Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 lutego 2019

Olga Tokarczuk - Opowiadania bizarne



Pozostając w kręgu opowiadań, mam kolejny zbiór godny polecenia! Tym razem od powszechnie uznanej i nagradzanej autorki - Olgi Tokarczuk. Jej Opowiadania bizarne wbiły mnie w fotel, a tak dokładnie w bieżnię i orbitrek, bo słuchałam tego audiobooka głównie na siłowni. Po prostu sztos!

Każde z tych opowiadań to z pozoru prosta opowieść, z całkiem zwyczajnymi postaciami, które nawiązują całkiem zwyczajne relacje, może są trochę mniej szczęśliwe niż statystyczna średnia. Może trochę bardziej samotne. Jednak w każdym opowiadaniu pojawia się ten tytułowy, dziwny, bizarny element, który nadaje całości zupełnie innego wydźwięku. Natężenie tej dziwności raz jest mniejsze, raz większe, co czyni opowiadania dość zróżnicowanymi.

Tokarczuk porusza niezwykle ważne kwestie dotyczące moralności, etyki, szczególnie w zderzeniu z nowoczesnymi technologiami. Nawiązuje do problemów związanych z ekologią, zanieczyszczeniem środowiska. To tematy, które musimy przestać ignorować jako społeczeństwo, ale zacząć się z nimi mierzyć!

Najbardziej podobały mi się historie najbliżej współczesności - te średniowieczne i mocno futurystyczne mniej, ale wszystkich wysłuchałam z atencją. A po zakończeniu dłuższą chwilę była osłupiona. Trzeba się po tym otrząsnąć. Baaardzo polecam!

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Włodzimierz Kowalewski - Brzydki człowiek i inne opowiadania



Mam tą książkę (z autografem!) już od dawna i przeczytałam ją też już jakiś czas temu, mimo to ciągle siedzi mi w głowie i z radością ją tutaj polecę. Oczywiście, sentyment do autora - mojego wspaniałego polonisty z II LO w Olsztynie - ma duże znaczenie, ale nie kluczowe. To naprawdę dobra rzecz szczególnie, że nie jestem największą fanką formy literackiej, jaką są opowiadania - jednak te mnie ujęły!



Wśród bohaterów opowiadań przewijają się zarówno fikcyjne, zupełnie zwykłe postacie, ale spotkamy tu również samego Tomasza Manna. Zmagają się z losem, są przez niego doświadczeni, ale stawiają mu czoło. Niemal wszyscy wydali mi się odważni. Ich perypetie mają miejsce zwykle jakieś kilkadziesiąt lat temu, co wywołuje uczucie nostalgii. Dodatkowo część z nich dzieje się właśnie w Olsztynie. Nietuzinkowe historie, skłaniające do wspomnień - a może zadumy? Wszystko opisane w bardzo dopracowanym i wyważonym stylu - żadnych zbędnych słów, a jednocześnie bardzo bogato.

Bez wahania polecam. I warto sobie tą lekturę dawkować... Tak po opowiadaniu. Żeby starczyło na dłużej.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Polscy pisarze dla uchodźców - NieObcy




Nie będę się rozpisywać na temat tej książki: ważniejsza jest idea jej powstania, jakość jej zawartości (wcale nie najgorsza!) to drugorzędna sprawa.

Nieobcy to zbiór tekstów polskich pisarzy, który powstał na cele charytatywne - autorzy przekazali swoje opowieści nieodpłatnie, zysk ze sprzedaży książki jest przekazywany Polskiej Akcji Humanitarnej na rzecz ofiar wojny w Syrii.

To nie są teksty wprost o uchodźcach. To rzecz o oswajaniu innego. Jeśli coś poznasz, przestaniesz się tego bać. A wojna domowa w Syrii trwa już sześć lat. Od 2011 roku tam jest piekło, w którym przyszło żyć ludziom takim jak my.




Swój egzemplarz książki otrzymałam od pani Janiny Ochojskiej, założycielki PAH http://www.pah.org.pl/

niedziela, 22 maja 2016

Marcin Kołodziejczyk - Dysforia



Dysforia to książka niewygodna, taki uwierający kamyczek w bucie. W piętnastu krótkich formach Kołodziejczyk przepracowuje wszystkie przywary ówczesnych mieszczan. Ciężko powiedzieć, że to miła lektura, bo zza tej groteski i sarkazmu bardzo szybko wyłania się gorzka refleksja, która ukłuje każdego czytelnika.




Jeśli mieszkasz w mieście, znasz każdego bohatera Dysforii. To Twoi sąsiedzi, współpracownicy czy znajomi ze studiów. Ludzie, których spotykasz codziennie. Mają swoje wady, które jak w soczewce są skupione w tym zbiorze opowiadań. Dopóki można się do nich zdystansować - bo może akurat nie jesteś tak zwanym osiedlowym elementem, cizią z korporacji, wścibskim mieszkańcem nowego bloku czy złośliwą psiapsiółą - jest OK. Ale z drugiej strony opisane sytuacje brzmią tak znajomo i dzieją się tak blisko, że każdemu robi się przy tej lekturze ciasno i duszno.

To nieodparte wrażenie nasila postawa autora - nie ocenia, nie wywyższa się. Jest na równi z nieudolnymi postaciami z Dysforii - może z którąś się nawet utożsamia? Wszystkie wady, głupota i brak rozsądku zostają wszystkim wytknięte sprawiedliwie.

Kilka słów o tym, co poza samą treścią. Najlepiej czytało mi się te opowiadania, których forma nie był przekombinowana. Tam gdzie Kołodziejczyk eksperymentował, próbował wyjść poza standardową konstrukcję opowiadania, rezultat okazał się średni. Ale już dostosowywanie samego stylu i języka do okoliczności i bohaterów (patrz Niedziela w Skaryszewskim) - majstersztyk!

To dobra książka na jeden wieczór w akompaniamencie kieliszka wytrawnego wina lub szklanki piwa. Żeby jakoś to wszystko przełknąć. Nawet najmocniejsza herbata może nie wystarczyć, żeby przemóc ten dyskomfort po lekturze. Swoją drogą tytuł Dysforia jest niezwykle trafny. Jeśli nie znacie dokładnej definicji tego słowa, poleca się wikipedia.

środa, 6 stycznia 2016

Newerly, Varga, Smith i Jonasson w skrócie



Od ponad roku na moim instagramie regularnie pojawiają się praktycznie wszystkie książki, które czytam (odpuszczam medyczne ;). Ogromną większość po ich przeczytaniu recenzuję na blogu bądź w krótkiej notce właśnie na insta. Uważnie przejrzałam te zeszłoroczne stosiki (niefajne słowo, nie znam lepszego) i wybrałam kilka książek, o których w skrócie chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć.




Igor Newerly - Chłopiec z Salskich Stepów

Piękna książka, którą z dzisiejszego zestawienia polecam najgoręcej. To fabularyzowane wspomnienia rosyjskiego lekarza spisane właśnie przez Igora Newerly, który wysłuchał ich, przebywając w obozie koncentracyjnym na Majdanku. Opowieść niesamowita, momentami zapierająca dech w piersiach, wzruszająca i zadziwiająca. O tym, jak pokrętne mogą być ludzkie losy. Do tego kolejna wspaniała historia spotyka czytelnika w posłowiu. Trudno uwierzyć, z pewnością warto przeczytać.




Krzysztof Varga - Masakra

Gdy wpisałam ten tytuł i autora w wyszukiwarkę, wyświetlają się opisy książki określające ją jako powieść drogi. Cóż, stawianie jej w jednym rzędzie z Odyseją czy W drodze Kerouaca jakoś mnie uwiera. Z całą sympatią do autora (zdobył moje uznanie Trocinami i, o dziwo, nie stracił po Karolinie), Masakra jest średnio udana. Świetna zabawa w rozpoznawanie knajp i innych miejscówek dla mieszkańców Warszawy, słodko-gorzki pijacki humor dla wszystkich i w sumie tyle. Można przeczytać, ale nie trzeba.




Zadie Smith - Lost and Found

Drogi Komitecie Noblowski, Zadie Smith jest wymieniana wśród kandydatek do waszej nagrody, ale wierzę, że śledzicie jej karierę dokładnie i nie przyznacie jej komuś, kto zalicza tyle wpadek. Jak już pisałam, nie mam wątpliwości, że to wyjątkowa pisarka, ale okrutnie nierówna. Pisze fantastyczne rzeczy równie często jak literackie buble. Te opowiadania są o niczym. Nieciekawe, o nudnej fabule i jakieś takie wycięte, wyrwane z otaczającej je rzeczywistości. Nie polecam. Sięgnijcie po O pięknie.




Jonas Jonasson - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Zupełnie przypadkowo powyższe książki ułożyły się w kolejności od najlepszej do najsłabszej, z kolei z tą ostatnią mam problem, jak ją przedstawić. To powieść, która odniosła wielki sukces, nie zważam na to, że opiera się na oklepanym schemacie - lawiny wypadków, z których główni bohaterowie wychodzą bez szwanku, bo mają więcej szczęścia niż rozumu. Autor bardzo zgrabnie nakreślił pełną zwrotów akcji historię, która podobno wielu bawi do łez. Właśnie. Spodoba Wam, jeśli trafi w Wasze poczucie humoru. W moje nie trafia zupełnie. Doceniam tą książkę, ale jej siła leży w humorze, który zupełnie nie przystaje do mojego. Po prostu mnie nie śmieszyła, a takie jest jej zamierzenie.

wtorek, 10 listopada 2015

Ernest Hemingway - Niepokonany



Żeby w końcu znaleźć czas na ten wpis, musiałam aż iść na zwolnienie. Mimo zażytego morza leków przeciwbólowych i różnych skutków ubocznych zabiegu, który przeszłam, mój umysł funkcjonuje całkiem sprawnie i z przyjemnością opowiem Wam dzisiaj o zbiorze opowiadań jednego z najwybitniejszych, moim zdaniem, pisarzy w historii - Ernesta Hemingwaya.

Jak da się zauważyć, choćby klikając w zakładkę opowiadania, ta forma literacka pojawia się tu rzadko. Traktuję opowiadania jako takie rozgrzewki, przedbiegi do prawdziwej literatury, której kwintesencją są dla mnie powieści. O ile powieść uważam za formę totalną, o tyle opowiadanie jest dla mnie zaledwie dodatkiem do niej (mimo, że przecież nie każdy autor opowiadań pisuje powieści i odwrotnie). Tym samym opowiadania czytam naprawdę rzadko. Wolę zanurzyć się w długą powieść i przenieść do niej na kilka kolejnych dni czy tygodni - nawet najbardziej poruszające opowiadanie trwa zaledwie chwilę. Robię wyjątki dla naprawdę wyjątkowych pisarzy, jednym z nim jest Hemingway. Po przeczytaniu jego niemal wszystkich powieści, sięgam do pozostałych utworów, które stworzył, a więc właśnie opowiadań. Jego twórczość niezmiennie mnie zachwyca.




Na blogach literackich i w innych miejscach regularnie przewija się pytanie jak książka zmieniła twoje życie? czy też która lektura była najważniejsza w twoim życiu?. Oczywiście uważam, że odpowiedzieć na to pytanie się nie da, bo to całość przeczytanych przez nas książek kształtuje nas jako czytelników i w pewien sposób odmienia nasze życie, jedna książka nie jest w stanie tego zrobić. W każdym razie nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie zrobiła na mnie lektura Komu bije dzwon. Miałam piętnaście lat, leżałam w szpitalu (to prawie tak, jak dziś, tylko szpital mam w domu i sama sobie jestem lekarzem) i zabrałam się do czytania tej powieści, którą zabrałam z półki z domu. Była oszałamiająca. Ciarki przeszły mnie już po przeczytaniu pierwszych jej słów, cytatu z angielskiego poety Johna Donna: Dlatego nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie. A potem to już nie wiedziałam, co porusza mnie bardziej - forma czy treść? Bo forma była inna niż we wszystkich książkach, które przeczytałam wcześniej - gdzie się podziały przymiotniki? To niesamowite, że można pisać powieść w tak prosty sposób! Ile emocji można zawrzeć w tak prostych dialogach? Rzeczywiście, rozwlekłe opisy nie są nikomu potrzebne. A treść? Atmosfera wszechobecnej śmierci, ostateczności. Zgubny wpływ ideologii pomieszanej z przypadkiem. Po prostu ta książka to było dla mnie swego rodzaju olśnienie, krok milowy w moim, chyba już wtedy dorosłym, czytelnictwie. (Niecały rok później w liceum jako drugi język wybrałam hiszpański i nie mam wątpliwości, że Hemingway wpłynął na moją decyzję :)




Zbiór opowiadań Niepokonany (swoją drogą też pochodzi z półki z mojego rodzinnego domu) z każdym kolejnym tytułem porusza jakąś strunę, gra na jednym z wielu ludzkich uczuć. W końcu to opowiadania - forma krótka. Tym samym tytułowy Niepokonany pokazuje niesamowitą walkę mimo różnych przeciwności. W zdumienie wprawia siła i męstwo chłopca z utworu Oczekiwanie. Mój stary traktuje o trudnych, rodzinnych relacjach. I tak krok po kroku Hemingway kolejny raz opowiada o tych ludzkich cechach, które są w życiu najważniejsze, które należy cenić najbardziej. Nie rozwodzi się, nie rozwleka, pisze konkretnie, zwięźle, za co uwielbiam behawiorystów. Ten nurt w literaturze może się wydawać surowy i nieprzystępny, jednak osobiście uważam, ze to jedyna w pełni szczera i prawdziwa forma narracji.

Niepkonany może być świetną odskocznią, odtrutką na otaczający nas ocean spraw nieistotnych. Mówi tylko o rzeczach ważnych, skupia się na sensie życia, odrzucając wszystko, co miałkie i bez znaczenia (a takie rzeczy w dzisiejszej dobie w większości wypełniają otaczającą nas rzeczywistość). Nie wiem, czy w te listopadowe, pochmurne dni, nie wprawi Was w jeszcze większą melancholię, ale w tym ciemnym tunelu jest światełko. Polecam.

niedziela, 18 października 2015

Tove Jansson - Wiadomość



Po raz pierwszy miałam okazję czytać dorosłą Tove Jansson. Do tej pory była dla mnie tylko autorką Muminków, chociaż od dawna wiedziałam, że to tylko ułamek jej twórczości (ale jakże słynny). Wiadomość to zbiór opowiadań, w których po Muminkach pozostały charaktery, samych postaci już nie ma...




Opowiadanie to krótka forma literacka - u Jansson momentami wyjątkowo krótka. Niektóre z opowiadań w zbiorze mają zaledwie jedną lub dwie strony. Jednak siła wyrazu nie zależy od objętości. Te najkrótsze opowiadania niejednokrotnie robią największe wrażenie. Pisarka ukazuje przeróżne oblicza opowiadania: tworzy monologi, dialogi, obrazy, listy, sceny niczym teatralne akty.

Bohaterowie, których spotkacie w tej książce, są przeróżni - kobiety, mężczyźni, młodzi, starzy, artyści, rzemieślnicy, itd. Mam wrażenie, że między nimi wszystkimi rozpostarta jest jakaś niewidoczna, łącząca ich nić, że to ta sama osoba w wielu wcieleniach. Ci bohaterowie (bądź ten jeden bohater) są tak samo szczerzy i bezkompromisowi. Nie zawsze jednakowo zdecydowani, ale gdy już decydują się postępować w określony sposób, pozostają mu wierni. Niezwykle ciekawe.




Część opowiadań ociera się o biografię Tove Jansson lub wprost nią jest - przykładowo wybór z listów od japońskiej fanki. Sporo tekstów traktuje o istocie sztuki, sposobie jej wyrażania, spotkaniu na granicy życie - sztuka. A pośród nich znajduje się szereg opowiadań o ludzkich słabościach, bezlitośnie obnażających nasze wady, pytających o kondycję współczesnego człowieka. Małe, wielkie rzeczy. Nad żadną stroną z tego zbioru nie da się przejść obojętnie, bezrefleksyjnie. W prosty, momentami wręcz toporny, sposób autorka przekazuje swoje życiowe doświadczenie - w końcu to swego rodzaju podsumowanie. Uważam, że lektura absolutnie obowiązkowa.




Na polskim rynku wydawniczym możecie znaleźć biografię Tove Jansson, ale muszę szczerze przyznać, że to średnia pozycja. Bardziej do oglądania - moc rysunków i zdjęć - niż do czytania.

piątek, 3 października 2014

Milan Kundera - Śmieszne miłości



Lekturę flagowej powieści Milana Kundery - Nieznośnej lekkości bytu mam już dawno za sobą. Pamiętam, że kilka lat temu ta książka mnie zaintrygowała, ale dzisiaj pozostało mi po niej jedynie mętne wspomnienie (z tego powodu trudno mi ją zaliczyć do wybitnych). Minęło sporo czasu, nim znowu sięgnęłam do czeskiego autora. W moje ręce wpadł zbiór opowiadań Śmieszne miłości. Tytuł zbioru nie jest, jak często bywa, tytułem żadnego z opowiadań, został nadany odrębnie. Muszę przyznać, że to najlepsze możliwe określenie treści zawartej na tych niemal dwustu stronach. To opowiadania o naprawdę śmiesznych i trywialnych uczuciach.

Główni bohaterowie Kundery to w zasadzie tylko mężczyźni. Kobiety, których nie brakuje i często zajmują sporą część opowieści, są bezdyskusyjnie tłem. Pisarz zachowuje wobec nich ogromny dystans, odniosłam wrażenie, że opisuje je z odległości, nie potrafi się do nich zbliżyć. Niekiedy podejmuje próby opisu kobiecej uczuciowości, ale wypada to dość sztywno i sztucznie. Wobec tego nawet fakt, że panie są potraktowane zwykle dość szowinistycznie i przedmiotowo, traci na znaczeniu. Kundera nie radzi sobie z kobietami w ogóle...




Także na pierwszym planie pozostają jednowymiarowi, bezbarwni mężczyźni. Nieporadni i okropnie próżni. Nieustannie potwierdzający swoją męskość, uganiając się za spódniczkami. Na dłuższą metę to dość nudny temat. To stały motyw wszystkich opowiadań, zmieniał się jedynie kontekst i okoliczności (chociaż te drugie nie do końca). Ale w tym wypadku nie można odmówić pisarzowi, że panowie są opisani wnikliwie i szczegółowo, stają się naprawdę bliscy czytelnikowi, który jest świadomy ich pobudek i motywów postępowania. Kontrast między płciami w tej książce jest ogromny.




Czy relacje nieciekawych mężczyzn z intrygującymi, ale powierzchownie opisanymi kobietami dają szansę na dobrą lekturę? Cóż, umiarkowaną. Ta rzekoma miłość wypada groteskowo, ironicznie. Po prostu śmiesznie. Aczkolwiek czyta się to dobrze.Na uwagę zasługuje zdecydowanie styl Kundery: bardzo staranny, dopracowany, czytelny z dużą dozą świetnego poczucia humoru. Lektura lekka, ale nie banalna.

Jestem bardzo ciekawa, jak Śmieszne miłości odczytują mężczyźni!

czwartek, 16 stycznia 2014

Alice Munro - Za kogo ty się uważasz?



U mnie na tapecie Alice Munro. Nadrabiam zaległości w czytaniu ostatniej Noblistki. Tym razem Za kogo ty się uważasz?, pisałam już o Widoku z Castle Rock. Konstrukcja obu tych książek jest taka sama: opowiadania, spośród których każde stanowi pełną, samodzielną historię, ale czytane wszystkie razem, po kolei stanowią spójną całość.

Bohaterką Za kogo ty się uważasz? jest Rose, której tytułowe pytanie zostaje zadane przez macochę w dzieciństwie, a w układzie książki - w pierwszym i ostatnim opowiadaniu. Losy bohaterki poznajemy przez pryzmat ważnych wydarzeń i postaci z jej życia.




Rose wychowuje się na kanadyjskiej wsi i swoje ubogie pochodzenie ma z tyłu głowy przez wszystkie późniejsze lata, kiedy już przenosi się do miasta, kończy studia i awansuje społecznie. Wychodzi za mąż, rodzi córkę. Zawodowo zajmuje się różnymi rzeczami: wykłada na uczelni, nagrywa audycje radiowe, zostaje aktorką. Niby nic nadzwyczajnego, ale Alice Munro zrobiła z tego piękną opowieść.

W Za kogo ty się uważasz? zachwyciło mnie, jak niezwykle trafnie opisane są uczucia, które towarzyszą ludziom na różnych etapach życia. Czy pamiętacie złość na rodziców z dziecięcych awantur? Czy pamiętacie podziw dla starszych koleżanek w szkole, które Wam imponowały? Czy pamiętacie pierwsze poważne życiowe rozczarowania? Ta książka przypomni Wam, co wtedy czuliście.

Bardzo podoba mi się konstrukcja poszczególnych opowiadań. Autorka opisuje zdarzenia, emocje im towarzyszące, a na koniec podsumowuje je z perspektywy kolejnych lat. Takie zderzenie tego, jak główna bohaterka postępowała w danej sytuacji z tym, jak oceniała te zdarzenia wiele lat później i jak wpłynęły na jej życie. Świetny zabieg. Dopiero upływający czas weryfikuje słuszność naszych zachowań.




Piękna książka. O dorastaniu, o dojrzewaniu. O tym, że z dzieciństwem nie mijają od razu wszystkie nasze infantylne zachowania, w niektórych aspektach życia dorastamy później. Albo w ogóle. Niekiedy pozostajemy już zawsze naiwni jak dzieci. Samo życie, ale opisane w sposób zdumiewający - tak potrafi chyba tylko Alice Munro.


środa, 18 grudnia 2013

Sylvia Plath - Opowiadania



Moja fascynacja Sylvią Plath jest wręcz niezdrowa. Odkąd poznałam podstawy psychiatrii, wszystko, co z niej czytam, analizuję pod kątem choroby afektywnej dwubiegunowej, na którą cierpiała. Ten zbiór opowiadań w dużej mierze traktuje o tym problemie, chociaż nie wprost.

Niezwykle fascynuje mnie proza Sylvii Plath. Mimo, że przede wszystkim była uznaną poetką. Jednak do mnie bardziej niż wiersz trafiają dialogi, trafne opisy, zdania proste i wielokrotnie złożone. Prozatorski dorobek Plath może wydawać się skromny: zaledwie jedna powieść (Szklany klosz, na motywach autobiograficznych) oraz około kilkudziesięciu opowiadań. Dołożyć do tego można jeszcze wydany zbiór listów, które pisała do matki (bardzo polecam!) oraz opublikowane dzienniki (jeszcze ich nie czytałam).

Powinnam jeszcze dodać, że jestem bardzo wybredna, bo z prozy zdecydowanie najchętniej wybieram powieści, a opowiadanie wydaje mi się formą zbyt krótką, nie zadowala mnie. Jednak są autorzy, którzy zachwycają mnie nawet w opowiadaniach. Są to między innymi właśnie Sylvia Plath oraz Vladimir Nabokov.




Opowiadania z tej książki stanowią wybór z utworów wydanych już po samobójczej śmierci pisarki, ale napisanych do siedmiu lat wcześniej. Najbardziej widoczne są w nich motywy związane ze śmiercią. Autorka opisuje różne nagłe zgony (a także nagłe zniknięcia) - morderstwa i samobójstwa. Poświęca im dużo uwagi, jej bohaterowie rozprawiają o nich, stanowią oś opowieści.

Duża część historii oparta jest na osobistych doświadczeniach Plath związanych z pobytem w szpitalu psychiatrycznym. Te opowiadania są napisane w narracji pierwszoosobowej, ale (co ciekawe) nie tylko z perspektywy pacjenta. W kilku z nich ja to sekretarka, która ma dostęp do dokumentacji medycznej pacjentów. Te ostatnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy, ale bynajmniej nie ze względu na treść. Zestawiłam sobie realia szpitali w latach 50-tych w Stanach Zjednoczonych z codziennością polskich ośrodków zdrowia dziś. Walczymy z zalewającą nas papierologią w takim samym stopniu (jeśli nie gorszym)...

Jak pisze Sylvia Plath? Pięknie. Kwieciście, wyszukanym językiem. Metaforycznie do tego stopnia, że każda najprostsza czynność przez nią opisywana ma w sobie coś magicznego. Nie boi się odważnych porównań i personifikacji. Opowiadania zamyka dość niejednoznacznie. W moim odczuciu stale balansując na granicy życia i śmierci...




Czytanie prozy Plath to takie małe wyzwanie. O ile Szklany klosz i liryki są do kupienia w księgarniach, o tyle dostępność zbiorów opowiadań pozostawia wiele do życzenia. W ostatnim czasie (o ile mi wiadomo) nie zostało wznowione żadne polskie wydanie, a te, które można wyszperać w bibliotekach nie stanowią spójnej całości. W tym zbiorze akurat znalazło się jedno, które czytałam już wcześniej w innym. Trudno dociec, czy wszystkie jej opowiadania zostały przetłumaczone na polski i wydane. Sylvia Plath stworzyła także kilka książek dla dzieci, które są bardzo dobrze oceniane.

czwartek, 12 grudnia 2013

Alice Munro - Widok z Castle Rock



Książki Alice Munro od dawna były na mojej liście do przeczytania (bądź nawet na półce w oczekiwaniu na swoją kolej), ale ostatecznie zapoznałam się z autorką już po otrzymaniu przez nią tegorocznej Literackiej Nagrody Nobla. Widok z Castle Rock to wydany po raz pierwszy w 2006 roku zbiór opowieści o przodkach pisarki, a w dużej mierze także jej autobiografia. To coś pomiędzy powieścią a opowiadaniami - każdy rozdział mógłby funkcjonować oddzielnie, ale dopiero razem dają czytelnikowi pełny ogląd na temat tego, co jest ich istotą.

Konstrukcja tej książki koresponduje z Ostatnim rozdaniem Myśliwskiego, które ostatnio przeczytałam. Nie są to ciągłe opowieści, ale opowiadania o konkretnych osobach i sytuacjach z nimi związanych. Portrety, które razem tworzą większą historię. U Munro jest to zbiór chronologiczny, u Myśliwskiego niekoniecznie.




Autorka sięgnęła naprawdę daleko do historii swojej rodziny. Widok z Castle Rock rozpoczyna się w osiemnastym wieku, gdy przodkowie Munro decydują się na emigrację ze Szkocji do Kanady. Sama podróż jest trudna, nowe miejsce niezbyt przychylne, ale wytrwałość i zacięcie pozwala im przetrwać. Sama Munro (jej alter ego?) pojawia się w jednym z kolejnych pokoleń mniej więcej w połowie książki.

Motywy autobiograficzne w tych opowiadaniach są niewątpliwe. Jednak autorka niezwykle wprawnie wybrała, o czym chce powiedzieć czytelnikowi, a jaką część swoich wspomnień zachować dla siebie. Fragmentarycznie opisuje swoje relacje z rodzicami, rodzeństwem, mężczyznami, w zamian racząc nas opowieściami o przyjaciółkach, koleżankach, dalszej rodzinie. Pokazuje dylematy, przed którymi stawała w swoim życiu, jak zostały rozwiązane, ale skrzętnie ukrywa wewnętrzne rozterki, które im towarzyszyły. Taka poszarpana ta autobiografia - momentami dowiadujemy się o Munro niemal wszystkiego, a chwilę potem zatrzaskuje przed nami drzwi. Oczywiście takie jej prawo.




Parafrazując Gombrowicza, Alice Munro mistrzynią opowiadania jest. Koniec, kropka, bez dyskusji. Jej historie są spójne, starannie dobiera słowa i gramatyczne konstrukcje, dzięki czemu czyta się ją z przyjemnością. Zupełnie inną sprawą, jest, czy przypadnie nam do gustu to, o czym konkretnie pisze. A pisze o codzienności. O tym, co przytrafia się zwykłym ludziom, jakie emocje im towarzyszą i jak to implikuje na ich późniejsze losy. Nie znajdziecie tutaj zatrważających wydarzeń, nagłych zwrotów akcji i wątków trzymających w napięciu. W żadnym wypadku! Określiłabym tą książkę jako spokojną. Jej wartość i siła polega na wnikliwym spojrzeniu w otaczającą nas rzeczywistość.

Jeśli szukacie mocnych wrażeń, oderwania się od szarej codzienności, ta książka Wam tego nie da. W Widoku z Castle Rock znajdziecie to, co Wam doskwiera, dokucza, ale także to, co Was cieszy. Motywy Waszego własnego życia. Tylko opisane z innej perspektywy, przeanalizowane, ku pokrzepieniu serc.

Ta książka jest też o tym, że każdy z nas w pewnym momencie swego życia zapragnie poznać historię swojej rodziny, odszukać to, co zostało po naszych przodkach. Jeśli ten moment przyjdzie wystarczająco wcześnie, mamy szansę napisać ciekawą książkę:)

A na mojej półce leży już kolejny zbiór opowiadań Kanadyjki.