Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarna. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 września 2021

Diamond Blend

 

Już myślałam, że tu nie wrócę. Ale nadchodzącej zimy (czujecie już w powietrzu, nie?) nie przetrwam bez herbaty i książek. O nie. Wakacje rządzą się swoimi prawami, ale polska, ciemna zima (trwająca ponad pół roku) wymaga odpowiednich środków!


Wobec tego jest herbata. Z głębokich zapasów, z magicznej wycieczki, o której już pisałam. Assam z bergamotką czyli earl grey z dodatkiem płatków róż, wiśni i kwiatów jaśminu. Zapach herbaty dominuje w suszu, ale dodatki nadają mu czegoś takiego, co przywodzi na myśl drogerię z perfumami.


Parzona zgodnie z zaleceniem wrzątkiem, minimum 3 minuty, żeby nabrała głębokiego, bursztynowego koloru i dość wyrazistego smaku - jednak niezbyt gorzkiego, bardzo gładkiego. Świetne połączenie. Jeśli się na nią natkniecie, polecam!


A na ostatnim zdjęciu postanowienie kolejnego wpisu. Będzie książka.


środa, 10 marca 2021

Pukka Original Chai


Herbaty Pukka mają zdecydowanie wyróżniające się opakowania, które ustawione w rządku na sklepowej półce mogą przyprawić o zawrót głowy. Wybierając sobie jedną z nich, szukałam czegoś oryginalnego, innego niż klasyczne mieszanki. Wybór padł na herbatę chai, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.


W składzie tej mieszanki znajdziecie: cynamon 40%, czarna herbatę 20%, imbir 20% i kardamon 10% z dodatkiem lukrecji. Torebki po wyjęciu z saszetki mają przyjemny, powiedziałabym, że świąteczny zapach. Pierniczkowy!


Parzenie oczywiście we wrzątku i raczej długo - minimum 5 minut. Przy tak niewielkim dodatku herbaty, spodziewałam się, że korzenne przyprawy zdominują cały smak, ale nie. Wyczuwalna jest wyraźna baza dobrej, czarnej herbaty, a oprócz tego rozgrzewający kardamon. Cynamon przede wszystkim daje aromat, a imbir pikantny (ale bez przesady) posmak na języku.


Świetny napój na przedwiośnie, akurat jeszcze rozgrzewający! Polecam.

czwartek, 10 grudnia 2020

Chopin


Przyszedł ten czas w roku, kiedy dobre światło do zdjęć jest naprawdę trudno złapać, tym bardziej sesja tej herbaty cieszy. Chopin to mieszanka czarnej cejlońskiej herbaty BOP-1 z dodatkami: hibiskusem, kandyzowaną pomarańczą, kokosem, jabłkiem, truskawką, bławatkiem, liofilizowana pomarańczą - wbogacone dodatkiem aromatu.


Mieszanka pięknie wygląda, a susz pachnie cytrusami - to już nieco przywołuje grudniową, świąteczną atmosferę.


Tej herbacie zdecydowanie należy się parzenie wrzątkiem, żeby wydobyć smak z jej liści, ale też z dodatków. Napar jest brązowy, klarowny i utrzymuje taki lekko cytrusowy aromat. Kilka minut pazenia wystarczy, aczkolwiek pozostawienie liści w wodzie wcale nie psuje mocno smaku.


Chopin to łagodna czarna herbata ze słodkawo-cytrusowym posmakiem. Warta uwagi.

sobota, 21 listopada 2020

Wilkin&Sons Pure Darjeeling Tea

 

Na coraz krótsze dni potrzebuję coraz mocniejszych herbat. Im cięższy smak, tym lepiej. Hinduskie darjeelingi sprawdzają się bardzo dobrze, specjalnie parzę je długo, aż trochę ścierpną.


Tą piękną puszkę od marki Wilkin&Sons dostałam w prezencie (jak wiele herbat) i z radością otworzyłam. Szczelne zamknięcie świetnie zachowało aromat suszu - taki gorzki, trochę gryzący. Tak pachniała czarna herbata, która była w domu za czasów mojego dzieciństwa!



Zalecone parzenie to 90 stopni, ale ja nie czekam, aż woda wystygnie, zalewam tą herbatę wrzątkiem i parze dobrych kilka minut. Ma piękny, głęboki brązowy kolor i delikatny aromat.


Smakuje świetnie - jest dość mocna, wyrazista. Na opakowaniu jest napisane, że jest dostarczana na dwór Królowej Wielkiej Brytanii! Tym lepiej się ją pije przy kolejnych odcinkach The Crown ! :)

czwartek, 13 sierpnia 2020

Hawajska plaża


Pierwszy dzień urlopu wydaje się idealny, żeby po długiej przerwie wrzucić coś na bloga. Wielkich wakacji nie będzie - taki rok. Na rozbudzenie wyobraźni i marzeń o wyjazdach w nieokreślonej przyszłości polecam herbatą Hawajaska plaża


Mimo skrupulatnego przeszukania czeluści Internetu, nie znalazłam dokładnego składu tej mieszanki. Nie mam wątpliwości, że jest na bazie czarnej herbaty (assam?), a pośród dodatków są kawałki suszonej cytryny, chyba żurawiny, kandyzowane owoce, płatki nagietka i trawa cytrynowa. Susz pachnie bardzo owocowo.


Parzę tą herbatę wrzątkiem, woda zyskuje piękny, czerwonawy kolor. Owocowy aromat jest dość intensywny, a ilość dodatków sprawia, że sama czarna herbata jest słabo wyczuwalna... trochę jakby to był rooibos! Orzeźwiająca, na upał.


środa, 1 stycznia 2020

Tea&Tea Czarna z pigwą



Szczęśliwego Nowego Roku! Ja mam niemalże gwarancję, że rok 2020 będzie dla mnie lepszy od poprzedniego! Nie polecam tego sposobu zapewniania sobie lepszego kolejnego roku, ale... W ubiegłym zdarzyło się w moim życiu mnóstwo smutnych rzeczy i wielokrotnie osiągnęłam stan gorzej być nie może (tak sądziłam, a często okazywało się, że mogło!!!). Wobec tego wystarczy mi po prostu odrobina spokoju i normalności, żeby było cudownie, nie potrzebuję żadnych fajerwerków. Mimo wielu gorzkich chwil jestem wdzięczna losowi, za ludzi, którzy gdzieś z samego dna próbowali mnie wyciągnąć. Ta pomoc wychodziła im mniej lub bardziej udolnie, ale liczył się gest. Pozostaję pod wielkim wrażeniem, jak wiele aniołków pozostało przy mnie, chociaż mogło bez słowa zniknąć. Wdzięczność, słowo klucz. Tym samym zapraszam na wpis, w którym zarówno herbata, konfitura i piękny zaparzacz to prezenty od cudownych osób, które są przy mnie.



Po serii zielonych herbat, które sie tutaj ostatnio przewinęły, zamarzyła mi się czarna i pierwsza, na którą natknęłam się w szafce to ta od Tea&Tea. Listki z Cejlonu wzbogacone o kawałki owoców i skórkę pigwy - tych dodatków jest w opakowaniu naprawdę sporo!



Oczywiście wrząca woda (i ten przepięky zaparzacz!) - napar powoli nabiera głębokiego, brązowego koloru. Pachnie słodko, a smak klasycznej, czarnej herbaty - ale dość łagodnej - jest tu przełamany owocowym akcentem. Idealna.



Samych dobrych herbat i pasjonujących lektur na 2020! Nie ma co odmawiać sobie przyjemności! :)



niedziela, 5 maja 2019

Lady Grey



Mam takie noworoczne postanowienie (którego ciągle się trzymam, a mamy już maj!), żeby nie kupować i nie pożyczać żadnych nowych książek, dopóki nie uporam się z lekturami, które mam w domu (sterta przy łóżku, sterta pod kawowym stolikiem, pliki na kindlu, półka na audioteka.pl...). Podobne postanowienie powinnam podjąć w kwestii herbat... Szafka z herbatami w kolejce pęka w szwach, szuflada tych, które piję na bieżąco, jest pełna, a ja i tak dokupuję. Ale są mi też prezentowane :) W każdym razie na blogu mają szansę pojawiać się długo wyczekiwane egzemplarze. Dzisiejsza herbata odczekała w szafce półtora roku... Na szczęście nie straciła na walorach smakowych!



Lady Grey to klasyczna earl grey - czyli czarna herbata nasączona olejkiem z bergamotki, ale będąca mieszanką dwóch herbat o różnym pochodzeniu - wietnamskiej i cejlońskiej. Oprócz tego wzbogacona jest cząsteczkami skórki pomarańczy. Listki herbat są drobne, ciemne, poskręcane. Całość pachnie typowo dla czarnej herbaty, cytrusowy aromat jest na drugim planie.



Herbatę parzę nieco przestudzonym wrzątkiem, minimum dwie minuty - licząc na intensywny smak. Woda barwi się powoli, a zapach naparu jest delikatny, również typowy.



Lady Grey ma rzeczywiście dość mocny, gorzkawy smak, nico złagodzony cytrusową nutą. Jednak czarna herbata dominuje i to w takiej stawiającej na nogi, otrzeźwiającej wersji. Na rozbudzenie o poranku jak znalazł. Polecam, chociaż nie jest to najbardziej urzekający earl grey, którego smakowałam. Amatorom rzeczywiście cytrusowych herbat pozostaje mi jeszcze raz polecić mieszankę od Kusmi Tea.

niedziela, 20 stycznia 2019

Teekanne Darjeeling Nord-Indien



Ta czarna herbata z Indii w sumie przyjechała ze mną z Niemiec, skąd pochodzi marka Teekanne. Akurat tego rodzaju nie spotkałam wcześniej na półkach w polskich sklepach, a szkoda, bo jest godna uwagi.





W pudełku znajduje się dwadzieścia torebek z herbacianymi drobinkami zamkniętych dodatkowo w kopertach. A propos zajawki na zerowaste zaczęłam dociekać, jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o skład tych torebek. Teekanne deklaruje na swojej stronie, że znaczna część torebek nadaje się w 100% do kompostowania. Co to dokładnie znaczy? Nie wiadomo. Chociaż to i tak całkiem pocieszająca informacja, bo praktycznie większość torebek herbaty na rynku niestety zawiera plastik!





Minimum trzy, a maksimum pięć minut potrzeba, żeby zaparzyć tą herbatę, oczywiście używając wrzątku. Uzyskany napar wydaje mi się nieco ciemniejszy niż klasyczny darjeeling. Pachnie wyraziście, nieco ciężko.



Aromat herbaty przepowiada jej smak - jest dość ciężki i cierpki. Powiedziałabym, że to taka namiastka dobrej herbaty darjeeling, ale wcale jej nie skreślam. Warto spróbować, jeśli macie ochotę na mocną herbatę.

środa, 2 stycznia 2019

Kusmi Tea Prince Vladimir



Jest kilka europejskich miast, które (czego bardzo żałuję!) znam tylko i wyłącznie z perspektywy lotniska. Wśród nich jest Paryż - nie ruszyłam się tam poza lotnisko im. Charlesa de Gaulle, gdzie spędziłam parę dobrych godzin, czekając na przesiadkę i skąd przywiozłam między innymi kilka puszek herbaty Kusmi Tea. Sklepy tej marki oszałamiają i łatwo może się w nich zakręcić w głowie od unoszącego się tam zapachu.



Prince Vladimir to herbata, której aromat urzeka szczególnie. Jest jak świetnie skomponowane perfumy, to nie jest zwykła aromatyzowana herbatka, coś wspaniałego. To bardzo ostry, ale słodki zapach z wyraźną pomarańczową nutą. Wśród listków czarnej herbaty widocznych jest sporo cząstek skórek pomarańczy, w składzie mieszanki znajdują się również oleje bergamotki, grejpfruta i limonki oraz aromaty.





Tą herbatę parzy się w około 90 stopniach, przez 3-4 minuty - sądzę, że te cztery minuty to minimum, żeby wyciągnąć najlepszy smak tej herbaty. Napar, który otrzymujemy, jest jasnobrązowy i bardzo aromatyczny.





Prince Vladimir smakuje naprawdę świetnie, orzeźwiająco. Myślę, że to olejki odpowiadają za to, że herbata nawet po przestygnięciu nie cierpnie, nie gorzknieje. Pierwsza klasa, naprawdę warta swojej dość wygórowanej ceny!



Przy okazji chciałabym Wam przekazać najlepsze noworoczne życzenia. Niech 2019 rok będzie dla Was łaskawy i wszystko układa się po Waszej myśli. Samej dobrej herbaty i dobrych książek! :)

niedziela, 2 grudnia 2018

Boh



Dzisiejsza herbata może zostać podciągnięta do kategorii ślubnych! W końcu przyjechała z podróży poślubnej - fakt, że nie naszej, ale naszych przyjaciół. Dostaliśmy ją w prezencie - prosto z Malezji!



Niewiele jestem w stanie odczytać z opakowania - aż tak daleko moje zdolności językowe nie sięgają, ale nie ma wątpliwości, że to czarna herbata z malezyjskich plantacji. Te granulki, w które uformowany jest susz, są przepiękne! Pachną bardzo mocno, nieco dymnie - przywodzą na myśl te mocne, indyjskie herbaty sprzed ćwierć wieku, które królowały wówczas w polskich domach.



Byłam w stanie doczytać się także zaleconego parzenia - 3-5 minut. Czyli tak jak klasyczna czarna herbata. Otrzymujemy bardzo ciemny napar o intensywnym, ciężkim zapachu już po niecałych trzech minutach, więc jeśli życzylibyście sobie coś łagodniejszego, trzeba parzyć tą herbatę dużo krócej.



Smakuje tak samo, jak pachnie - mocno, wyraziście, ale jeśli nie była parzona dłużej niż 5 minut, nie cierpnie, nie gorzknieje nadmiernie. To taka mocniejsza wersja english breakfast. Jestem zachwycona, bardzo polecam.



Jeśli wybieralibyście się do Malezji, kupcie mi jej jeszcze trochę (Drodzy Znajomi i Czytelnicy)!