Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcesoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcesoria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Bastek Black Island



Dzisiaj jeszcze raz na blogu pojawi się nieco lokalnego patriotyzmu, a mianowicie herbata pakowana na Mazurach. Dodatkowo zaparzyłam ją w nowym zaparzaczu - pięknym prezencie, który otrzymałam z okazji niedawnych urodzin.




Bastek Black Island to czarna liściasta herbata zamknięta w prostym opakowaniu, ale za to pełna dodatków. Oto skład: mieszanka herbat czarnych, malina 2%, skórka cytryny 2%, skórka grejpfruta 2%, żurawina 2%, ananas 2%, kardamon 2%, brzoskwinia 2%, jabłko 2%, imbir 2%, hibiskus 2%, pigwa 2%, aromaty. Susz pachnie oszałamiająco - gdzieś na pograniczu słodkiego i kwaśnego z wyraźną nutą przypraw.




Herbatę parzyłam wrzątkiem przez niecałe 3 minuty. Powoli woda nabrała głębokiego brązowego koloru, przełamanego czerwonawą barwą. Napar pachnie bardzo delikatnie, trochę owocowo. Podobnie smakuje: to klasyczna czarna herbata z owocowym posmakiem (raczej słodszym) z wyraźną, ale ciągle łagodną nutą przypraw na końcu. Kardamon i imbir robią tą mieszankę. Całość wypadła naprawdę super.




Polecam. Bastek Black Island to świetna herbata, której rozgrzewające składniki świetnie sprawdzą się teraz, gdy za oknem warunki są tak niesprzyjające. Przyniesie Wam trochę wakacji, gwarantuję!




Czy to herbaciane zwierzątko nie jest słodkie? Uśmiecham się za każdym razem, gdy na nie patrzę :)

środa, 10 września 2014

Ahmad Tea English No. 1



Herbaty Ahmad pakowane są w charakterystyczne zielone pudełka lub puszki. Na blogu pojawiła się już jedna ekspresowa herbata tej marki: Ahmad Tea Earl Grey, dzisiaj przedstawiam Wam sypaną English Tea No. 1. Czy rzeczywiście jest numerem jeden w swojej kategorii?




Z opisu na eleganckiej puszce dowiadujemy się, że mamy do czynienia z mieszanką czarnych herbat. W opakowaniu zamknięto listki pochodzące ze Sri Lanki, Kenii i Indii. Czyli z dość odległych regionów świata. Całość dopełniono bergamotką, ale w niewielkiej ilości - nie jest to earl grey.




Susz został dodatkowo zamknięty w szczelnej torebce. Listki są bardzo drobne, cienkie, ale zwarte, nie kruszą się i nie powstaje z nich herbaciany pył. Pachną wyraziście, w sposób typowy dla czarnych herbat. Nutka bergamotki jest naprawdę delikatna.






Herbatę parzyłam wrzątkiem zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Uważam, że English No. 1 smakuje najlepiej po czterech minutach parzenia. Otrzymany napar jest jasny i klarowny, a w smaku raczej łagodny. Mieszanka jest naprawdę dobrze skomponowana, całość przyjemnie współgra ze sobą. Napój jest aksamitny, nie cierpnie, nie gorzknieje.




Ahmad Tea English No.1 zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. To doskonale wyważona mieszanka. Nie ma w niej nic zaskakującego czy niecodziennego, po prostu świetnie spełnia oczekiwania co do codziennej czarnej herbaty. Polecam!


niedziela, 24 sierpnia 2014

Koronkowa zastawa



Zastawę, którą chcę Wam dzisiaj pokazać w pełnej krasie, niektórzy być może już dobrze kojarzą. Te kubki i filiżanki wystąpiły na tym blogu już wiele razy przy okazji prezentowania różnych herbat. To cudowny prezent ślubny, którzy otrzymaliśmy od Naszej Świadkowej dokładnie rok temu... Tak, dzisiaj obchodzimy rocznicę ślubu ;)












Piękne są te koronki!


piątek, 2 maja 2014

Filiżanki z karbowanym brzegiem



Oczywiste było, że w tej pięknej skrzyni znaleźliśmy herbatę :) Nie tylko jedną, na pewno kilka, ale w sumie trudno teraz określić, ile i jakie z powodu różnych zawirowań. Były też czekoladki, jednak te zniknęły bardzo szybko, można powiedzieć w mgnieniu oka :) Natomiast wisienką na torcie tego prezentu są śliczne filiżanki z geometrycznym wzorem i o ciekawej, karbowanej fakturze. Zostawiam Was ze zdjęciami!














To mój kolejny mały jubileusz tutaj - ten wpis ma numer 100!

wtorek, 8 kwietnia 2014

Czerwone Serduszko



Trochę ponad tydzień temu miałam okazję pierwszy raz w tym roku naprawdę skorzystać z wiosennej pogody i delektować się herbatą na świeżym powietrzu. Konkretnie na balkonie, w pełnym słońcu. Po prostu błogość!




O samej herbacie, którą otworzyłam sezon na balkonie, nie napiszę zbyt wiele. Powód jest prosty - to ta sama mieszanka, którą już tu dwukrotnie opisywałam: pod nazwą Moja Miłość oraz Spacer Kochanków. Czerwone Serduszko otrzymaliśmy (podobnie jak Spacer Kochanków) w dwóch opakowaniach. To daje w sumie pięć paczek tej herbaty! Cukrowe serca okazały się najbardziej romantycznym dodatkiem do herbaty i najlepszym prezentem na ślub :) Dodam tylko, że przewinęły się także przez mieszankę Anny Schilling, a być może są zamknięte w jakimś opakowaniu, do którego jeszcze nie sięgnęliśmy.






Dla przypomnienia: jak smakuje Czerwone Serduszko (i podobne mieszanki kryjące się pod różnymi nazwami)? To stosunkowo dobra czarna herbata z delikatnym, słodkawym posmakiem. Cukrowy dodatek nie dominuje, ale jest wyczuwalny. Herbata ma przyjemny aromat.




Na okazję tej pierwszej balkonowej degustacji wyszperałam do niej szczególny kubek (świetnie współgrający z nazwą herbaty). Doskonale zdaję sobie sprawę, że może się wydać ciut kiczowaty ;) Ale to w ogóle nie jest ważne wobec sentymentów z nim związanych. Kubeczek ma ze sto lat i to pierwsze naczynie na herbatę, który było świadomie moje. Otrzymałam go od Chrzestnej i doskonale pamiętam, jak go sobie wybierałam. Pamiętacie swój pierwszy własny kubek?:)



sobota, 22 marca 2014

La Fragola | Mały jubileusz



Zrobiliśmy sobie prezent z prezentów. Z okazji małego blogowego jubileuszu - jestem tu już pół roku! - otworzyliśmy jedno z najpiękniej zapakowanych herbacianych podarunków. Przez tyle czasu paczuszka cieszyła oczy, przyszła pora, żeby cieszyła podniebienie.




Z koszyka herbat jako pierwszą do spróbowania wybraliśmy tą zapakowaną w malutką puszeczkę. Nazwa La Fragola oznacza z włoskiego truskawkę, co nie zdziwiło mnie ani trochę - w rankingu najczęściej pojawiających się na blogu dodatków do herbaty ten owoc miałby pewną wygraną. Mieszankę tworzy jednak przede wszystkim herbata biała, a wraz z nią także olejek waniliowy, kwiaty kocanki i rumianku rzymskiego.




Po otwarciu puszki wydobył się z niej żółtawy obłoczek pyłu. Wśród suszu wyraźnie odznaczają się całe, żółte kwiatki, których jest naprawdę sporo. Listki herbaty są drobne, cienkie. Całość pachnie waniliowo z ziołową nutą. Zaparzyłam herbatę wodą ostudzoną do około 70 stopni przez ponad 5 minut.




Otrzymujemy bladopomarańczowy napar o delikatnym, słodkawym zapachu - połączenie wanilii z truskawką. Smak jest równie łagodny, typowy dla białej herbaty z lekko kwiatowym posmakiem. Mimo owocowego dodatku herbata nie jest słodka. Bardzo miła degustacja dla uczczenia blogowych sukcesów ;)




Puszka La Fragoli spotkała w naszej szafce z herbatą swoją starszą siostrę, która również trafiła do mnie jako prezent, ale z innej okazji niż ślub. Fajnie razem wyglądają ;)


wtorek, 25 lutego 2014

Dilmah Springtime Fragrant Oolong | Tacka do herbaty



Mała tacka do herbaty - taka na filiżankę i ciastko - to kolejny dobry pomysł na dodatek do herbacianego prezentu. Ta, którą znaleźliśmy wśród ślubnych prezentów, została opatrzona świetnym obrazkiem z kangurami (marzę o podróży do ich ojczyzny ;).




Tacce, gdy nie nosi herbaty, przypada miejsce w kuchni tuż obok Herbaciarki. Trzymamy na niej paczuszki z herbatami. Wśród nich ta, o której opowiem Wam dzisiaj: Dilmah Springtime Fragrant Oolong pochodząca z zestawu A Variety of Fine Tea.






Do Dilmah Springtime Fragrant Oolong byłam nastawiona baaardzo sceptycznie. Rozczarowałam się Dilmah Pure Green i wysunęłam tezę, że ta marka sprawdza się wyłącznie w herbatach czarnych. Jednak niesłusznie.






Do torebki tej herbaty spakowano w zasadzie dwa jej rodzaje: Springtime Tie Guan Yin oraz Fragrant Oolong - bez żadnych dodatków. Dzięki szczelnym kopertom skrywającym torebki zachowany zostaje aromat suszu - ziołowy, bardzo przyjemny. Instrukcja parzenia wskazuje na dwie minuty w wodzie o temperaturze między 70 a 80 stopni.




Warto przyjrzeć się parzeniu Dilmah Springtime Fragrant Oolong. Zaraz po zalaniu wydaje się, że herbata się nie zaparza, przez dłuższą chwilę kolor wody w ogóle się nie zmienia. Po chwili staje się zielonkawy, przypomina herbatę zieloną. Na moment przed upłynięciem określonego czasu nabiera pięknego pomarańczowego koloru. Napar nie pachnie jak susz - zioła ustępują kwiatom! Aromat jest bardzo intensywny, niemal jakbyśmy pochylali się nad świeżym bukietem. Coś cudownego! W smaku jest równie przyjemna, gładka, bez cienia goryczy, może odrobinę warzywna.

Już niemal spisałam na straty Dilmah-inne-niż-czarne i dużo bym straciła. Ta herbata jest naprawdę dobra i godna polecenia. I na pewno dam szansę innym herbat oolong tej marki. Jak na herbaciany pył wrażenia naprawdę super!


sobota, 15 lutego 2014

Big Active Zielona z owocem pigwy



Herbatę Big Active Zielona z owocem pigwy oraz inne z tej serii znałam dobrze już wcześniej. Sięgałam po nie dość regularnie - są szeroko dostępne i spośród zielonych herbat liściastych, które można łatwo dostać w supermarkecie, najbardziej przypadły mi do gustu.




Na przekór nazwie w tej mieszance to nie pigwa jest głównym dodatkiem. Skład przedstawia się następująco: herbata zielona 84%, kandyzowany ananas 13,5%, owoc pigwy (zaledwie) 0,5%, płatki nagietka 0,5% oraz aromat. Listki herbaty są połamane, ale umiarkowanie, są zwarte i niepokruszone. Płatki nagietka wydają mi się nieco wyblakłe. Zapach suszu jest dość intensywny, słodkawy.




Herbata po zaparzeniu nabiera typowego żółtawego koloru, listki rozwijają się szeroko. Napar pachnie bardzo delikatnie i równie delikatnie smakuje. Dodatki nadają łagodnego posmaku pomiędzy słodkim a kwaśnym. Herbata nie cierpnie, nie jest gorzka. Otrzymujemy przyjemny dla podniebienia napój - dodatki nie dominują ponad, tylko komponują się z klasycznym smakiem zielonej herbaty.




Kilka lat temu kupiłam paczkę herbaty Big Active z puszką, która służy mi do dziś. Jest ładna, szczelnie się zamyka i mieści dokładnie opakowanie herbaty tej marki. Co ciekawe, opatrzono ją krótkim tekstem od kipera herbaty.