niedziela, 2 grudnia 2018
Boh
wtorek, 22 września 2015
Drugie urodziny bloga!

Źródło grafiki: Pinterest
Drugi rok mojego blogowania nie był tak intensywny jak pierwszy. Dostałam wymarzoną pracę, która pochłonęła mnie bez reszty. Mimo to mam tutaj ciągle grono stałych czytelników, co pokazują mi statystyki. Dziękuję :) Tworzenie tego miejsca daje mi ogromną frajdę, mam mnóstwo pomysłów na nowe wpisy i coraz lepiej organizuję sobie czas, dlatego zostańcie ze mną :) Obiecuję, że się na mnie nie zawiedziecie.
poniedziałek, 3 listopada 2014
10 najlepszych Ślubnych Herbat - podsumowanie
Sądzę, że po czternastu miesiącach degustacji herbat, które otrzymaliśmy z okazji ślubu, winna jestem sobie, naszym ślubnym gościom i wszystkim czytelnikom bloga podsumowanie. Kilka słów na koniec tej podróży, garść refleksji. I kolejny raz podziękowania ;)
Z każdą otwartą paczką herbaty, utwierdzałam się w przekonaniu, że był to genialny pomysł, a nasi goście spisali się na medal. Doświadczyliśmy wielu nowych smaków, przypomnieliśmy sobie te znane i lubiane. Dało nam to mnóstwo radości! Przy okazji powstał ten blog. DZIĘKUJEMY! Raz jeszcze.
Przeczytałam i obejrzałam wszystkie posty spod etykiety ślubna (było ich niemal 100!) i postanowiłam wybrać te herbaty, które były najlepsze. Określić jednej naj nie udało mi się. Streściłam się w dziesięciu (chociaż i tak było trudno!). Wybrałam przede wszystkim te, których smaki były zaskakujące albo klasycznie genialne. Jeśli po lekturze mojego bloga nabierzecie ochoty na poznanie jakiejś nowej mieszanki, zacznijcie od którejś z poniższych. Zapewniam, że warto!
W zupełnie przypadkowej kolejności, najlepsze Ślubne Herbaty to:
1. Dilmah Earl Grey

Najlepszy earl grey, spośród wszystkich, które do tej miałam okazję spróbować! Więcej o tej herbacie tutaj.
2. After five

Jak czekoladki o tej samej nazwie! Herbata After Five łączy w sobie moc czarnej herbaty, orzeźwiający posmak mięty i słodycz czekolady.
3. Serce Afryki

O kenijskiej herbacie, która zaskoczyła mnie niebanalnym smakiem pisałam tu.
4. Zielona pigwa-imbir

Skład tej mieszanki nie do końca zgadzał się z nazwą, ale doświadczenia z jej degustacji były niepowtarzalne. Było pikantnie!.
5. Zielona Aloevera

Inna zielona herbata o zdecydowanie łagodniejszym, aksamitnie gładkim smaku. Raj dla podniebienia.
6. Pu Erh Mango - Maracuja

Ciężki, charakterystyczny pu erh. Tylko dla koneserów. Polecałam tutaj.
7. Dilmah Springtime Fragrant Oolong

Jedyna herbata z gatunku oolong, która znalazła się wśród prezentów, zwaliła mnie swoim smakiem z nóg. Poezja.
8. Dilmah Italian Almond

I jeszcze jedna herbata marki Dilmah - Italian Almond. Zupełnie inna od wszystkich znanych mi herbat aromatyzowanych.
9. Big Active Yerba mate Kakao i Wanilia

Ta mieszanka to dla mnie niezwykle udany początek przygody z yerba mate.
10. Kwiat miłości

A na koniec herbata, która równie pięknie wygląda, co smakuje. Do obejrzenia tutaj.
Chcesz podarować komuś herbatę? Kilka rad ode mnie w tym poście :)
wtorek, 28 października 2014
Big Active Yerba mate Kakao i Wanilia

Najlepsze na koniec? To się zaraz okaże ;) Trudno w to uwierzyć, ale to już ostatnia z naszych Ślubnych Herbat! Za nami czternaście miesięcy degustacji. Przed Państwem ostatni z prezentów: Big Active Yerba mate Kokos i Wanilia.
Degustację zawartości tej paczki odwlekłam najdłużej, jak się tylko dało. Zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać i chyba z tego powodu podchodziłam do niej z taką rezerwą. Jestem zaprzyjaźniona z różnymi herbatami, ale o kawie i yerba mate nie mam pojęcia zupełnie... Co więcej, kawę zdarza mi się wypić raz w miesiącu, ale yerba mate nigdy dotąd nawet nie próbowałam!

W opakowaniu zamknięto dwadzieścia torebek, które dodatkowo chroni jeszcze folia. Po jej otwarciu unosi się kakaowo-kawowy aromat. W składzie mieszanki znalazły się: yerba mate (57,5%), kakao (31%), wiórki kokosowe, aromaty, wanilia (2%). Drobinki składników wyraźnie prześwitują przez materiał.

Nie zdecydowałam się na żadne eksperymenty - zaparzyłam mieszankę zgodnie z instrukcją. Po zalaniu wodą znad filiżanki unosi się zapach kakao. Napar jest dość ciemny, wydaje się aż gęsty.


Swoją nieznajomość yerba mate potraktowałam jako zaletę - nie mam porównania, wydam obiektywną opinię na temat smaku Big Active Yerba mate Kokos i Wanilia. Otóż odniosłam wrażenie, że to taka bardzo słaba kawa z dodatkiem kakao i wanilii. Dodatki są wyczuwalne, ale w żaden sposób nie słodzą napoju. Napar jest wyrazisty, charakterny, na swój sposób orzeźwiający. Genialny do przełamywania słodyczy. Jestem za!

Już wkrótce spodziewajcie się podsumowania wszystkich Ślubnych Herbat. A Wiernych Czytelników, których zdobyłam przez ten ponad rok, zapewniam, że bloga nie zamykam ;) Jeszcze tyle herbat do spróbowania przede mną! (Yerba mate w klasycznej wersji też jest w planach.)
czwartek, 23 października 2014
Dilmah Mediterranean Mandarin

Jeśli nasz ślubne herbaty miałabym oceniać przez pryzmat eleganckiego opakowania, Dilmah Mediterranean Mandarin z pewnością znalazłaby się w czołówce. Prosta, metalowa puszka z wytłoczonym logo serii moim zdaniem wygląda świetnie. Minimalistyczna grafika i cytat na wieczku dodają jej uroku, ale też charakteru.

Marka Dilmah swoje mieszanki z serii t intensywnie promuje jako wyjątkowo starannie przygotowane. To pierwsza herbata z tej kolekcji, którą mam okazję spróbować. Akurat na tą degustację zza chmur wyszło piękne, jesienne słońce i pozwoliło mi zrobić sporo jasnych zdjęć.



Zaraz po otwarciu puszki znajdujemy w niej krótki przewodnik po wszystkich naparach serii. Nie zabrakło w nim informacji na temat tego, jak obchodzić się z herbatą (używaj suchej i czystej łyżeczki do odmierzania suszu) i jaką ją przechowywać (z dala od wilgoci i kuchennych zapachów, w temperaturze niższej niż 25 stopni). W składzie mieszanki w stu procentach cejlońska czarna herbata aromatyzowana mandarynką.

Listki Dilmah Mediterranean Mandarin okazały się dość drobne, ale nie kruszą się i nie pozostawiają za sobą smugi pyłu, są zwarte. Pachną doprawdy interesująco. Aromat czarnej herbaty i mandarynki łączą się w coś zupełnie nowego, przyjemnie orzeźwiającego, nieco drzewnego.

Zalecone parzenie to wodą o temperaturze w zakresie 95-100 stopni przez 3-5 minut. Otrzymany napar ma stosunkowo jasną barwę. Pachnie wyraźnie cytrusowo, ale w naturalny sposób. W smaku to gładka, delikatna czarna herbata z bardziej cytrynową niż mandarynkową nutą. Co ważne, nie ma w niej kwaskowatości, całość wspaniale współgra ze sobą.

Dilmah Mediterranean Mandarin to świetna, rzeczywiście dopracowana mieszanka. Nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco polecić ją tym wszystkim, którzy lubią się naparem delektować. Szczególnie dla koneserów łagodnych, dobrze skomponowanych smaków.
poniedziałek, 20 października 2014
Loyd Madras

Loyd Madras to klasyczna mieszanka czarnych herbat pochodzących z Indii. W jej składzie znajdziemy dość drobno połamane listki, które pierwotnie były długie i spiczaste.

Jak widać na zdjęciu, drobinki są naprawdę małe i sądziłam, że po zaparzeniu będą drażniące w naparze, ale wcale tak się nie stało. Herbatę parzyłam wrzątkiem i od razu widać, że to jedna z delikatniejszych czarnych mieszanek. Woda nabiera brązowego koloru naprawdę powoli, pozostaje dość jasna. Aromat jest łagodny, słodkawy.

W instrukcji parzenia zalecono 5-7 minut. Zaryzykuję stwierdzenie, że listków nawet nie trzeba oddzielać od naparu. Smak mimo to pozostaje delikatny, jednorodny, typowo gorzkawy, ale nie cierpnie, nie staje się nieprzyjemny.

Z powodu tej gładkości i delikatności Loyd Madras niezwykle przypadła mi do gustu. Świetny wybór na co dzień, szczególnie gdy nie przepadamy za bardzo mocnymi herbatami. Loyd Madras to ich zdecydowanie łagodniejsza wersja, zachowująca wyrafinowany charakter herbaty.

Nie napisałam na blogu nic o laureacie Literackiej Nagrody Nike, ani o pisarzu, który odebrał w tym roku literackiego Nobla. Nie znam ich twórczości i mogę powiedzieć jedynie tyle, że dopisałam ich utwory do mojej listy książek do przeczytania. Napiszę za to o pokojowej Nagrodzie Nobla. W nawiązaniu do herbaty zresztą.
Pokojową Nagrodę Nobla przyznano dwóm osobom. Pierwsza z nich to najmłodsza laureatka w historii - Malala Yousafzai pochodząca z Pakistanu. 17-latka walczy o prawo do edukacji, którego nie ma kilkadziesiąt milionów dzieci na całej Ziemi. Jej własna historia jest powszechnie znana. Została postrzelona przez talibów i cudem uszła z życiem. Właśnie za to, że uważa edukację za podstawowe prawo każdego młodego człowieka. Talibowie terroryzujący północny Pakistan nakazują dziewczynkom rezygnować z nauki.
Z kolei Kailasch Satyarthi, drugi laureat, zajmuje się prawami dzieci właśnie w Indiach, kraju, z którego pochodzi ogromna część globalnej produkcji herbaty (ponad 25%). W tym kraju 14 milionów ludzi stanowią de facto niewolnicy, mimo iż ten stan rzeczy jest formalnie zakazany (a doprowadza do tego bieda, korupcja i krzywdzący system kastowy). Satyarthi prowadzi fundację, która walczy z tym zjawiskiem, ratuje osoby, które padły jego ofiarą i rehabilituje je społecznie.
Dzisiaj obchodzimy Dzień Statystyki. Co piąty Polak czyta książki. Co robią pozostali?
środa, 15 października 2014
Dilmah Caramel

Dzisiaj kilka słów o herbacie dobrze znanej, goszczącej na sklepowych półkach od bardzo dawna. To torebkowana, aromatyzowana Dilmah Caramel. Niestety muszę przyznać, że to już końcówka ślubnych zapasów...

Co w składzie? Czarna herbata cejlońska (liść BOPF - skrót od angielskiego Broken Orange Pekoe Fannings, co oznacza drobno i równomiernie pocięte liście) oraz aromat karmelu (3,8%). W opakowaniu dwadzieścia torebek, oczywiście dodatkowo szczelnie zamkniętych w folii. Po otwarciu unosi się znad nich karmelowo-czekoladowy zapach z gorzką nutą.

Zalecone parzenie to torebka na 220 ml wrzącej wody przez 3-5 minut. Uważam jednak, że ilość wody zdecydowanie można zwiększyć, według uznania nawet dwukrotnie. Otrzymany napar początkowo nabiera klasycznego aromatu czarnej herbaty, po chwili zapach staje się coraz słodszy.

W smaku wyczuwa się równolegle dwie nuty - wyraźną, mocną czarną herbatę oraz miłą dla podniebienia słodycz. Zgrane idealnie. Polecam tą herbatę do picia zanim ostygnie - z temperaturą traci słodki posmak.

Herbaty czarne aromatyzowane na słodko - karmelowo czy czekoladowo to jedne z moich ulubionych. Uwielbiam je za tą słodkość bez kalorii. Potrafią odwieść od zjedzenia tabliczki czekolady ;)
niedziela, 12 października 2014
Owocowa żurawinowa

Wraz z herbatą czarną leśne owoce oraz zieloną milenium została nam sprezentowana trzecia paczuszka z mieszanką owocową, a konkretnie żurawinową.

Skład tej herbatki jest zaskakująco prosty. W zasadzie tylko trzy składniki. Hibiskus, żurawina i jabłko. Do tego naturalny aromat. Jabłko zdecydowanie przeważa w suszu objętością i chyba też najbardziej wpływa na jego zapach - kwaskowaty, nieco zatęchły, w sumie niezbyt przyjemny.

Herbatkę parzyłam wrzątkiem. Zdecydowanie potrzebuje ona więcej niż pięciu minut, widać to chociażby po tym, jak wolno nabiera koloru. Ostatecznie napar jest ciemnoróżowy, ma słaby słodki zapach.

Smak tej herbatki stanowi duży kontrast w porównaniu z tym, jak ona pachnie. Szczególnie zaraz po zaparzeniu jest bardzo kwaśna, zdecydowanie dominuje w niej żurawina. Po ostygnięciu jest trochę lżejsza, ale ciągle bardzo wyrazista. Tylko dla koneserów kwaskowatości.
poniedziałek, 6 października 2014
Zielona milenium

Na blogu ostatnio zdecydowanie dominowały torebki, czas na powrót do herbat sypanych. Dzisiejsza zielona milenium została nam sprezentowana w paczce razem z czarną leśne owoce.

Skład tej mieszanki jest niezwykle bogaty: herbata zielona sencha, ananas, mango, wiśnie, jabłko, mięta (!), orzech laskowy (!!), dzika róża, nagietek, kwiat malwy, słonecznika i róży, naturalny aromat. Bardzo ciekawe zestawienie. Czy udane?

Zastanawiałam się, jak tą mieszankę zaparzyć. Listki herbaty zielonej zdecydowanie wolą niższą temperaturę, z kolei przeróżne owocowe i kwiatowe dodatki wymagają wrzątku. Metodą prób i błędów ustaliłam, że to jednak herbata gra pierwsze skrzypce i parzenie trzeba dostosować do niej. Zielona milenium wypada najlepiej zalana wodą o temperaturze około 80 stopni i parzona przez dwie do trzech minut.

Susz pachnie bardzo specyficznie. Trochę trawiasto, trochę owocowo, a całość owiana miętową nutą. Po zaparzeniu nad napojem unosi się lekki, orzeźwiający aromat. Napar ma klasyczny, żółto-zielonkawy kolor. Z pokruszonych liści zostaje w nim nieco herbacianego pyłu. Smakuje naprawdę dobrze. Smak zielonej herbaty został złagodzony dodatkami, jakby wygładzony i wyrównany. Poszczególne dodatki są nie do rozróżnienia, ale szczęśliwie współgrają ze sobą. Jedynie mięta wychodzi przed szereg i sprawia, że herbata jest orzeźwiająca. Naprawdę godna polecenia!