Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 marca 2021

Marcin Rotkiewicz - W królestwie monszatana

Godna uwagi lektura na te przedziwne pandemiczne czasy, w których otacza nas multum teorii spiskowych. Niestety akurat dopisanym w podtytule szczepionkom autor poświęcił niewiele miejsca, prym wiedzie GMO, ale i tak tą lekturę polecam. Jako fanka nauki, przeciwniczka celebrity-based medicine.


To naturalne, że obawiamy się tego, co nowe i obce. W związku z tym łatwo poddajemy się sugestiom i dajemy wiarę mitom na temat nieoswojonych jeszcze technologii. Niepotwierdzonych, powszechnie krążących w opinii publicznej informacji na temat żywności wyprodukowanej z wykorzystaniem modyfikacji genetycznych jest mnóstwo. Autor skrupulatnie weryfikuje dla czytelnika te informacje i przedstawia fakty, zamiast pomówień. GMO z nami jest i będzie, to nieuniknione. Warto wiedzieć, czy rzeczywiście niesie ze sobą jakieś zagrożenia (niekoniecznie).

Lektura uzupełniająca: Głód Martína Caparrósa...

wtorek, 12 maja 2020

Paweł Reszka - Mali Bogowie 2. Jak umierają Polacy


Po serii książek podróżniczych, które chociaż myślami mogą nas w tym zamknięciu zabrać gdzieś w odległe strony, mam kolejny zbiór tematycznych lektur. Ale już jakby bliżej, na miejscu. Jeśli któreś ze zjawisk, sytuacji czy wydarzeń, do których doszło w czasie pandemii, wydało Wam się niedorzeczne, niemożliwe czy trudno Wam zrozumieć, dlaczego się tak dzieje, to może któraś z książek z dzisiejszego lub kolejnych wpisów cokolwiek wyjaśni. Jakie sytuacje mam na myśli? Na pierwszy ogień trudna sytuacja ratowników medycznych i ogólnie kiepska sytuacja ochrony zdrowia w Polsce (napisałam baaaardzo delikatnie). To, że system opieki zdrowotnej jest w Polsce na dnie i nie ma u władzy polityków, których obchodzi Twoje zdrowie, Obywatelu, było wiadomo przed epidemią koronawirusa. W czasie epidemii ten kryzys się tylko pogłębia.

O tytanicznej, niedocenionej pracy ratowników medycznych już przed kilkoma laty napisał Paweł Reszka w kontynuacji Małych Bogów. Pierwsza część traktowała o lekarzach, w drugiej reportażysta zabrał nas na pierwszą linię frontu czyli pośród pracowników pogotowia i SORów. Napisał, jak jest - a jest katastrofalnie źle. W polskich warunkach niedofinansowanego systemu ludzkie życie ratują przewlekle zmęczeni ludzie, którzy są zmuszeni doraźnie rozwiązywać problemy zdrowotne tych, którym nie zapewniono normalnej, planowej opieki w poradniach czy szpitalach. Zamiast pracy ukierunkowanej na stany nagłe i rzeczywiście nie cierpiące zwłoki (wypadki, poważne urazy, zawały serca, udary) takie systemowe łatanie dziur - wyjazdy do pacjentów, którzy powinni być zaopiekowani w ambulatoriach albo do takich, którym się nudzi. Do tego ograniczona ilość sprzętu i dostępności miejsc, gdzie pacjent po zaopatrzeniu przez pogotowie powinien zostać przekazany. Taka codzienna, stała przepychanka.

Jako lekarz mogę tylko poświadczyć, że to właśnie tak wygląda. Mną ta lektura nie wstrząsnęła, ale myślę, że dla wielu osób, szczególnie tak zwanych młodych, zdrowych może okazać się niemałym szokiem. Ale na pewno skutecznie wytłumaczy, skąd konieczność desperackich zbiórek na walkę z koronawirusem - praca ludzi, którzy bezpośrednio się z tą chorobą stykają, już wcześniej była jedną wielką prowizorką bez zapewnionych godnych warunków pracy i wynagrodzenia... a co dopiero teraz?!

Kwintesencją tej żenady, do której doprowadzili rządzący, jest fakt, że Prezydent RP rapuje, zachęcając do takiej zbiórki. Tylko retorycznie zapytam, czemu robi z siebie pajaca zamiast wpłynąć na odpowiedni wybór miejsc, gdzie lokowane są pieniądze z naszych podatków? 

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Paul Theroux - Safari mrocznej gwiazdy



Pozostaję w temacie książkowych podróży - z niezmiennym apelem, żebyśmy zostali w domach. Z poziomu kanapy proponowałam już europejskie miasto i południowoamerykański kraj. Dzisiaj rekomenduję cały kontynet - Afrykę. Oczami i chyba wszystkimi zmysłami Paula Theroux, którego reporterską twórczość pokochałam od pierwszego spotkania.

W Safari mrocznej gwiazdy Amerykanin opisuje swoją przeprawę wzdłuż całego Czarnego Lądu - od Kairu do Kapsztadu! - z takiej wspomnieniowej perspektywy. Wraca do miejsc, w których pracował jako nauczyciel cztery dekady wcześniej. On się zmienił, te miejca również - okazuje się to ciekawą konfrontacją, chociaż chyba więcej tu smutnych niż optymistycznych refleksji... Theroux podróżuje niespiesznie, być może trochę wybiórczo, bo przez niektóre miejsca przemyka, wręcz z nich ucieka, ale ta jego ścieżka jest bardzo interesująca. Zjednuje sobie ludzi, uważnie ich obserwuje i wszystko, co intrygujące, przekazuje czytelnikowi.

Nie do końca poddaje się też umowności czasu w Afryce, który tak skrupulatnie mierzymy w Europie czy w Ameryce, daje się odczuć, że momentami go ta beztroska tubylców frustruje. W innych momentach z tej beztroski czerpie wytchnienie, cieszy się, że telefon nie dzwoni :) Czas w Afryce płynie inaczej - odczujecie to przy tej lekturze. Polecam!

sobota, 28 marca 2020

Maria Hawranek, Szymon Opryszek - Wyhoduj sobie wolność



Społeczna kwarantanna trwa, szanse na podróże obecnie są zerowe i nie wiadomo, kiedy się to zmieni. Wobec tego polecam kolejną podróżniczą książkę. Ameryka Południowa, Urugwaj - co wiecie o tym kraju? Ja wiedziałam, że mówią tam po hiszpańsku i to wszystko. Nie miałam pojęcia, jak ciekawe jest to państwo.



Jak na Amerykę Południową, Urugwaj ma w miarę stabilną sytuację polityczną (w tym temacie dla porównania odsyłam do Gorączki latynoamerykańskiej), społeczeństwo jest wyedukowane, a kraj mocno zlaicyzowany. Dzieciaki w szkole dostają laptopy, prostytutki mają ubezpieczenia społeczne, pary jednopłciowe adoptują dzieci. Taka perełka kontynentu, o krok przed innymi krajami, chyba nawet nieźle wyprzedza Europę. A mieszka tam raptem 3,5 miliona mieszkańców.

Oczywiście, jest też druga strona medalu, którą autorzy reportażu również skrupulatnie udokumentowali. Są rysy na tym nieskazitelnie poukładanym i tolerancyjnym obrazie Urugwaju. Nie jest tak kolorowo, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, ale ciągle naprawdę wyjątkowo. Urugwaj zdumiewa. Muszę tam kiedyś polecieć!

sobota, 21 marca 2020

Charles King - Odessa



O ironio, mój najbliższy planowany zagraniczny wyjazd był do Mediolanu. Miasta obecnie pogrążonego w najgłębszym chyba kryzysie ze wszystkich miejsc w Europie, które dotknęła pandemia. Kiedy znowu będziemy mogli swobodnie podróżować? Nie wiadomo, ale raczej nie nastąpi to szybko. Tym cenniejsze stają się te podróże, w które mogą nas zabrać książki. Czasu na czytanie w nabliższych miesiącach (nie łudźcie się, że to się skończy za dwa tygodnie) nie będzie brakowało. Myślę też, że to świetny sposób, żeby po prostu nie zwariować w tym zamknięciu...



Powiedzieć o Odessie, że historia tego miasta jest bardzo burzliwa, to jak nie powiedzieć nic. Książka Charlesa Kinga pokazuje, jak wiele doświadczył ten ukraiński port. Położenie miasta sprawiło, że miało tu miejsce wiele zbrojnych działań i trafiali tu ludzie najróżniejszych narodowości. Jednocześnie w tej zbiorowości powstał ważny ośrodek kultury i nauki, chociaż w tle co rusz spokój burzyły działania wojenne lub polityczne przewroty. I ta niespokojna historia toczy się dalej...

Oprócz ogólnego spojrzenia, nie brakuje tu szczegółowych opisów sylwetek ludzi, którzy odegrali ważną rolę w historii miasta. Są pośród nich kolejni rządzący miastem, ale także wielu artystów - pisarzy, aktorów.

W latach 1812-1813 Odessę dotknęła epidemia dżumy. Od tamtej pory minęły ponad dwa wieki, a najskuteczniajsza metoda walki z tego typu klęską to niezmiennie izolacja. Zostańcie w domach.

piątek, 1 listopada 2019

Sam Quinones - Dreamland. Opiatowa epidemia w USA



Bardzo długo zbierałam się do napisania postu na temat tej książki - nie miałam zupełnie pomysłu, jak ją ugryźć. Jestem przekonana, że to świetny i wartościowy reportaż. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że duże znaczenie w moim odbiorze tej lektury ma fakt, że jestem lekarzem i sama dysponuję w szpitalu opioidowymi lekami przeciwbólowymi. Siłą rzeczy wiem o nich więcej, znam też polskie regulacje obrotem tymi środkami. Nie wiem tylko, czy przez to powinnam być mniej czy bardziej zaskoczona sytuacją, do jakiej doprowadzono w USA?



Dreamland. Opiatowa epidemia w USA to rzeczowa opowieść o tym, jak lekkomyślnie przepisywane opiaty, na często błahe dolegliwości bólowe, doprowadziły do epidemii uzależnień od narkotyków w Stanach Zjednoczonych. Wcale nie mówimy o jakichś zamierzchłych czasach - to ostatnie dekady. To się dzieje teraz. Poznajemy perspektywę chyba wszystkich uczestników tego procederu i wszystkich, którzy zostali w jakiś sposób tą sytuacją dotknięci. Są tu relacje lekarzy, dilerów narkotyków, uzależnionych pacjentów, ich rodzin, pracowników społecznych, policjantów, etc. Od tabletki na skręconą kostkę do zastrzyków z heroiny - okazuje się, że droga jest dość prosta... Sprzyja temu system opieki zdrowotnej i społecznej w Ameryce Północnej i oczywiście narkobiznes ma w tym ogromny interes.

Jak to wszystko się wydarzyło? Zachęcam do lektury! Ku przestrodze, dla namysłu. Nie przestanę przepisywać tych leków, nie powiem też, że nikt nie powinien ich przyjmować - jednak w tym wypadku konieczna jest szczególna ostrożność. Lektura Dreamland to potwierdza.

niedziela, 8 września 2019

Ilona Wiśniewska - Hen. Na północy Norwegii



Podobnie jak poprzednią książkę Ilony Wiśniewskiej (czyli Białe o Spitsbergenie),  Hen polecam do czytania jedynie latem/wczesną jesienią. Jeśli jesteście takimi zmarźlakami jak ja :) Mi byłoby bardzo ciężko znosić taką wiejącą mrozem, pełną nocy polarnej lekturę w zimowe dni - tylko pogłębiałaby moją chandrę związaną ze śniegiem za oknem i kreskami termometru poniżej zera. Sądzę, że już ten wstęp jest dobrą rekomendacją tego reportażu - świadczy o tym, że dobrze oddaje norweskie realia.




Hen. Na północy Norwegii to świetny zbiór opowieści autorki o ludziach zamieszkujących te rubieże Europy w naprawdę surowych warunkach. Niestety, nie tak szczęśliwych i otwartych, jak się może wydawać. Dużo cierpliwości wymagało od autorki wkupienie się w ich łaski i wydobycie intymnych historii. Zimny kraniec kontynentu wcale nie sprzyja rozwojowi, brakuje tam perspektyw, okolica się wyludnia. Warto przeczytać, co jeszcze trzyma tam niektórych mieszkańców i jak tam się naprawdę żyje...

Być może dlatego, że już wcześniej sporo wiedziałam o północy Norwegii od dobrej koleżanki, która tam wyjechała (pozdrawiam serdecznie, jeśli to czyta), w moim odczuciu nie jest to książka zaskakująca - a takie określenie często pada w jej recenzjach. Jednak jeśli macie w głowie stereotypowy obrazek Skandynawii - sielskiej, nieprzyzwoicie drogiej krainy wyłącznie szczęśliwych ludzi, Ilona Wiśniewska to przełamie. Polecam! Ja z kolei prawie nic nie wiedziałam o Spitsbergenie i dlatego najlepszą z książek autorki pozostaje dla mnie Białe.

niedziela, 4 sierpnia 2019

Paul Theroux - Głębokie południe



Z różnych powodów w tym roku moje podróżowanie w porównaniu z ostatnimi latami jest baaardzo ograniczone. Walizki wracają na półkę i nawet potrafią się tam zakurzyć - nie do pomyślenia jeszcze rok temu! Tym chętniej sięgam po typowo podróżnicze lektury, które chociaż w myślach przeniosą mnie gdzieś daleko.



Głębokie południe było moim pierwszym spotkaniem z twórczością Paula Theroux. To jedna z jego najnowszych książek (2017), która powstawała, gdy jego pozycja pisarska była już mocno ugruntowana. Przepadłam od razu. Sposób, w który opisuje swoje podróże, trafił do mnie w stu procentach. Ujął mnie tym, jak łatwo zjednuje sobie ludzi, jak śmiałe rozmowy z nimi prowadzi, jak bardzo jest spostrzegawczy i uważny. Po prostu majstersztyk.

Wydaje się, że w tej książce Theroux nie opisał jakiejś nadzwyczaj egzotycznej podróży - w końcu jest Amerykaninem, a zrobił objazd jedynie po południowych Stanach. Jednak to tylko pozory. Pod wieloma względami ta część USA różni się od powszechnie nam znanego z mediów obrazu Ameryki. Tamtejsi mieszkańcy pamiętają bardzo dobrze podziały rasowe i ciągle jeszcze mają one wpływ na życie ich społeczności. Gospodarka ma się w tej okolicy kiepsko, zarobki są niższe niż na Północy. A do tego niezliczona ilość broni! Jarmarki broni! Coś niepojętego dla mnie.

Theroux podróżuje niespiesznie, cierpliwie, potrafi wrócić do niektórych miejsc dwukrotnie. Nie jest tylko spolegliwym obserwatorem, ale też odważnie konfrontuje swoje opinie ze zdaniem miejscowych, co nadaje opowieści wyrazistości. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się styl jego reportażu i nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić tą lekturę.

wtorek, 16 kwietnia 2019

Filip Springer - Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach



Nie jestem znawczynią architektury, wręcz przeciwnie, zachwycam się zabytkami na wakacjach i chyba tyle. Ale z racji na to, że mieszkam w Warszawie zaraz obok słynnego pekinu o uszy obiła mi się historia jego projektanta. Oskar Hansen, bo o nim mowa, to intrygująca postać w historii polskiej architektury z racji na swoje wielkie, z różnym skutkiem zrealizowane, pomysły.

Filip Springer stworzył świetny reportaż o życiu i twórczości małżeństwa Hansenów (żona Zofia była partnerką Oskara zarówno w życiu prywatnym i zawodowym), podejmując się analizy ich najbardziej nowatorskich koncepcji czyli Formy Otwartej i Linearnego Systemu Ciągłego. Nie sądziłam, że komuś przyszło do głowy zaprojektować zabudowę całej Polski. Że ktoś tak mocno wierzył, że ludzie będą zgodnie żyć i stanowić zgodną wspólnotę sąsiadów. Geniusz czy naiwność? O tym jest ta książka - jak nowatorskie idee sprawdziły się w rzeczywistości.

Osiedle na Przyczółku Grochowskim trzeba koniecznie zobaczyć. Polecam na wiosenny spacer. Filip Springer jakiś czas tam mieszkał!

środa, 15 sierpnia 2018

Aleksandra Lipczak - Ludzie z placu słońca



Pozostając w kręgu krajów hiszpańskojęzycznych, ale już na europejskiej ziemi, dzisiaj polecam reportaż Ludzie z placu słońca. Współczesna Hiszpania jawi się nam przede wszystkim jako świetny turystyczny kierunek, kraj o ciepłym, przyjemnym klimacie z przepyszną kuchnią. Sielsko jest tam tylko na pierwszy rzut oka.



Jeśli się lepiej przyjrzeć, zza każdego rogu wyłaniają się problemy trawiące mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego. Tych problemów nie brakuje. Aleksandra Lipczak opowiada o bezrobociu, szczególnie wśród młodych, o kryzysie na rynku nieruchomości, o spuściźnie dyktatury Franco. Autorka opowiada historie konkretnych ludzi, których życie jak w soczewce skupia obraz społecznego niepokoju, porażek i niepowodzeń gospodarki, która przecież tak wspaniale się rozwijała. Temperament Hiszpanów, w starciu z tą niezbyt ciekawą rzeczywistością, dodatkowo uwalnia duże pokłady skrajnych emocji - to się czuje w wypowiedziach bohaterów reportażu.

Warto przeczytać. Ku przestrodze. Współczesna historia Hiszpanii to nauczka za krótkowzroczność...

środa, 8 sierpnia 2018

Artur Domosławski - Gorączka latynoamerykańska



Ten niesamowity reportaż świetnie wpisuje mi się w obecną falę upałów. To bardzo dobra rzecz na urlop - aczkolwiek nie z serii tych lekkich i przyjemnych czytadeł, przeciwnie. To wciągający zapis historii krajów Ameryki Południowej z perspektywy rewolucji, które przetoczyły się przez kontynent.



Z perspektywy przeciętnego Europejczyka (może poza Hiszpanami) Ameryka Południowa jest jedynie obszarem na mapie. Zbiorem egzotycznych państw. Dla niektórych bywa ciekawym kierunkiem turystycznym - szczególnie celem obcowania z przyrodą: Patagonia, Amazonka, Morze Karaibskie. Naprawdę nieliczni mają wiedzę na temat bieżących wydarzeń w krajach Ameryki Południowej (sprawdź, co się dzieje teraz w Wenezueli - trudno w to uwierzyć...), ponieważ ten region nie funkcjonuje w serwisach informacyjnych w Europie. A co dopiero znajomość historii kontynentu... A ta najnowsza - druga połowa XX wieku - była niezwykle burzliwa.

To jest oczywiście ogromne uproszczenie, bo nic nie jest klarownie czarno-białe, ale pokrótce wyglądało to mniej więcej tak, że gdy my w Europie, zabiegaliśmy o kapitalizm, odrzucając ustrój totalitarny, w Ameryce Południowej sytuacja była odwrotna. Tamtejszymi społeczeństwami zawładnęły idee komunistyczne i w ich imię dokonywano krwawych przewrotów i zamachów stanu. Stany Zjednoczone - europejski sojusznik - jawiły się tam jako największy wróg. Walka o władzę pod sztandarami rewolucji pochłonęła wiele ofiar. Każdy z krajów Ameryki Łacińskiej ma za sobą wydarzenia okupione krwią niewinnych obywateli. Skutki krucjat wojskowych junt odczuwane są do dzisiaj.

Reportaż Domosławskiego to zbiór osobistych obserwacji i refleksji autora popartych potężną pracą nad źródłami historycznymi. Jednocześnie sporo miejsca zajmują relacje bezpośrednich świadków okrutnych wydarzeń, co czyni tekst szczególnie wartościowym. Obserwacja sytuacji Ameryki Łacińskiej z perspektywy polskiej historii ma ogromną wartość.



Miałam okazję napawać się tą lekturą podczas podróży na Kubę - trudno opisać tak niezwykłe doświadczenie. Potwierdzenie słów, które czytałam w książce, znajdowałam, ledwo podnosząc głowę znad kartek. Tam rewolucja jest ciągle żywa... Niestety jej wielkość jest widoczna jedynie na propagandowych plakatach...

sobota, 28 lipca 2018

Marta Zaraska - Mięsoholicy



Przy różnych okazja, przy różnych stołach, osobom, które odmawiają kotleta, bardzo często zadawane jest pytanie dlaczego nie jesz mięsa?. Pewnie z ciekawości, trochę ze złośliwości, jako przyczynek do dyskusji, trochę jako zaczepka. Generalnie z niejedzenia mięsa w Polsce należy się wytłumaczyć. Ostatnio coraz rzadziej, wzbudza to już mniej kontrowersji, ale jednak. A gdyby to pytanie odwrócić? Gdyby zapytać każdego, kto sięga po schabowego, dlaczego to robi?

O tej kwestii jest świetna książka Marty Zaraskiej Mięsoholicy. Autorka opisuje, w jaki sposób i z jakich powodów mięso trafiło do naszej diety, jakie miało znaczenie dla rozwoju ludzkości (przeceniane!!!) i jak stało się nie tylko pożywieniem, ale też swego rodzaju symbolem w kulturze. Historia świata z perspektywy mięsa! A oprócz tego sporo fizjologii człowieka - co sprawia, że mięso smakuje (aczkolwiek nie wszystkim!) oraz antropologii - dlaczego spożywanie mięsa jest takie ważne kulturowo. Nie brakuje informacji o perspektywach na przyszłość. Ziemia ledwo zipie i produkcja mięsa ją wykańcza, więc trzeba będzie zaraz przyjrzeć się bardzo dokładnie możliwym alternatywom. Mięso z probówki? O tym też tutaj przeczytacie. Po prostu kompendium wiedzy o mięsie.

Niezależnie od tego, co króluje na Twoim talerzu, będzie to dla Ciebie pasjonująca lektura. Mięsoholicy dają świeże spojrzenie na najbardziej kontrowersyjny produkt żywieniowy świata. Polecam!

Jak ja odpowiadam na pytanie, dlaczego nie jem mięsa? (Bo właśnie to jest mi zadawane, ja odmawiam tego udka kurczaka i kiełbaski z grilla.) Bo mi nie smakuje - i to jest bardzo dobra odpowiedź, bo o gustach się nie dyskutuje ;) I rzeczywiście tak jest, faktura mięsa wydaje mi się okropna. Jednak zaraz potem dodaje jeszcze dwie kolejne kwestie, żeby dać do myślenia pytającemu mięsożercy. Nie jem mięsa także dlatego, że dbam o swoje zdrowie i o moją planetę, którą produkcja mięsa po prostu rujnuje.

wtorek, 24 lipca 2018

Martín Caparrós - Głód



Poprzedni książkowy wpis rozpoczęłam stwierdzeniem, że nie mamy większego problemu z dostępem do żywności, mając na myśli Polskę, Europę. Ogromna rzesza ludzi na całym świecie nie może się pod tym stwierdzeniem podpisać - jedzenie jest dla nich trudno dostępne! Wśród nich są tacy, dla których jest ono niemalże nieosiągalne! Miliony cierpią głód. Codziennie, od lat nie jedzą prawie NIC. Jedyne, o czym myślą, to jedzenie. Głód to podstawowa potrzeba, bez której zaspokojenia, nie ma możliwości żadnego rozwoju - to przerażająco smutna wegetacja w oczekiwaniu na posiłek, gdy myśli zaprząta tylko kwestia, kiedy i jak uda się go zdobyć.



Jedzenia na świecie jest wystarczająco, żeby wyżywić wszystkich. Problemem jest tylko i aż jego dystrybucja. I nie dajcie się zmylić, to nie jest tylko problem logistyczny... Głód to interes ludzi najedzonych. Śmiało można powiedzieć, że głodem się wręcz handluje. Ludzie w wygodnych fotelach gdzieś w Ameryce, dokonując spekulacji na cenach zboża, pośrednio decydują o życiu mieszkańców Afryki czy Indii. Martín Caparrós w swoim przepastnym reportażu drobiazgowo opisuje ten problem z absolutnie KAŻDEJ perspektywy. I z tego wygodnego fotela, i z klepiska w afrykańskiej chatce.

Nie da się przejść obok tej książki obojętnie, nieunikniona będzie naprawdę głęboka refleksja po tej lekturze. W głowie pozostaje nurtujące pytanie, czy ja mogę coś zrobić, żeby walczyć z głodem na świecie? Z poziomu zwykłego obywatela, nie będącego żadnym decydentem... niewiele. Ale zawsze warto przestać marnować jedzenie i ograniczyć spożycie mięsa. I dobrze lokować swoje wyborcze głosy.

Bardzo, ale to bardzo polecam tą książkę.

czwartek, 28 czerwca 2018

Agata Michalak - O dobrym jedzeniu



Mamy szczęście nie mieć praktycznie żadnych problemów, jeśli chodzi o dostęp do jedzenia. Sklepowe półki w Polsce są pełne produktów, a zdecydowaną większość Polaków stać na przyzwoite odżywianie. Mamy wybór w kwestii jedzenia. Tylko czy wybieramy dobrze? Jakość żywności w masowej produkcji niejednokrotnie pozostawia wiele do życzenia. Nie mam tu na myśli jakichś zanieczyszczeń czy podrabiania produktów - chodzi o jakość, smak i wartość odżywczą. Trudno dyskutować z tym, że między chlebem wypełnionym polepszaczami a chlebem na zakwasie z minimalną liczbą składników różnica jest diametralna.



O tym właśnie jest książka Agaty Michalak O dobrym jedzeniu. Autorka przejechała Polskę w poszukiwaniu produktów możliwie najbardziej naturalnych, wartościowych i przede wszystkim smacznych. To seria mini-reportaży o rzeczonym chlebie na zakwasie, serach z mleka własnej kozy, kurczakach wyprodukowanych w rodzinnych gospodarstwach. To też historia o ludziach, którzy oddali się pasji - produkcja naturalnej żywności wymaga wielu poświęceń, ale daje też ogromną satysfakcję i może okazać się sposobem na życie.

Książka to oczywisty zbiór polecanych marek, które ręczą za jakość swoich wyrobów. Oprócz tego świetnie tłumaczy, dlaczego przemysłowa produkcja dzieje się kosztem jakości i jak dużo pracy wymaga produkcja dobrego jakościowo jedzenia. Za co tak właściwie płacimy, wybierając produkty z małych gospodarstw? I dlaczego warto ją wybierać? Bardzo wartościowa lektura, polecam.

Jedzenie to niezwykle ważny aspekt naszego życia. Tą książką rozpoczynam cykl postów o książkach dotyczących tego tematu. Już niebawem zapraszam na kolejne recenzje!

czwartek, 8 marca 2018

Katarzyna Boni - Ganbare! Warsztaty umierania

Japonia już przewijała się przez tego bloga, gdy pisałam o książkach Joanny Bator. W recenzji Japońskiego Wachlarza napisałam kilka słów o moich odczuciach względem Japonii (gdzie jednak ciągle nie byłam) i Japończyków. Niezależnie od rezerwy, z którą podchodzę do tego kraju i jego mieszkańców, reportaż o tej części świata pochłonęłam błyskawicznie - to po prostu musiało być ciekawe z punktu widzenia Europejczyka. Ganbare! Warsztaty umierania Katarzyny Boni to genialne studium japońskiej kultury.

Tsunami, które nawiedziło Japonię w 2011 roku, pochłonęło co najmniej 15,5 tysiecy ofiar, ponad 5 tysięcy osób ciągle uznaje się za zaginione. Trudno nie zgodzić się, że w obliczu tak ogromnej tragedii ujawnia się prawdziwe oblicze narodu. Traumatyczne wydarzenia wydobywają z ludzi zupełnie bezwarunkowe, naturalne zachowania. Nie ma czasu i miejsca na wystudiowane pozy, przemyślane formuły. Trzeba działać - i to automatycznie, instynktownie, według tego, co wdrukowane w głowie.

Japończycy doskonale wiedzą, co robić w razie trzęsienia ziemi, są uczeni tego konsekwentnie od dzieciństwa. W dniu pamiętnego tsunami także podążyli wyuczonymi ścieżkami do punktów ewakuacyjnych. Siła żywiołu przewyższyła wszelkie oczekiwania i mimo świetnej organizacji tysiące Japończyków zginęło. Niemal wszyscy, którzy przeżyli stracili kogoś - członka rodziny, bliskich, znajomych lub coś - dom, ogród, samochód. Z dojmującym doświadczeniem straty, w różnej skali, ci, którzy przetrwali, musieli zacząć układać sobie życie od nowa.

Perspektywy są dwie - w ogóle i w szczególe. W ogóle - Japonia pozbierała się ekstremalnie szybko. Tempo odbudowy zniszczonej infrastruktury imponowało całemu światu. W szczególe - Japończycy mimo upływu lat nie mogą pogodzić się z tym, co się stało i dają temu upust na różne sposoby. Chciałoby się powiedzieć, że po cichu i honorowo. I przede wszystkim o tym jest ta książka. O ludziach w szczególe, którzy ciągle starają się przepracować traumę.

Literacko to książka na bardzo wysokim poziomie - wspaniały, reporterski styl. Przytoczone fragmenty tekstów, np. artykułów z gazet, idealnie wpasowane w całość. Świetna rzecz, gorąco polecam!

(Wyjątkowo bez zdjęcia książki, zapodziało się.)

sobota, 28 października 2017

Piotr Nesterowicz - Każdy został człowiekiem



Jak podają statystyki, po drugiej wojnie światowej do początku lat sześćdziesiątych XX wieku w Polsce ze wsi do miasta przeniosła się jedna trzecia młodych ludzi. Tyle osób zdecydowało mierzyć się z powojenną rzeczywistością w nowych warunkach. Ludzie poszukiwali dla siebie nowych możliwości, szans - odbudowujące się po wojnie miasta wydawały się być idealnymi miejscami, żeby zacząć od początku.

Reportaż Piotra Nesterowicza Każdy został człowiekiem to zbiór historii o tych młodych ludziach, którzy swoim uporem i wytrwałością wypracowali sobie godne warunki do życia, społecznie awansowali. Byłyby to opowieści ku pokrzepieniu serc, gdyby nie ciemna strona mocy wyłaniająca się zza rogu... Wpływ Związku Radzieckiego na kształtowanie powojennego państwa odcisnął ogromne piętno na obywatelach Polski Ludowej tamtego czasu. Oczywiście postawy wobec nacisków ze strony radzieckich towarzyszy były różne - jedni dali się porwać komunistycznej ideologii bez reszty, w innych budziła opór... Niezależnie od tego jakoś tą nową Polskę trzeba było budować...

Wydarzenia z tej książki to nie jest żadna odległa perspektywa - to się działo dwa pokolenia temu. To historie naszych babć i dziadków i dlatego warto do tej lektury sięgnąć. Gorąco polecam jako kontynuację 1945 Magdaleny Grzebałkowskiej!.

czwartek, 11 maja 2017

Paweł Reszka - Mali Bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy


To najważniejsza polska książka 2017 roku. Ważniejszej nie będzie. Dlaczego? Bo dotyczy każdego Polaka, bez najmniejszego wyjątku. Każdy z nas prędzej czy później staje się pacjentem, to nieuniknione. W tym reportażu znajdziesz portret współczesnego, polskiego lekarza złożony z wielu maleńkich obrazków. Przeczytaj i przekonaj się, kto Cię leczy (albo będzie leczył za chwilę). Jeśli nie masz żadnych profesjonalnych związków z medycyną, może to być dla Ciebie zadziwiające/przerażające/smutne/nie do ogarnięcia, ostrzegam. Ale na pewno będzie pouczające i mam nadzieję, że nie zagłosujesz już nigdy na partię, która nie zamierza zwiększać środków na ochronę zdrowia. W końcu nie chcesz umrzeć w jednej z kolejek do leczenia.

Jestem lekarzem i ręczę, że wszystkie wypowiedzi zebrane w Małych Bogach to prawda. Tak źle zorganizowana, absurdalna i niedofinansowana jest polska opieka zdrowotna. Cały personel medyczny z lekarzami na czele stara się jakoś w tym całym cyrku leczyć pacjentów, a w tych warunkach to naprawdę nie lada wyzwanie. Z książki dowiecie się między innymi: jak to jest pracować 400 h w miesiącu; ile naprawdę zarabiają lekarze; jak to jest uczyć się całe życie; co lekarze poświęcają dla swoich pacjentów; skąd te super samochody w naszych garażach; jak starsi lekarze odnoszą się do młodszych; jak bardzo jesteś lekceważony i oszukiwany przez NFZ; jak bardzo Twoje leczenie nie opłaca się NFZ; jak bardzo w d* mają Twoje zdrowie rządzący; i o wielu, wielu innych rzeczach. Dla mnie oczywistych, ale niestety wielu pacjentów nie wie, jak to naprawdę funkcjonuje.

Jeśli pewnego dnia polscy lekarze doprowadzeni na skraj wytrzymałości solidarnie stwierdzą, że od dziś pracują tylko na jednym etacie, system ochrony zdrowia zawali się w kilka dni. Nie będzie szpitala ani poradni, która będzie w stanie normalnie pracować z powodu braku kadry. W żadnym miejscu nie uda się ułożyć całodobowych dyżurów. Twoje zdrowie i życie, Drogi Pacjencie, byłoby w ogromnym niebezpieczeństwie. Świetnie podsumowuje to obecny minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł, twierdząc, że lepszy zmęczony lekarz niż żaden, którego resort nie robi nic w kierunku, żeby tą sytuację zmienić.

Dzisiaj na porannym obchodzie po 24-godzinnym dyżurze usłyszałam od jednej a pacjentek, że jest mi bardzo wdzięczna za opiekę, z całego serca mi dziękuje i to ogromne szczęście, że właśnie ja ją przyjmowałam do operacji. To proste dziękuję to sens naszej pracy, satysfakcja, której nie da się opisać. Dlatego nie rzucamy tego wszystkiego w cholerę, chociaż czasami naprawdę chcemy (na przykład jak w gabinecie pacjent krzyczy na mnie, że wszyscy lekarze to łapówkarze i złodzieje).

czwartek, 19 stycznia 2017

Magdalena Grzebałkowska - 1945. Wojna i pokój



Na otwarcie Nowego Roku na blogu wybrałam książkę, która w oczywisty sposób nawiązuje do układu kalendarzy, w których właśnie organizujemy sobie najbliższe dwanaście miesięcy. W 1945. Wojna i pokój Magdaleny Grzebałkowskiej próżno jednak szukać sprecyzowanych planów, przewidywanych szczęśliwych wydarzeń czy rozpisanych kolejnych etapów większych i mniejszych przedsięwzięć. To zapis wielkiej improwizacji, jaką był powrót do względnej normalności w Polsce po wydarzeniach drugiej wojny światowej.




Zakończenie drugiej wojny światowej z perspektywy podręcznika do historii to jedno, krótkie wydarzenie. Dla Europejczyków mieści się w dacie 8 maja 1945. W rzeczywistości był to długi i żmudny proces, dla wielu trwający pewnie drugie tyle, co sama wojna. Nie ma jednak wątpliwości, że rok 1945 musiał być z wielu powodów tym najtrudniejszym, bo jakoś trzeba zacząć życie w zupełnie odmienionej rzeczywistości.

Ta niesamowita, drobiazgowo i skrupulatnie przygotowana książka Grzebałkowskiej (Nagroda Nike Czytelników 2016!) to najlepsze dopełnienie podręczników historii, jakie tylko można sobie wyobrazić. To historia w najbliższym czytelnikowi formacie - zbiorze relacji zwykłych ludzi. Zwykłych ludzi w niezwykłych czasach. Pomyśl, o tym, kto i co Cię otacza - rodzina, przyjaciele, dom, miasto, kraj. W 1945 roku nie było w Polsce ani jednej osoby, która mogła powiedzieć, że to jej najbliższe otoczenia przetrwało wojnę bez szwanku. Niepełne rodziny, zabici lub zaginieni przyjaciele, zburzone domy i całe miasta. A kraj? W nowych granicach. Wyobraź sobie, że pewnego dnia Twoje podwórko przestaje być Twoim podwórkiem i w ciągu godziny wyruszasz z całym swoim dobytkiem w poszukiwaniu nowego. A tam spotykasz ludzi, których spotkało to samo - nagle przestali być u siebie, a Ty masz zająć ich miejsce na Ziemi. Przecież to niewyobrażalna, zbiorowa trauma. A to tylko dopełnienie wojennych doświadczeń!




Czytałam 1945. Wojna i pokój z zapartym tchem. Wychowałam się na Mazurach, gdzie otacza nas poniemieckość. Rodzice moich rodziców po wojnie przebyły wędrówki, o których pisze Grzebałkowska. Ale nawet jeśli ziemie odzyskane to nie jest bezpośrednio Twoja historia, i tak warto ją poznać.

sobota, 10 września 2016

Wakacyjne podróże: Magdalena Rittenhouse - Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero



Ostatni przystanek tych moich wakacyjnych podróży to dość oczywisty turystyczny kierunek. Miasto, które nigdy nie zasypia. Nowy Jork. Stosunkowo młode miasto na mapie świata, które zupełnie nic sobie z tego nie robi i chce wieść prym pod każdym względem. Stolica mody, teatru, sztuki, architektury. Wszystko naj. Czy warto dać się poprowadzić przez nowojorskie ulice Magdalenie Rittenhouse?




Autorka mieszka w Nowym Jorku już dwadzieścia lat i poznawanie jego zakamarków to jej wielka pasja.
Zwiedzanie miasta w jej wykonaniu nie sprowadza się tylko do podziwiania budynków i obserwowania ludzi. Rittenhouse przeszukuje wszystkie możliwe materiały źródłowe w bibliotekach, przeprowadza wywiady oraz bierze udział w spotkaniach i wykładach poświęconych metropolii. Podstawy do przygotowania Od Mannahatty do Ground Zero miała naprawdę dobre.

Czytając pierwszą część książki - przygotowaną niezwykle drobiazgowo, pełną nazwisk, dat i cytatów z przypisami, miałam wrażenie, że to jakaś rozprawa doktorska, a przynajmniej praca magisterska. Dzieje każdego ważnego zakątka miasta zostały opisane najbardziej szczegółowo, jak tylko się da. Brzmi to wszystko dość sztywno. Fragmenty, gdzie autorka wtrąca wątki, które miały nadać książce trochę spontaniczności i naturalności (migawki ze spacerów, jesienne liści, padający śnieg), wydają się teatralne w zestawieniu z tym naukowym tonem. Nie mówię, że czyta się to źle, przeciwnie, ale potrzeba chwili, żeby się do tego przyzwyczaić.

W drugiej części książki Rittenhouse rozluźnia atmosferę, nie jest już musztrującym przewodnikiem, ale swobodną kumpelką, która oprowadza nas po mieście. Swoją zasługę mają w tym częściej pojawiające się wątki osobiste. Korci mnie, żeby napisać, gdzie pisarka mieszkała, gdy po raz pierwszy przyjechała do Nowego Jorku, ale nie będę psuła Wam tej niespodzianki.

Czy marzę o podróży do Nowego Jorku? Na pewno polecę tam prędzej niż na Spistbergen czy do Japonii. I z pewnością za przewodnik tam posłuży mi Od Mannahatty do Ground Zero.

P.S. A propos trwającego właśnie turnieju US Open, zabrakło mi w tej książce rozdziału o kortach na Flushing Meadows ;)

P.S.2. Piszę ten post z mojego balkonu. Zaszło już słońce, a mimo to ciągle jest przyjemnie ciepło. Ten post kończy serię wakacyjnych podróży i miało być coś o nadejściu jesieni. Ale na szczęście nie będzie! Lato, trwaj!

czwartek, 8 września 2016

Wakacyjne podróże: Joanna Bator - Japoński wachlarz



Opowieści Joanny Bator o Japonii zaczęłam czytać od końca. Najpierw wpadł w moje ręce Rekin z parku Yoyogi, który jest dopiero kontynuacją Japońskiego wachlarza (widziałam ostatnio nowe, wspólne wydanie obu tych książek). Ten drugi to wstęp do Kraju Kwitnącej Wiśni. To sam początek znajomości, zbiór silnych, pierwszych wrażeń, ale popartych wnikliwą analizą. Autorce towarzyszymy dosłownie od momentu, kiedy wsiada do samolotu lecącego do Tokio.




Japonia to inny kraj. Dalece różny od znajomej nam Polski czy nawet każdego europejskiego kraju. Do tego różny pod wieloma względami. I nie chodzi tylko o to, że Japończycy zachowują się trochę inaczej niż Europejczycy, budują inne domy czy obchodzą inne święta. Oni inaczej niż my pojmują rzeczywistość, nierzadko kierują się filozofią niekoniecznie dla nas oczywistą. Bator te wszystkie odmienności szczegółowo opisuje, a przede wszystkim wyjaśnia i pokazuje ich źródła. Opisać zjawisko to żadna sztuka; dociec jego głębi - to dopiero coś! Pisarka udowadnia nam, że Japonię, ten nieprawdopodobny twór, można oswoić, a do tego czerpać z tego wiele przyjemności.

Z Japońskiego wachlarza dowiecie się, jak smakuje ryba fugu, jak prawdziwe sushi, a jak prawdziwa japońska herbata (!) smakowania tam podczas prawdziwej herbacianej ceremonii. Zapoznacie się z japońską architekturą, poznacie uzasadnienie dla tego pudełkowego, kompaktowego budownictwa, zajrzycie do kiczowatych hoteli miłości czy domów zwykłych Tokijczyków. A tak przy okazji września, przekonacie się, ile nauki mają mali Japończycy. To będzie niezwykle interesująca podróż, zapewniam!




Nie mam wątpliwości, że laureatka Nike kocha Japonię, a poznawanie japońskiej kultury to jej pasja. Mimo to dla czytelników, którzy dopiero zaznajamiają się z tą odległą krainą, książka nie okaże się rezultatem ślepej fascynacji, ale naprawdę rzeczowym przewodnikiem. Myślę, że każdemu turyście przed wizytą w Japonii ta lektura wiele by ułatwiła, a na pewno z samej podróży skorzystali by o wiele bardziej niż bez tej cennej wiedzy.




Na moich zdjęciach widzicie prawdziwy japoński wachlarz - prezent od Japończyka, z którym pracowałam przez kilka zimowych miesięcy. W Japonii nie byłam, ale ta znajomość potwierdza wszystko, co o mieszkańcach tego kraju napisała Joanna Bator. Tłumaczy też dystans i rezerwę, z jaką byłam traktowana przez Ryo, jego nadmierną uprzejmość oraz trudność w wyrażaniu niektórych próśb i pytań. Nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa o naszej współpracy, ale z pewnością to doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że Japonia ciągle tkwi gdzieś daleko na liście miejsc, do których chciałabym pojechać. Usposobienie ludzi, których gdzieś tam w podróży spotykamy, jest bardzo ważne. Komfortowo czuję się tam, gdzie ludzie są otwarci, spontaniczni i rozmawia się z nimi swobodnie. Tego w Japonii, a przynajmniej na samym początku wizyty tam, nie mamy co się spodziewać. (Pewnie dlatego ciągle podróżuje do Hiszpanii, a marzy mi się Ameryka Południowa.) W każdym razie tą książkę uważam za lekturę obowiązkową, baaardzo polecam!