Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egipt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egipt. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 czerwca 2015

Herbata bananowa z Egiptu



Zamykam już (wreszcie?) serię herbaciano-książkowych postów z Egiptu. Bananowa herbata, którą stamtąd przywiozłam, była jedną z kilku owocowych mieszanek, do których zakupu byłam zachęcana na wielu stoiskach. W zasadzie trudno tu też mówić o mieszankach - to po prostu intensywnie aromatyzowane liście czarnej herbaty. Ich zapachy były po prostu odurzające i oszałamiające i ciężko było odmówić ich zakupu zapalczywie targującym się sprzedawcom. Dałam się naciągnąć na tylko jedną, szczęśliwie! Aromat, który roztaczały w Egipcie, po przyjeździe do Polski prędko się ulotnił... Nawet śmiem twierdzić, że nieco stęchły.




Listki wyglądają bardzo specyficznie: mają głęboki, czarny kolor, załamujący się wręcz na granatowo. Są stosunkowo miękkie, wyglądają i dają wrażenie w dotyku zmoczonych, ale wcale nie są ciężkie. Mimo tego niecodziennego wyglądu, parzą się zupełnie normalnie - oddają do wody klasyczny, brązowy kolor.




Bananowa herbata z Egiptu smakuje jak średniej jakości zwykła czarna herbata. Należy do tych raczej słabszych. Wyczuwam w niej jakby metaliczny posmak pod koniec. Krótko mówiąc, szału nie ma (a banana to już na pewno!). Nie polecam. Z Egiptu przywieźcie habak i hibiskus :)



piątek, 5 czerwca 2015

Kozieradka



Sprzedzawcy w Egipcie mówili, że to golden tea, chociaż na pierwszy rzut oka wiadomo, że te drobinki z herbatą nie mają wiele wspólnego. Jedynie to, że się je zaparza. Po powrocie z wakacji ustaliłam że to kozieradka. Nasiona tej rośliny mają multum zastosowań, a jednym z nich jest właśnie przygotowywanie z niej napoju.




Egipcjanin, od którego kupiłam opakowanie kozieradki, powiedział mi, jak należy ją parzyć. Łyżkę nasion należy wsypać do wrzącej wody (około ćwierć litra) i gotować przez 3 minuty. Zaraz po upłynięciu tego czasu należy oddzielić napar. Jednak najistotniejszą informację dotyczącą picia kozieradki wyszperałam w Internecie: warto dodać do niej łyżkę miodu. Bez tego słodkiego dodatku wypicie tego napoju byłoby dla mnie nie do przejścia...




Parzenie kozieradki robi wrażenie: woda momentalnie barwi się na żółto-złocisty kolor. Suche nasiona pachną bardzo specyficznie - ziołowo, gryzącą, kojarzą mi się ze słoną zupą i ten sam aromat unosi się znad zaparzonego napoju. Smakuje jak... zaparzone zboże. Jakby ugotować pszenicę czy żyto. Próbowaliście kiedyś nasion żyta czy pszenicy (wspominka z dzieciństwa z zabaw na polu)? To mniej więcej taki posmak daje kozieradka. Smaczne to nie jest... Bez rzeczonej łyżki miodu nie jestem w stanie tego wypić. Z miodem też nie zachwyca, ale nie wykrzywia buzi...




Także nie jest to żadna złota herbata... Nasiona kozieradki planuję wykorzystać jakoś inaczej. Mogę polecić tylko amatorom dziwnych smaków... Zakochani w herbacie nie polubią takiego napoju.

niedziela, 17 maja 2015

Trawa cytrynowa i mięta z Egiptu



Dzisiaj kilka słów o kolejnych dobrach przywiezionych z mojego urlopu, które sprawdzają się przede wszystkim jako dodatki do herbaty: trawa cytrynowa i mięta. Tą drugą oczywiście można też parzyć samodzielnie. Obie są w Egipcie dostępne na niemal każdym straganie. Lokalni sprzedawcy szczególnie zachęcają do kupna trawy cytrynowej i trudno im odmówić, gdy pocierają w dłoniach jej źdźbło i prezentują turystom jej zapach - jest oszałamiający! Cytrusowy, lekki, bardzo przyjemny. Naprawdę bez porównania z trawą cytrynową, którą spotykałam do tej pory w różnych mieszankach.




Do tej pory również spotykałam się z trawą cytrynową pociętą w drobne fragmenty - tym razem otrzymałam ją w całych, długich źdźbłach. Dodaję do herbaty jedno takie źdźbło i bardzo łatwo mogę je wyjąć już po zaparzeniu. Nadaje ono herbacie charakterystycznego smaku i zapachu. To trochę inne nuty niż cytryna, ale naprawdę dobre, kwaskowate i orzeźwiające.




Mięta, jak widać na zdjęciach, to nie tylko listki, ale też sporo łodyżek. Susz bardzo się kruszy i pyli, co nie robi dobrego wrażenia... Pachnie ciężko, trochę zgniło, co też nie jest fajne... Aczkolwiek ma naprawdę piękny, soczysty zielony kolor. Jako dodatek do herbaty nadaje jej lekko miętowego smaku i aromatu, ale niestety podkreśla goryczkę. Także w tej wersji nie polecam. Zdecydowanie lepiej smakuje parzona samodzielnie.




Trawa cytrynowa to absolutnie genialny herbaciany dodatek i ją Wam gorąco polecam. A mięta - cóż, ta świeża z Polski zdecydowanie lepsza :) Polecałam ją tutaj.

niedziela, 10 maja 2015

Hibiskus



Paczka z płatkami hibiskusa to zdecydowanie najpiękniejszy z okołoherbacianych produktów, który przywieźliśmy z Egiptu. Płatki są naprawdę okazałe, w ogóle nie pokruszone i mają fantastyczny kolor. Hibiskus jest bardzo popularny - jest składnikiem ogromnej ilości herbacianych mieszanek dostępnych na polskim rynku, ale w tak ładnym wydaniu go jeszcze nie spotkałam. Pachnie typowo, ale jakby łagodniej niż zwykle.






W przeciwieństwie do beduińskiej herbaty, która w Egipcie spożywana jest na gorąco, napar z hibiskusa pije się zupełnie zimny. Polecono mi jego zaparzanie wrzątkiem, studzenie i picie dopiero po nocy w lodówce! Skrupulatnie zastosowałam się do tych zaleceń.






Przywiezione przeze mnie płatki zachowują się w wodzie nieco inaczej niż hibiskus, z którym miałam do czynienia do tej pory. Bezpośrednio po zalaniu wrzącą wodą w ogóle jej nie barwi. Zaczyna oddawać swój kolor dopiero po minucie, nawet dwóch. Kolor naparu nie jest intensywnie purpurowy, a bardziej różowy, klarowny, delikatny. Smak? Zarówno na ciepło i na zimno jest pełen owocowych, słodkawych nut przełamanych mało intensywnym kwaśnym posmakiem. Nie jest cierpki, z czym spotykałam się wcześniej. W wersji chłodnej niesamowicie orzeźwiający. Genialny napar - alternatywa dla wszelkich kompotów i słodkich napojów.






Czy mogę dodać coś więcej? Z wycieczek do Egiptu koniecznie przywoźcie hibiskus, naprawdę warto ;)


niedziela, 3 maja 2015

Herbata beduińska



Sposób na przyrządzenie beduińskiej herbaty, który poznałam w czasie wycieczki do Egiptu, polega na dodaniu do klasycznej czarnej, osłodzonej herbaty habaku. Habak (inna nazwa to mięta biblijna) to zioło, z informacji, do których dotarłam - odmiana bazylii. W postaci suszonej to szare, pokryte meszkiem fragmenty liści i gałązek pozostawiające w opakowaniu sporo pyłu.




Bardzo trudno jest mi opisać, jak ten susz pachnie jeszcze przed dodaniem do herbaty. To bardzo specyficzny aromat. Miętowy, ale bardzo gryzący, szorstki, w sumie niezbyt przyjemny. To się diametralnie zmienia, gdy habak znajdzie się już w herbacie.




Przewijający się w wielu miejscach w Internecie przepis na beduińską herbatę zaleca jej gotowanie przez 10 minut w czajniczku i dodanie pod koniec kilku listków habaku. Nie widzę powodu, żeby czarną herbatę gotować - kilka minut parzenia po zalaniu wrzątkiem jest w końcu w sam raz. Uznałam, że habak także w ciągu kilku minut od zalania wrzącą wodą, odda w pełni swój smak. I sprawdziło się: polecam wsypanie do czajniczka takiej ilości suszu czarnej herbaty, jaką lubicie, potem dodanie kilku listków habaku - 4-5 listków na litr naparu. Wybrałam tą czarną herbatę ze względu na stonowany smak. Po zalaniu wrzątkiem rozlewać do szklanek po 2-4 minutach. Polecam słodzenie już po zaparzeniu - typowa beduińska herbata jest naprawdę bardzo słodka, aż gęsta (aczkolwiek bez dodatku cukru także warto spróbować, mi przypadła go gustu :).




Jaki napar otrzymujemy? Przyznaję, że zupełnie podobny do tego, który poznałam w Egipcie. Bardzo aromatyczny, zapach unoszący się znad niego jest przyjemny, gładki, lekko miętowy. Niezależnie od tego, jak bardzo ją osłodzimy, będzie nam towarzyszyła ziołowa, orzeźwiająca nuta, która jest istotą beduińskiej herbaty zwykle spożywanej na środku pustyni w palącym upale. Świetna. Bardzo polecam! Czekam, żeby smakować ją w czasie polskich upałów, niech szybko nadchodzą :)


środa, 29 kwietnia 2015

Herbata na świecie: Egipt (Półwysep Synaj)



Wyruszając na urlop na Półwysep Synaj, nawet nie przyszło mi na myśl, że ta wycieczka będzie bogata w jakiekolwiek herbaciane doświadczenia. W tym względzie raczej zastanawiałam się, czy w hotelu będzie dostępna jakakolwiek (!) herbata i czy do każdego posiłku czy tylko do śniadania (doświadczenie z hiszpańskich hoteli, gdzie smakowałam najpodlejszych naparów w życiu i do tego dostępnych tylko rano). Jakże miło zaskoczył mnie Egipt! Może są to bardziej okołoherbaciane dobra, a niekoniecznie herbata sensu stricte, ale z tej podróży przywiozłam naprawdę sporo wspaniałych produktów.




Wszystkie herbaty, które oglądałam na egipskich straganach, były mieszankami czarnej herbaty z silnymi owocowymi aromatami. Egipcjanie szczególnie upodobali sobie mango oraz banana i tą drugą mieszankę zabrałam ze sobą do Polski. Szeroko dostępny okazał się również hibiskus. Klasyczny składnik owocowych naparów występuje tam w bardzo pięknej formie - naprawdę dużych płatków o intensywnej barwie (co ciekawe, polecany do picia na zimno). Równie popularna jest mięta, zarówno parzona samodzielnie i jako dodatek. Do wzbogacania herbacianych naparów świetnie nadaje się również trawa cytrynowa - zapach tej przywiezionej z Egiptu jest oszałamiający, śmiem twierdzić, że ta, którą już wcześniej spotykałam w herbacianych mieszankach, nawet się do niej nie umywa. Niebo a ziemia.




To wszystko, co opisałam powyżej, nie było dla mnie oczywiście żadną nowością. Nowe i egzotyczne okazało się parzenie kozieradki - nie spotkałam się z tym nigdy wcześniej. Poznałam również sekret herbaty parzonej w tak zwany sposób beduiński - to habak. Jego inna nazwa to też mięta biblijna, chociaż spotkałam się też z opinią, że bliżej mu do bazylii. W każdym razie dodany do czarnej herbaty nadaje jej niepowtarzalnego charakteru.

Herbaty beduińskiej próbowałam po raz pierwszy w wiosce Beduinów na pustyni (prawdziwej? zaaranżowanej? Na pewno utrzymującej się z turystów). Wówczas wydawało mi się, że jest w niej coś w rodzaju anyżu. Jaki smak uzyskałam już w domu oraz jak sprawdziły się pozostałe pamiątki z wakacji - to tematy na kolejne posty. Śledźcie mojego bloga uważnie ;)




A we wspomnianym na początku hotelu herbata w torebkach była dostępna cały czas: do każdego posiłku oraz w barze. Oprócz całkiem znośnej czarnej i zielonej, można było również sięgnąć po hibiskus, rumianek, miętę czy anyż, który mylnie posądzałam o obecność w beduińskich naparach.




Czy macie jakieś herbaciane doświadczenia z Egiptu? A może z innych krajów arabskich? Bardzo chętnie o nich poczytam i skonfrontuję z tym, czego doświadczyłam :)