Pokazywanie postów oznaczonych etykietą earl grey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą earl grey. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 września 2021

Diamond Blend

 

Już myślałam, że tu nie wrócę. Ale nadchodzącej zimy (czujecie już w powietrzu, nie?) nie przetrwam bez herbaty i książek. O nie. Wakacje rządzą się swoimi prawami, ale polska, ciemna zima (trwająca ponad pół roku) wymaga odpowiednich środków!


Wobec tego jest herbata. Z głębokich zapasów, z magicznej wycieczki, o której już pisałam. Assam z bergamotką czyli earl grey z dodatkiem płatków róż, wiśni i kwiatów jaśminu. Zapach herbaty dominuje w suszu, ale dodatki nadają mu czegoś takiego, co przywodzi na myśl drogerię z perfumami.


Parzona zgodnie z zaleceniem wrzątkiem, minimum 3 minuty, żeby nabrała głębokiego, bursztynowego koloru i dość wyrazistego smaku - jednak niezbyt gorzkiego, bardzo gładkiego. Świetne połączenie. Jeśli się na nią natkniecie, polecam!


A na ostatnim zdjęciu postanowienie kolejnego wpisu. Będzie książka.


wtorek, 3 marca 2020

Creamy Earl Grey



Czarną herbata, którą tym razem wyciągnęłam z mojej przepastnej szafki (zapasy na lata...), pochodzi z zeszłorocznej wycieczki na Wyspy Brytyjskie. Jeden dzień wówczas spędziłam, błądząc z przyjaciółką po uroczych uliczkach Yorku. Herbaciarnia, do której trafiłyśmy, oszołomiła mnie zupełnie. Nie dość, że była niezwykle klimatyczna, była takim trochę labiryntem pełnym schodków, to niesamowicie w niej pachniało, a wybór herbat... Cóż, nie dało się kupić wszystkiego, wybór był bardzo trudny!



Ostatecznie jedną z herbat, którą kupiłam, jest Creamy Earl Grey - mimo upływu czasu z opakowania wydobywa sie ten sam zapach, w którym zakochałam się na tamtych zakupach. A jest absolutnie cudowny. Klasyczna, czarna herbata, przełamana bardzo słodkim, waniliowym aromatem. To mieszanka liści z Chin i Cejlonu z naturalnymi aromatami, płatkami bławatka i drobinkami wanilii.



Parzenie oczywiście we wrzątku, 3 minuty z opakowania są w sam raz. Napar ma głęboki, brązowy kolor i pachnie waniliowo. Smakuje świetnie - to dobra czarna herbata, złagodzona wanilią. Ale to nie jest klasyczny earl grey, słabo wyczuwam tu bergamotkę - chociaż w tym przypadku wcale mi to nie przeszkadza.



Zapachy mocno osadzają nam się w pamięci, nasz mózg jest przystosowany do tego, żeby szybko przywoływać wspomnienia związane z aromatami. Tym samym moja sympatia do tej herbaty może w dużej mierze wynikać z tych miłych konotacji ;) Nie jestem obiektywna... Ale jesli kupicie ją w tej urokliwej herbaciarni w Yorku, to na pewno będzie Wam smakować! :)

sobota, 2 czerwca 2018

Twinings Earl Grey



Trochę dzisiaj deszczowo i mniej słonecznie niż w poprzednich dniach - w tą aurę świetnie wpisze się brytyjski earl grey. Puszka Twinings Earl Grey ma piękny jasnożółty kolor i zawiera drobne listki czarnej herbaty z aromatem bergamotki (1%).



Susz pachnie świetnie - pomarańczowo i wytrawnie. Parzę ją wrzątkiem nawet pięć minut - wcale nie cierpnie. Napar pachnie delikatniej, klasycznie i tak też smakuje - elegancko! Baaardzo dobry earl grey, co tu dużo mówić.

Podobno niektórzy nie lubią earl greyów - podejrzewam, że zrazili się zbyt ostrym aromatem bergamotki. W tej mieszance jest on świetnie wyważony - nie dominuje w herbacie, tylko ją dopełnia.



Na upał polecam przestudzoną ;)

niedziela, 6 grudnia 2015

Lipton Suprising Russian Grey



Herbata jest dobra na każdą okazję! Na dzisiejszą nieprzypadkowo wybrałam Lipton Suprising Russian Grey. Przewrotnie na koniec roku, nie czekając na noworoczne postanowienia, postanowiłam zrealizować te plany, które odkładałam na nieokreśloną przyszłość. W piątek byłam na pierwszej lekcji rosyjskiego ;) Z różnych powodów w zasadzie od zawsze chciałam nauczyć się tego języka i wreszcie zaczęłam realizować to marzenie. Będzie to trzeci język obcy, z którym się zaznajamiam, po angielskim i hiszpańskim.






A herbata na dziś to klasyczny earl grey - czarna plus aromat bergamotki. Drobniutkie fragmenty listków (ale nie herbaciany pył!) zamknięte w torebkach-piramidkach. Aromat unoszący się po otwarciu opakowania, muszę przyznać, dość słaby...






Zalecone parzenie to 2-3 minuty w około 200 ml wrzątku. Zdecydowanie polecam tą herbatę w większej ilości wody - 300, a nawet 350 ml. Uzyskany wówczas napar jest w sam raz - nie rozwodniony, ale też nie za mocny. Intensywnie parzone czarne herbaty Liptona mają specyficzny, cierpki posmak - w ten sposób można go uniknąć. Do tego bergamotka - otrzymujemy naprawdę smaczny napój.




O herbacianej kulturze w Rosji polecam poczytać na Czajnikowym. Gdy zaczęłam uczyć się hiszpańskiego, każde wakacje spędzałam w Hiszpanii - jeśli za moją nauką rosyjskiego pójdą podróże do Rosji, mam nadzieję zasmakować tam prawdziwego czaju. To byłoby coś!




W każdym razie póki co, zastępczo, polecam Lipton Suprising Russian Grey i spełnianie marzeń ;) Nie poddawajcie się świątecznemu rozleniwieniu - jeszcze sporo można w tym roku zrobić!

sobota, 4 lipca 2015

Twinings Lady Grey Tea



Twinings Lady Grey Tea to taka jeszcze lepsza earl grey - w sam raz na upały - gdyż więcej w niej orzeźwiających składników. W mieszance czarnej herbacie towarzyszą skórka pomarańczowa (3%), skórka cytryny (3%), płatki chabru oraz aromat cytryny.






W eleganckim pudełko zamknięto równie elegancko wyglądający susz. Wśród drobnych czarnych listków przebłyskują niebieskie kwiatowe płatki. Herbata pyli się, ale tylko trochę. Pachnie klasycznie czyli rześko z wyraźną cytrusową nutą.




Parząc ją standardowo - wrzątkiem, uzyskujemy dość jasny, lekko brązowy napar. Nawet przy dłuższym parzeniu Twinings Lady Grey Tea nie cierpnie, jej gorycz jest aksamitna, przyjemna. Smakuje trochę inaczej niż klasyczne herbaty earl grey - jednak dodatek cytryny ma spory wpływ na jej walory smakowe. Generalnie - gorąco polecam. Przestudzoną, w sam raz na upalne dni!




poniedziałek, 3 listopada 2014

10 najlepszych Ślubnych Herbat - podsumowanie

Sądzę, że po czternastu miesiącach degustacji herbat, które otrzymaliśmy z okazji ślubu, winna jestem sobie, naszym ślubnym gościom i wszystkim czytelnikom bloga podsumowanie. Kilka słów na koniec tej podróży, garść refleksji. I kolejny raz podziękowania ;)

Z każdą otwartą paczką herbaty, utwierdzałam się w przekonaniu, że był to genialny pomysł, a nasi goście spisali się na medal. Doświadczyliśmy wielu nowych smaków, przypomnieliśmy sobie te znane i lubiane. Dało nam to mnóstwo radości! Przy okazji powstał ten blog. DZIĘKUJEMY! Raz jeszcze.

Przeczytałam i obejrzałam wszystkie posty spod etykiety ślubna (było ich niemal 100!) i postanowiłam wybrać te herbaty, które były najlepsze. Określić jednej naj nie udało mi się. Streściłam się w dziesięciu (chociaż i tak było trudno!). Wybrałam przede wszystkim te, których smaki były zaskakujące albo klasycznie genialne. Jeśli po lekturze mojego bloga nabierzecie ochoty na poznanie jakiejś nowej mieszanki, zacznijcie od którejś z poniższych. Zapewniam, że warto!

W zupełnie przypadkowej kolejności, najlepsze Ślubne Herbaty to:

1. Dilmah Earl Grey



Najlepszy earl grey, spośród wszystkich, które do tej miałam okazję spróbować! Więcej o tej herbacie tutaj.


2. After five



Jak czekoladki o tej samej nazwie! Herbata After Five łączy w sobie moc czarnej herbaty, orzeźwiający posmak mięty i słodycz czekolady.


3. Serce Afryki



O kenijskiej herbacie, która zaskoczyła mnie niebanalnym smakiem pisałam tu.


4. Zielona pigwa-imbir



Skład tej mieszanki nie do końca zgadzał się z nazwą, ale doświadczenia z jej degustacji były niepowtarzalne. Było pikantnie!.


5. Zielona Aloevera



Inna zielona herbata o zdecydowanie łagodniejszym, aksamitnie gładkim smaku. Raj dla podniebienia.


6. Pu Erh Mango - Maracuja



Ciężki, charakterystyczny pu erh. Tylko dla koneserów. Polecałam tutaj.


7. Dilmah Springtime Fragrant Oolong



Jedyna herbata z gatunku oolong, która znalazła się wśród prezentów, zwaliła mnie swoim smakiem z nóg. Poezja.


8. Dilmah Italian Almond



I jeszcze jedna herbata marki Dilmah - Italian Almond. Zupełnie inna od wszystkich znanych mi herbat aromatyzowanych.


9. Big Active Yerba mate Kakao i Wanilia



Ta mieszanka to dla mnie niezwykle udany początek przygody z yerba mate.


10. Kwiat miłości



A na koniec herbata, która równie pięknie wygląda, co smakuje. Do obejrzenia tutaj.


*

Chcesz podarować komuś herbatę? Kilka rad ode mnie w tym poście :)

piątek, 27 czerwca 2014

Ahmad Tea Earl Grey



Herbaty marki Ahmad Tea London są pakowane do charakterystycznych pudełek lub puszek w ciemnozielonym kolorze. Na sklepowych półkach prezentują się niezwykle elegancko. Czy ich smak jest równie wyrafinowany? Dzisiaj próbuję ekspresowej herbaty typu Earl Grey.






W stylowym opakowaniu zamknięto 40 kwadratowych torebek wypełnionych herbacianym pyłem - bardzo drobnym, kurzącym się. Pachną gorzko, jednak zaraz po zalaniu wrzątkiem znad naparu unosi się charakterystyczny zapach. Smak, który uzyskujemy po zaledwie kilku minutach (wystarczą dwie), jest bardzo głęboki, nuta bergamotki wyrazista. Dotyczy to stanu zaraz po przestygnięciu herbaty. Po dłuższej chwili niestety herbata traci te miłe właściwości i cierpnie. Jeśli wolicie przestudzone napoje, to Ahmad Earl Grey się niestety nie sprawdzi - zachwyca tylko w gorącej postaci.






Bardzo lubię herbaty Earl Grey. Ciągle jednak nie trafiłam na zadowalającą mnie herbatę liściastą tego typu - poszukuję. Bo w temacie torebek mam zdecydowanego faworyta - Dilmah. Ahmad plasuje się za nim i tylko bardzo ciepły, żeby uniknąć goryczki zabijającej bergamotkę.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Herbaciane lody



Lody o smaku herbaty! Próbowaliście kiedyś? Kupiliśmy je niedawno podczas spaceru po Saskiej Kępie. Te z lewej są o smaku zielonej herbaty, po prawej - earl grey. Zielona herbata rozczarowała. Lody były bardzo delikatne w smaku, w zasadzie niemalże tylko śmietankowe, a nie herbaciane. Zresztą, jak widać na zdjęciu, herbacianych listków było w nich naprawdę niewiele. Za to te o smaku earl grey - super! Listków zatopionych w deserze było zdecydowanie więcej, herbata z nutą bergamotki wyczuwalna bardzo wyraźnie. Bardzo polecam!

sobota, 15 marca 2014

Dilmah Ceylon Supreme | Podsumowanie A Variety of Fine Tea



W opakowaniu A Variety of Fine Tea pozostały już tylko dwie herbaty: Dilmah Ceylon Supreme oraz Dilmah Earl Grey. Dzisiaj czas na parę słów o pierwszej z nich, bo druga z nich jest mi doskonale znana - pisałam o niej (zachwycałam się nią) tutaj.






Dilmah Ceylon Supreme to kolejna klasyczna czarna herbata. W opisie - o średniej mocy naparu. W istocie rzeczywiście taka jest. Z torebki można zaparzyć cały czajniczek, nie tracąc nic z intensywności herbaty. Roztacza umiarkowanie intensywny, charakterystyczny aromat.




Kolejny raz o czarnej herbacie Dilmah napiszę, że ma odpowiedni smak, jest dobrej jakości i warto po nią sięgnąć. Jednocześnie jej smak jest tak przewidywalny (a bardzo polubiłam element zaskoczenia przy poznawaniu nowych herbat), że nie ma szans zwalić z nóg. Doceniam, ale nie wychwalam pod niebiosa.




W ramach podsumowania A Variety of Fine Tea przypominam pozostałe herbaty, które wchodziły w skład zestawu: Dilmah English Breakfast i Dilmah English Afetrnoon - czyli intensywniejsza i łagodniejsza wersja czarnej herbaty, Dilmah Pure Peppermint Leaves - przyjemny napar z suszonej mięty, Dilmah Springtime Fragrant Oolong - absolutne objawienie, mistrzostwo herbat w torebkach, Dilmah Lemon - powszednie połączenie czarnej herbaty z cytrynowym aromatem oraz Dilmah Pure Green - nieciekawa w smaku herbata zielona (największy zawód).




Mimo małych rozczarowań i odrobiny monotonii w zestawie (głównie herbaty czarne) absolutnie uważam, że A Variety of Fine Tea jest świetnym prezentem! Daje możliwość spróbowania wielu różnych smaków, herbaty są świetnie opakowane i dzięki torebkom łatwe w parzeniu. Bardzo się cieszę, że zostaliśmy obdarowani takim sympatycznym podarunkiem.




P.S. W sklepach widziałam również inną wersję takiego zestawu od Dilmah, który zawiera osiem czarnych herbat aromatyzowanych (głównie owocowo). Wiele spośród nich otrzymaliśmy w klasycznych opakowaniach po 20 torebek - wszystko wkrótce na blogu!