strony rodziny, bliskich? Nie jest to sprawa oczywista, a już na pewno nie jest to coś, co można wziąć za pewnik w tym kraju...

Amerykanie w obliczu kryzysu zachowali się tak, jak zostali nauczeni - każdy martwi się o siebie, przecież każdy jest panem swojego losu. Stąd gwałtowny wzrost bezrobocia i kryzys gospodarczy. Ochrona zdrowia dla wybranych - wobec tego tylko wybrani mają szansę wyleczyć się z koronawirusa. Koronawirus zabija częściej tych z tymi legendarnymi już chorobami współistniejącymi - zaniedbani zdrowotnie Amerykanie to najlepsi kandydaci. Kapitalizm w najczystszej postaci. Polecam tą książkę! 

piątek, 21 lutego 2020

Jakub Żulczyk - Wzgórze psów



Na półce czeka na mnie już najnowsza powieść Jakub Żulczyka Czarne słońce, ale jeszcze zanim po nią sięgnę, chciałabym zwrócić Waszą uwagę na wcześniejsze Wzgórze psów, które uważam za porządny kawałek literatury. Owszem - brudnej, mrocznej i wulgarnej. Rzeczywiście, to thriller. Ale nie chodzi to, żeby było miło.



Zawiązanie powieści to moment, w którym parze młodych ludzi powija się noga. Tak życiowo wszystko przestaje wychodzić: utrata pracy, kryzys relacji, brak perspektyw i pomysłu co dalej. Przenoszą się z Warszawy do miasta, w którym on się wychował i gdzie mogą zamieszkać w jego rodzinnym domu. Przeprowadzka tylko dokłada problemów, nowych i tych starych, których już miało nie być. A, i oczywiście zbrodnia. Jest w tle, w końcu thriller. A wszystko na polskiej prowincji.

Podobnie jak autor pochodzę z małej miejscowości na Mazurach, więc atmosfera tej książki jest mi niesamowicie bliska. Doskonale rozumiem i czuję atmosferę opisywanych wydarzeń - od tych sielankowych wspomnień z wczesnej młodości do lokalnych afer i układzików. To inna Polska niż ta w stolicy. Żulczyk świetnie oddaje ten specyficzny klimat.

Polecam. Nie tylko z sentymentu do Mazur!

wtorek, 5 listopada 2019

Natalia Fiedorczuk - Jak pokochać centra handlowe



Nie wiem, czy to dobrze, że do depresyjnego listopada dokładam depresyjną książkę, ale cóż. Life is life, a to bardzo ważna i potrzebna książką, jakkolwiek smutna by nie była. Jak pokochać centra handlowe nie bez powodu została nagrodzona w 2016 roku Paszportem Polityki.

Natalia Fiedorczuk przygotowała bardzo wnikliwe studium codzienności świeżo upieczonej matki, wcześniej ciężarnej. Takiej matki-Polki naszych czasów. Stabilizacji finansowej niewiele, wsparcia ze strony partnera też za bardzo nie widać, a macierzyństwo okazuje się niespodziewanym, wielkim, przytłaczającym wyzwaniem. Kliniczna depresja czai się tuż za rogiem.

Autorka, opisując te na pozór najzwyklejsze kroki młodej kobiety w nowej życiowej roli, obnaża wszystkie systemowe problemy, które napotykają dziewczyny z brzuszkami, a potem wózkami. Pięćset plus tej codziennej udręki nie wynagrodzi. Potrzeba mądrych, wspierających partnerów. Rozsądnej rodziny. Dobrych rozwiązań w prawie pracy. Udogodnień w infrastrukturze. Tytułowe centrum handlowe, świątynia konsumpcjonizmu, staje się paradoksalnie schronieniem. Tak być nie powinno. 

Nie wiem, czy młode matki powinny to czytać. Chyba na każdej stronie pozostaje im stwierdzenie, że też tak mają. Ja przykładowo nie czytam książek o problemach młodych lekarzy, skoro mam to na co dzień. Ale nie mam wątpliwości, że to książka dla partnerów tych kobiet, ich rodzin, przyjaciół, pracodawców, decydentów - wszystkich, którzy kształtują ich rzeczywistość. Otwórzcie oczy, bo te dziewczyny są zbyt zmęczone, żeby głośno mówić, jak im NIE pomagacie.

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Stephen King - Mr. Mercedes



Do prozy Stephena Kinga nigdy jakoś specjalnie nie ciągnęło, ponieważ nie jestem fanką horrorów. Nie lubię się bać - zwykle nie czytam takich książek, a już w ogóle nie oglądam tego typu filmów. Mr. Mercedes wpadł mi w ręce kilka lat temu w czasie wyjazdu do USA, reklamowany raczej jako kryminał niż horror, więc się skusiłam. Lektury po angielsku to oczywiście poniekąd nauka języka obcego, więc nawet jeśli treść nie do końca miałaby mi się spodobać, to nie można powiedzieć, że wysiłek w czytaniu poszedł na marne ;)



Zawiązanie historii to tytułowy Mercedes tratujący ludzi zgromadzonych na targach pracy. Kumulacja społecznych lęków związanych z tego typu atakami terrorystycznymi, które miały już miejsce oraz problem bezrobocia w jednym. Sprawca zdarzeń pozostaje nieuchwytny, ale rozpoczyna chorą grę z emerytowany detektywem. Trzeba przyznać, że pisarz wyposażył tą powieść w samych wyrazistych bohaterów. Z kolei akcja jest bardzo wartka, wciągająca i nie pozwala się znudzić.

Według tego, co czytam w Internecie, styl Kinga w tej książce był nieco odmienny od tego, w jaki sposób pisze zwykle. Mogę tylko powiedzieć, że czytało się to dobrze, tekst był dla mnie bardzo przystępny jak na angielskojęzyczną powieść.

W sumie... dobry trening angielskiego. Ciekawa fabuła. Ale jakoś nie przekonuje mnie, żeby sięgnąć po inną książkę autora. Szczególnie wiedząc, że w innych jest sporo fantastycznych wątków. Nie moja bajka.

sobota, 25 maja 2019

Margaret Atwood - Opowieść podręcznej



W oczekiwaniu na kolejny sezon serialu powstałego na kanwie tej powieści (którego wątki wyszły już daleko poza książkę) chciałabym napisać tutaj kilka słów o niesamowitej Opowieści podręcznej i gorąco zachęcić Was do tej lektury. Uważam Margaret Atwood za jedną z najważniejszych pisarek swojego pokolenia i od wielu lat uważam ją za pretendentkę do Literackiego Nobla.



Futurystyczne wizje, które kanadyjska autorka roztacza w swoich książkach, są przerażające. Zwykle jest to krajobraz po katastrofie, ludzkość doprowadzona zostaje (na własne życzenie) niemal do zagłady, a ci, którzy przetrwali, tkwią w jakimś złym śnie... Gilead z Opowieści podręcznej to kraj, w którym kobiety zdolne do urodzenia dziecka to zaledwie niewielki odsetek wszystkich obywatelek. Zostają one zniewolone i wtłoczone w paranoiczny system, w którym mieszkają przy wysoko postawionych rodzinach, gdzie są zobowiązane do współżycia z panem domu. Narratorka powieści to jedna z takich podręcznych.

Brzmi nieprawdopodobnie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Sytuacja, w której rządy kraju decydują o losach kobiet, biorąc pod uwagę tylko ich macice, powinna pozostać literacką fantazją. Niestety tak nie jest. Jeszcze niedawno w Polsce zamierzano wprowadzić całkowity zakaz aborcji! To lektura ku przestrodze. Bardzo ważna. Akurat przed wyborami!

czwartek, 28 lutego 2019

Isabel Allende - W samym środku zimy



Słońce w ostatnich dniach sprawiło, że z nadzieją wypatrujemy już wiosny, ale jeszcze chwilę zatrzymam Was W samym środku zimy - w całkowicie zasypanym śniegiem Nowym Jorku. W takich okolicznościach rozgrywa się akcja najnowszej książki autorstwa Isabel Allende, której twórczość poznałam w oryginale, czytając jakiś czas temu Japońskiego kochanka.



Allende zbiera w mieście, które nigdy nie śpi, w jednym mieszkaniu trzy osoby o bardzo pokrętnych życiorysach, które połączyły... zwłoki. Zwłok trzeba się pozbyć i to stanowi oś powieści. Historia baaardzo naciągana i tak mało prawdopodobna, że mnie to bardzo drażniło, ale na szczęście bohaterowie uratowali tą książkę! Pomijając wydarzenia, w których uczestniczyli, zostali sportretowani w intrygujący sposób, autorka obdarzyła ich ciekawymi cechami, doświadczyła przez życie i naprawdę chciałam ich poznawać bliżej z kolejnymi stronami. Szczególnie że rodziła się między nimi niepowtarzalne więź. Sporo tu wątków związanych z emigracją, rozłąką z rodziną, wyobcowaniem, samotnością. Trudne sprawy, a jakże aktualne w dzisiejszym świecie!

Podsumowując, to bardzo dobrze napisana słaba historia z dobrymi bohaterami. Ale czyta się naprawdę dobrze, wciąga i pozostaje mi ją polecić jako lekką lekturę. Może na podróż? Na wakacje?

wtorek, 15 stycznia 2019

Edward St. Aubyn - Patrick Melrose



Seria książek Edward St. Aubyn o zbiorczym tytule Patrick Melrose (w Polsce wydane w dwóch tomach) została owiana atmosferą skandalu, jak przystało na powieść z mocnymi wątkami autobiograficznymi (patrz: Moja walka 1, 2, 3). Powieść jest też o tyle intrygująca, że dotyczy niedostępnej grupy społecznej, do której przynależność wynika z pochodzenia, czyli brytyjskiej arystokracji...

Wchodzimy do tego zamkniętego świata z głównym bohaterem, z którym dorastamy i boleśnie doświadczamy najgorszych patologii, które, jak się okazuje, mają się świetnie w tym środowisku. Zdrady, oszustwa i przestępstwa tworzą obraz okropnej codzienności zepsutych wyższych sfer. Wszystko utaplane w alkoholu i narkotykach. Ale rzecz dzieje się w pięknych willach w urokliwych miejscach - francuskie wybrzeże, Londyn, Nowy Jork. Jakby to wszystko było przypudrowane. To zderzenie ohydy z przepychem niesamowicie intryguje.

Drugą szokującą rzeczą, która również nie pozostawia czytelnika obojętnym, to postawa tytułowego Patricka. Naznaczony doświadczeniem molestowania w dzieciństwie przez własnego ojca, brnie w nałogi i patologiczne relacje, jednocześnie próbując chociaż pozornie ułożyć sobie normalne życie. To oczywiście nie dziwi, ale na pewno zaskakują jego opinie. Wypowiada się do bezczelnie szczerze, bez ogródek i nie ma skrupułów, jeśli chodzi o wygłaszanie bolesnej prawdy. Mówi rzeczy, których po prostu nie wypada mówić. Momentami zatrważające.

To nie jest łatwa i przyjemna lektura - przeciwnie. Dawno nie spotkałam się z tak nieszczęśliwym głównym bohaterem powieści. Ta książka jest wręcz obrzydliwa, ale trudno się od niej oderwać. Odkrywa w nas pociąg do obcowania z rzeczami strasznymi, przekraczania granic - nie ma znaczenia, że tylko w naszej głowie w czasie czytania. Polecam, zdając sobie sprawę, że Patrick Melrose nie spodoba się wszystkim.

P.S. Czy ktoś z Was oglądał serial na podstawie tych książek? Polecacie?

czwartek, 22 listopada 2018

Joanna Bator - Purezento



Mniej więcej rok temu pojawiła się tu inna książka Joanny Bator - Rok królika. Tamta powieść doskonale wpisywała mi się w listopadową aurę. Ostatnie dzieło pisarki - Purezento - wydaje mi się równie jesienne i jakże mgliste. Wówczas rzecz działa się w Polsce, tym razem autorka zabiera nas do swojej drugiej ojczyzny - Japonii.



Cel podróży głównej bohaterki jest niby prosty, został wyartykułowany - została poproszona o zaopiekowanie się domem znajomej pod jej nieobecność. Tam na miejscu dzieje się Murakami na całego - jest kot, jest tajemniczo, coś gdzieś dzwoni, różni ludzie przemykają przez powieść, nagle znikają. Oczywiście motyw drogi, podróży okazuje się nie tylko dosłowny, ale wielopłaszczyznowy i wyprawa staje się okazją do autoterapii.

W tle (a może na pierwszym planie?) toczy się kurs kintsugi, w którym główna bohaterka bierze udział. Niezwykle metaforyczna technika polega na łączeniu kawałków potłuczonej ceramiki z użyciem złotych plomb, co w rezultacie daje naczynie upstrzone siatką złotej pajęczyny i daje przedmiotowi drugie życie. Bohaterka naprawia ceramikę i porządkuje swoje życie - ot, taka pokrzepiająca historia.

Przeczytałam z przyjemnością. Ale w fotel mnie nie wbiło. Książka na uspokojenie. Do zrelaksowania się. Może wywoła chwilę zadumy? Ale znika z pamięci, nic prócz tych złotych nitek nie pozostawia po sobie. Niestety.

A widzieliście już zwiastun ekranizacji Ciemno, prawie noc?.

sobota, 27 października 2018

Isabel Allende - El amante japonés



Pojawiały się już tutaj książki, które przeczytałam w oryginale w języku angielskim, ale po hiszpańsku (przeczytałam ich dotąd dosłownie kilka) jeszcze nie było. Stąd dzisiaj El amante japonés czyli Japoński kochanek autorstwa Isabel Allende - chilijskiej, niezwykle poczytnej pisarki. Światowa sława autorki była dla mnie poniekąd gwarancją, że nie będę żałowała wysiłku włożonego w czytanie w obcym języku, bo historia będzie bardzo dobra. I tak rzeczywiście było!



Główną bohaterkę Almę, wojenną imigrantkę z Polski do Stanów Zjednoczonych, łączy z tytułowym japońskim kochankiem wieloletni, ukrywany romans. Książka zawiera w zasadzie historię całego ich życia - od najmłodszych lat, gdy się poznali, do samego kresu. Stopniowo z upływem stron, przez dociekliwość jej wnuka i pracownicy domu spokojnej starości, w którym przebywa Alma, poznajemy wszystkie sekrety ich pogwatmanego życia. Allende krok po kroku odkrywa kolejne tajemnice, przez co powieść intryguje i zaskakuje. Ostatnie strony to prawdziwy punkt kulminacyjny, wynagradzający niektóre nieco przydługie fragmenty.

Jeśli chodzi o styl, na pewno mogę powiedzieć, że jest kwiecisty, autorka nie szczędzi przymiotników i opisów w ogóle. Jest dość drobiazgowa, momentami niepotrzebnie, ale w sumie czyta się to dobrze. Co do polskiego przekładu się nie wypowiem, nie wpadł mi w ręce, ale sądzę, że ta historia w naszym ojczystym języku też się obroni, bo fabuła jest naprawdę ciekawa. Jeśli ktoś rozważa tą lekturę pod kątem praktykowania hiszpańskiego - to raczej wyższy poziom, opowiadana historia wymaga od czytelnika znajomości wszystkich czasów, a słownictwo jest bardzo szerokie.

Kolejny cel - przeczytać powieść po rosyjsku! Ale to dopiero za jakiś czas...

sobota, 13 października 2018

Donna Tartt - Tajemna historia



Z początkiem września zawsze wracam myślami do podstawówki, a z początkiem października - do czasu studiów. Książka Tajemna historia świetnie się w takie nostalgiczne wspomnienia wpisuje. Główny bohater zaczyna naukę na wyższej uczelni, gdzie dzięki swojemu uporowi (połączonemu z fascynacją) trafia do bardzo elitarnej, intrygującej grupy studentów. Pozornie łączy ich tylko nauka greki pod kierunkiem doświadczonego wykładowcy. W istocie w tym zamkniętym kręgu młodych ludzi na porządku dziennym są eksperymenty z używkami, za sprawą których przekraczają kolejne, niebezpieczne granice.



Głównemu bohaterowi z jednej strony ciężko się od tej grupy uwolnić, jest nią otumaniony, z drugiej - wyraźnie od grupy odstaje i nie jest w stanie w pełni się z nią zintegrować, przez co ciągle pozostaje nieco z boku i nie czuje się swobodnie. Szczególnie, gdy wydarzenia stopniowo wymykają się spod kontroli. Weekendy spędzane poza miastem, zalane morzem alkoholu i w narkotykowych oparach, muszą skończyć się źle, a wręcz tragicznie - dla innej osoby, która się z grupą nie w pełni zasymilowała. Myślę, że bez cienia ironii można tą książkę określić mianem współczesnej "Zbrodni i kary". To na nowo przepracowane zagadnienia winy, ponoszenia konsekwencji swoich czynów i wymierzania sprawiedliwości.

Debiutancka powieść Donny Tartt jest nieco krótsza niż osławiony Szczygieł, ale nie wiem, czy w sumie nie zawiera w sobie więcej: emocji i wydarzeń. Lektura Tajemnej historii to bardzo intensywne doświadczenie - tego właśnie powinna dostarczać literatura. Takich kopniaków wyrzucających poza utarte schematy myślenia. Absolutely #mustread - jak to mówią młodzi ;)

wtorek, 11 września 2018

Nathan Hill - Niksy



Niksy Nathana Hilla weszły na polski rynek wydawniczy z metką wielkiego literackiego odkrycia. Chyba jednak ten balonik był zbyt napompowany... Na pewno to książka zapadająca w pamięć, wyjątkowa, ale mam wątpliwości, czy będzie ponadczasowa.



Na pewno jest to wielkie dzieło z racji rozmiaru - to naprawdę przepastne tomiszcze. Na takiej ilości stron autor z rozmachem rozwinął zarówno główne wątki, jak i te poboczne. Z życia głównego bohatera stopniowo znikają najbliżsi. Najbardziej dotkliwe jest zniknięcie matki, która pewnego dnia wychodzi po prostu z domu i nie wraca. W momencie, gdy Samuel jest już dorosły i wydaje się być pogodzony z tą stratą, matka niespodziewanie znowu pojawia się w jego życiu. Co więcej, ma on okazję poznać i prześledzić historię jej życia, co jest najbardziej emocjonującą częścią książki - pełna okropnych zrządzeń losu młodość kobiety przypada na rozkwit kultury hipisowskiej w Ameryce. Równie ważne są wątki przyjaciół głównego bohatera z dzieciństwa. I tutaj zamknęłabym tą powieść - jest jeszcze parę wątków dotyczących postaci luźniej związanych z Samuelem i wydały mi się niepotrzebne - przede wszystkim dlatego, że zdają się być wyrwane z kontekstu... Nie mają właściwej struktury, nie są zamknięte, a oprócz tego są zbyt daleko od głównych wydarzeń.

Językowo to bardzo dobrze napisana rzecz, świetnie, płynnie się to czyta. Ale czy Nathan Hill stworzył swój niepowtarzalny styl pisania? Raczej nie. Jest po prostu poprawny. Ciekawe postacie i ich losy, które zostały bardzo przystępnie opowiedziane to gwarancja przyjemnej lektury i dlatego Niksy polecam - szczególnie na te coraz dłuższe wieczory.

Przez internet przewija się informacja, jakoby na podstawie powieści miał powstać serial... Rzeczywiście, wydaje się, że to opowieść, która świetnie nadałaby się na scenariusz. Matkę głównego bohatera miałaby rzekomo zagrać Maryl Streep!

niedziela, 4 lutego 2018

Olga Tokarczuk - Księgi Jakubowe



Olga Tokarczuk to bardzo ważna pisarka w moim życiu. Pamiętam, jak w gimnazjum przygotowywałam się do olimpiady z języka polskiego i jedną z lektur, które trzeba było przygotować, był Prawiek i inne czasy. Byłam tą książką oszołomiona, zdumiona i oczarowana. Jakby ktoś zabrał mnie na wyższy poziom literackich doświadczeń, otworzył dotąd zamknięte drzwi. Może wtedy skończył się dla mnie etap literatury młodzieżowej i weszłam w literacką dorosłość? Nie wierzę w książki, które zmieniają życie, ale z pewnością zdarzają się lektury przełomowe w kształtowaniu wrażliwości czytelnika i Prawiek... odegrał u mnie taką rolę. Od tamtej pory wszystkie spotkania z prozą pisarki traktuję z namaszczeniem, to dla mnie wyjątkowe wydarzenia.




Co zrozumiałe, lekturę Ksiąg Jakubowych celebrowałam. To nie była dla mnie powieść (nie tylko z racji rozmiarów!) na krótkie, szarpane czytanie w komunikacji miejskiej czy wypełnianie czasu w oczekiwaniu na lotnisku na samolot. To było czytanie w najlepszych możliwych warunkach - koc lub kołdra, herbata, przygaszone światło. Czytałam tą książkę bardzo długo. Po rozdziale, po kilka stron przez chyba ponad rok. Niespiesznie. Zanurzałam się w historię Jakuba Franka i sekty, którą stworzył, i nie mogłam wyjść z podziwu. Ze względu na samą postać głównego bohatera, a także kunszt literacki, z jakim zostały opowiedziane jego losy. Ileż ludzi, jak ślepo w niego zapatrzonych, zdołał pozyskać ten człowiek! Jego życie zdaje się być zapętlonym scenariuszem - po kolejnych porażkach wstaje i przekonuje do swoich szarlatańskich ideologii nowe rzesze ludzi. Do tego jest to przeprawa przez większość znanych w tamtym czasie w Europie religii.

Jeszcze zanim Księgi Jakubowe ukazały się w księgarniach, pisarka opowiadała o ich tworzeniu w wywiadach, co jeszcze bardziej nakręcało moją ciekawość odnośnie powieści. Ogrom pracy nad materiałami źródłowymi, jaki wykonała Tokarczuk, po prostu wylewa się z kartek tej historii... Daty i miejsca są drobiazgowo opisane, powiązania między postaciami podkreślone, tło historyczne bardzo wyraźne. Fabuła składa się w perfekcyjną całość, co zawdzięczamy dopowiedzeniom stworzonym przez autorkę tam, gdzie źródła historyczne zawiodły.




Oprawa graficzna książki i pełen jej tytuł niesamowicie wyróżnia ją na tle innych pozycji w księgarniach. I to odwrotne numerowanie stron! Majstersztyk!

Księgi Jakubowe to wielka rzecz, dosłownie i metaforycznie. Gorąco ją polecam, ale doświadczonym czytelnikom. Gdyby ją czytała w gimnazjum, pewnie Olga Tokarczuk nie zostałaby jedną z najbardziej cenionych przeze mnie pisarek, bo nie miałabym wystarczająco cierpliwości. Do takiej monumentalnej powieści trzeba naprawdę dojrzeć. Książka traktuje o dość odległej historii, ale jakże jest aktualna w dobie wszechobecnej manipulacji! Literacka Nagroda Nike za 2015 rok jak najbardziej zasłużona!

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Salman Rushdie - Szatańskie wersety



Jeszcze w zeszłym roku przeczytałam głośną powieść Salmana Rushdiego Szatańskie wersety. Czytałam ją na kindlu, więc nie przekonałam się, jak wygląda papierowe wydanie, ale z pewnością jest to pokaźne tomiszcze, bo procenty przeczytanych stron zmieniały się podczas lektury baaardzo powoli... Chociaż może to wynikało trochę ze znudzenia książką? Niepełnego jej zrozumienia?




Szatańskie wersety to monumentalna opowieść z pogranicza jawy i snu. Początek robi wrażenie, bo oto z katastrofy lotniczej udaje się ujść z życiem dwóm pasażerom - pochodzącym z Indii znanym aktorom. To, że lecą z Bombaju do Londynu, ma duże znaczenie, gdyż wątki związane z emigracją i szeroko pojętą wielokulturowością są jednymi z wiodących w książce. Perypetie jednego z bohaterów wiążą się z desperacką próbą asymilacji w Wielkiej Brytanii, drugi z nich również niejako ucieka od swojej ojczyzny w Indiach, jednak bardziej duchowo niż dosłownie.

Aczkolwiek nie temu powieść zawdzięcza swój rozgłos. Obok historii Saladyna i Dżibrila, autor kreuje luźno powiązaną, magiczną opowieść o początkach islamu. Rushdie jawnie pokpiwa sobie z tej religii, Koranu i proroka Mahometa. Moja słaba znajomość tematu sprawiła, że (oprócz kilku grubych rzeczy) z pewnością nie wyłapałam wielu istotnych informacji, które muzułmanie uznali za bluźnierstwo i mną ta książka nie wstrząsnęła. Jednak wśród wyznawców islamu wywołała burzę, pisarzowi grożono śmiercią.

Szatańskie wersety to karuzela. Wariacki rajd między tym, co prawdziwe a fantastyczne, między przeszłością a teraźniejszością i między różnymi miejscami na Ziemi. Kulturowo to wszystko dzieje się zbyt daleko ode mnie i pewnie dlatego nie jestem dobrym odbiorcą tej książki. Porównywana jest do Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa, ale ta jest mi zdecydowanie bliższa. Sami zdecydujcie, czy spróbujecie wgryźć się w tą historię - wymagająca sprawa.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Joanna Bator - Rok królika



Rok królika to książka na listopad. Jest tak gęsta i mroczna jak listopadowa aura. Zimno, tajemniczo, koszmarnie. Myślę, że jej się nie da przeczytać latem! Wtedy po prostu nie pasuje!

Jeśli czytaliście wcześniejsze utwory Joanny Bator, fraza znikła bez śladu jest Wam doskonale znana. O ile dotąd była czymś nieuchwytnym, to w tej powieści znikanie bez śladu śledzimy krok po kroku. Razem z główną bohaterka realizujemy scenariusz znikania - bo kto by raz na jakiś czas nie chciał wyparować ze swojego życia? Wybranie sobie nowej osobowości też brzmi kusząco... Tylko miejsce, do którego kieruje się Julia Mrok vel Anna Karr, już wcale takie oczywiste nie jest. Jako nowa osoba kieruje się do Ząbkowic na Śląsku, gdzie grasuje, delikatnie mówiąc, nietypowy morderca... Tam też wszystko przestaje być realistyczne, zaczyna się psychodela i jazda bez trzymanki. Nie jest to lekka lektura, jeśli chodzi o fabułę, powiedziałabym, że nawet dość ciężkostrawna. Obowiązkowo potrzebny jest ciepły koc i dzbanek herbaty, żeby przebrnąć przez te wydarzenia w komfortowych warunkach.




I mimo że to pomieszanie z poplątaniem rodem z filmu klasy B niekoniecznie mi leży, to Rok królika polecam. Bo styl i język tej książki to genialny eksperyment. Tabloid podniesiony do poziomu literatury pięknej. Joanna Bator wznosi się na językowe wyżyny: do najbardziej plugawych, płytkich wyrażeń z najgorszych szmatławców dobiera środki i zabiegi stylistyczne na poziomie klasycznych powieści. Efekt jest nieprawdopodobny. Fabuła okazuje się drugorzędna, tą książkę smakuje się zdaniami, wększość z nich to malutkie dzieła językowej sztuki.