Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w torebkach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą w torebkach. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 marca 2021

Pukka Original Chai


Herbaty Pukka mają zdecydowanie wyróżniające się opakowania, które ustawione w rządku na sklepowej półce mogą przyprawić o zawrót głowy. Wybierając sobie jedną z nich, szukałam czegoś oryginalnego, innego niż klasyczne mieszanki. Wybór padł na herbatę chai, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.


W składzie tej mieszanki znajdziecie: cynamon 40%, czarna herbatę 20%, imbir 20% i kardamon 10% z dodatkiem lukrecji. Torebki po wyjęciu z saszetki mają przyjemny, powiedziałabym, że świąteczny zapach. Pierniczkowy!


Parzenie oczywiście we wrzątku i raczej długo - minimum 5 minut. Przy tak niewielkim dodatku herbaty, spodziewałam się, że korzenne przyprawy zdominują cały smak, ale nie. Wyczuwalna jest wyraźna baza dobrej, czarnej herbaty, a oprócz tego rozgrzewający kardamon. Cynamon przede wszystkim daje aromat, a imbir pikantny (ale bez przesady) posmak na języku.


Świetny napój na przedwiośnie, akurat jeszcze rozgrzewający! Polecam.

niedziela, 2 lutego 2020

Lipton Mięta z eukaliptusem



Nie jestem przesadną entuzjastką ziołowych naparów, ale akurat po miętę zdarza mi się sięgać z dużą ochotą. W dzieciństwie kojarzyłam ją głównie z bólem brzucha, dzisiaj cenię za orzeźwiający smak. Ta od Liptona ma w sobie jeszcze eukaliptus. Dokładny skład to 80% mieśty i 20% eukaliptusa - żadnych dodanych aromatów, ogromny plus!



Oczywiście jak w przypadku wszystkich ziół zalecone parzenie to zalanie torebki wrzątek na minimum 4-5 minut - śmiało można dłużej. Zapach naparu - może dzięki dodatkowi eukaliptusa? - jest bardzo przyjemny, niegryzący, nawet trochę słodkawy Smak podobnie - orzeźwiający, chłodny, ale bez takiego ziołowego, trawiastego posmaku.



Ta herbata to miłe zaskoczenie, ale towarzyszą mi mieszane uczucia, jeśli chodzi o jej ewentualne polecenie. Na fali wielu zmian, które wprowadziłam w swoim życiu, żeby ograniczyć śmieci i nie brać udziału w niszczeniu naszej planety (która ledwo zipie), eliminuję ze swojej kuchni torebkowane herbaty na rzecz sypanych, kupowanych na wagę, do własnego opakowania. To opakowanie to jedno z ostatnich, które uchowało się u mnie sprzed czasów zielonej rewolucji.

niedziela, 20 stycznia 2019

Teekanne Darjeeling Nord-Indien



Ta czarna herbata z Indii w sumie przyjechała ze mną z Niemiec, skąd pochodzi marka Teekanne. Akurat tego rodzaju nie spotkałam wcześniej na półkach w polskich sklepach, a szkoda, bo jest godna uwagi.





W pudełku znajduje się dwadzieścia torebek z herbacianymi drobinkami zamkniętych dodatkowo w kopertach. A propos zajawki na zerowaste zaczęłam dociekać, jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o skład tych torebek. Teekanne deklaruje na swojej stronie, że znaczna część torebek nadaje się w 100% do kompostowania. Co to dokładnie znaczy? Nie wiadomo. Chociaż to i tak całkiem pocieszająca informacja, bo praktycznie większość torebek herbaty na rynku niestety zawiera plastik!





Minimum trzy, a maksimum pięć minut potrzeba, żeby zaparzyć tą herbatę, oczywiście używając wrzątku. Uzyskany napar wydaje mi się nieco ciemniejszy niż klasyczny darjeeling. Pachnie wyraziście, nieco ciężko.



Aromat herbaty przepowiada jej smak - jest dość ciężki i cierpki. Powiedziałabym, że to taka namiastka dobrej herbaty darjeeling, ale wcale jej nie skreślam. Warto spróbować, jeśli macie ochotę na mocną herbatę.

sobota, 10 listopada 2018

Irving Biała granat z agrestem



Wbrew mglistym (a raczej smogowym) porankom zaczynam dzień z herbatą, która jest dedykowana na lato - w końcu summer edition. Daleka jestem od przypisywania herbat konkretnym porom roku, raczej kieruję się tym, na co mam po prostu ochotę. Także dzisiaj torebkowana biała herbata wzbogacona o różne dodatki od marki Irving.



Tych dodatków jest naprawdę sporo, sami spójrzcie. Obok białej herbaty pochodzącej z Chin, znajdziecie tu również: jabłko, agrest (10%), aromat, liść jeżyny, skórkę granatu (2%), korzeń cykorii, skórkę cytryny, kwiat hibiskusa, kwas cytrynowy, korzeń lukrecji (0,3%), koncentrat soków z marakui i papai. Czy tego nie jest aż za dużo?



Torebki pachną lekko owocowo, widać, jak przesypują się w nich różnokolorowe drobinki. Temperaturę parzenia determinuje biała herbata - powinno to być maksymalnie 80-90 stopni. Napar jest początkowo bardzo jasny, ale po chwili nabiera głębszego żółto-pomarańczowego koloru.




Napar pachnie owocowo, zupełnie jak te mieszanki, w których herbaty nie ma w ogóle (Teekanne ma dużo takich w swojej ofercie). Niestety po spróbowaniu okazuje się, że w smaku również tej białej herbaty brakuje - niezbyt przebija się przez tą ilość dodatków. Oczywiście, biała herbata z natury jest niezwykle delikatna, ale tutaj została stłumiona już zupełnie. Wyczuwam głównie lukrecję i granat, o agreście bym nie pomyślała, jeśli nie wymieniono by go na opakowaniu. Herbatka owocowa, za wiele wspólnego z herbatą to nie ma...

piątek, 17 sierpnia 2018

Pukka peppermint&licorice



Skusiło mnie to kolorowe opakowanie i generalnie ciekawość produktów, które kryją się pod marką pukka. To raczej ziołowe mieszanki, a to opakowanie zresztą kupiłam w aptece. O wyborze spośród wielu pięknych pudełek zadecydowało pewnie słowo sweet w opisie herbatki.



Skład pukka peppermint&licorice jest bardzo prosty - to tylko tytułowa mięta (60%) i lukrecja (40%). Nie przepadacie za miętowymi naparami? Bez obaw, lukrecja robi niezłą robotę w tym zestawieniu ;)

Każda torebka spakowana jest osobno, wydobywa się z nich bardzo ziołowy aromat - wcale nie kojarzy mi się z miętą, ale z szałwią, którą płukałam zęby, jak byłam mała (czy dzisiaj ktoś jeszcze to robi?). Gdy zaleje się torebkę wrzątkiem ten szałwiowy zapach nasila się jeszcze bardziej. Powstały napar jest brązowawo-zielony. Polecane parzenie to... nawet kwadrans! Tej torebki po prostu nie trzeba wyciągać z kubka.



Szczęśliwe herbatce daleko do ziołowego naparu, naprawdę. Jest słodka, ale dzięki obecności mięty również orzeźwiająca. To bardzo dobre połączenie dwóch smaków - taka gęsta słodycz w lekkiej otoczce. Bardzo polecam! Nie zrażajcie się, że to zioła :)

środa, 24 stycznia 2018

Loyd Yerba Mate with Fig and Grapefruit Flavouring



Jakoś ciągle nie po drodze mi z yerba mate w wersji prawdziwej, parzonej w bombilli, z suszu. Za to po raz kolejny mam do czynienia z taką torebkowaną. Dodatki do tej mieszanki zwróciły moją uwagę - figa i grejpfrut. Do tego zorientowałam się, że w popularnym dyskoncie ta sama herbatka jest sprzedawana pod nazwą innej marki (skład zgadza się co do procenta). Czy warto po nią sięgnąć?




W rzeczonym składzie znajdziecie 84% yerba mate, 5% korzenia lukrecji, 2% suszonej skórki grejpfruta, 2% suszonej figi i aromat. Torebki-piramidki pachną delikatnie cytrusowo. Zalecone parzenie to gorąca, ale nie wrząca woda przez 3-5 minut - myślę, że spokojnie można parzyć dłużej. Napar ma ciekawy, zielono-brązowawy kolor, a pachnie ziołowo, przypomina mi trochę miętę.




Jak smakuje? Nieźle, ale wydaje mi się, że zbyt delikatnie. Mimo zaleconej ilości wody i dłuższego parzenia napar jest rozwodniony. Utrzymuje się w nim ta ziołowa nuta, troszkę w kierunku naparu z mięty, odrobinkę słodko pod koniec. Czy pobudza i daje energię? Nie wiem, na mnie takie rzeczy nie działają - bez problemu zasypiam po najmocniejszej kawie :) Podsumowując, można tej yerby spróbować, ale nie trzeba. A z pewnością należy wybrać tańszą wersję, bo pod różnymi markami kryje się ta sama mieszanka.

niedziela, 24 grudnia 2017

Teekanne Hüttenzauber



Święta w moim domu to głównie relaks z zapasem dobrej herbaty i lektur (oczywiście dobre jedzenie też jest!). Tegoroczne święta upłyną nam z przywiezioną z Niemiec herbatą, która ma imitować grzane wino. Teekanne Hüttenzauber jeszcze ne jest dostępna w Polsce, a szkoda, bo naprawdę dobrze smakuje.




W tej mieszance obok hibiskusa dominuje jabłko, cynamon i skórka pomarańczowa. Nie brakuje tu również aromatu rzeczonego grzanego wina, goździków i anyżu. Za słodycz odpowiadają liście stewii. Tobreki z herbatą pachna odrobinę ziołowo i kwaskowato, ale nie ma się co zrażać!




Teekanne Hüttenzauber należy parzyć wrzątkiem przez minimum 5 minut - w praktyce z kubka nie ma co już wyciągać torebki. Kolor naparu tym razem na zdjęciach nie jest widoczny - musicie mi wierzyć, że w tym pięknym kubku z berlińskiego jarmarku bożenarodzeniowego (prezent!) jest intensywnie karminowy, wpadający w róż, napój. W smaku przede wszystkim wyczuwalny jest hibiskus, ale przyprawy i pomarańcza również. Wbrew pozorom nie jest kwaśny! Z pewnością ten napar przywodzi na myśl grzane wino, ale jest delikatniejszy, bardziej zbalansowany niż tego typu herbatki, które piłam dotychczas. Jeśli natkniecie się na ten produkt, polecam z czystym sumieniem!




Dużo herbaty, dużo czytania (książek i nie tylko), dużo spokoju - tego sobie i Wam życzę na te święta. Dla mnie wyjątkowe, bo w tym roku niepracujące. Czytającym to lekarzom i innym pracownikom ochrony zdrowia życzę dużo siły na nadchodzący czas...

sobota, 25 listopada 2017

Teekanne Kaminabend



Z krótkiego wyjazdu do Niemiec w październiku przywieźliśmy zapas żelek, czekolady i herbaty. Ze sklepowych półek wybierałam te herbaty, których nie spotkałam w Polsce, a mając w perspektywie nadchodzące miesiące, sięgnęłam po te rozgrzewające i przywołujące już nieco świąteczny klimat (święta w końcu już za miesiąc...). Dzisiaj chcę Wam pokazać Teekanne Kaminabend.




Z pomocą google.translate (akurat niemieckiego nie znam... może kiedyś?) rozszyfrowałam, że w składzie tej mieszanki oprócz rooibos znajdują się: aromat marcepanu, cynamon, stewia, cykoria i skórka pomarańczowa. Słodko-rozgrzewajace zestawienie - torebki pachną cudownie! Teekanne ma swojej ofercie sporo nie-herbacianych mieszanek o zaskakująco ciekawych smakach, ale akurat ta nie jest dostępna w Polsce... A szkoda.




Tą herbatkę oczywiście parzymy wrzątkiem i robimy to długo - nawet 8 minut. W zasadzie torebki nie trzeba wyjmować z kubka. Otrzymany napar ma intensywny karminowy kolor i pachnie jeszcze bardziej słodko niż torebki ;) Smakuje świetnie. Wszystkim znany rooibos przełamany słodkim aromatem (czy to marcepan? trudno powiedzieć) i lekko kwaśnymi nutami pomarańczy. Do tego cynamon. Naprawdę, naprawdę udane połączenie.




Ta herbata umila mi wieczór spędzony na pakowaniu. Jutro ruszam w podróż, która będzie spełnieniem mojego wielkiego marzenia! Przez najbliższe dwa tygodnie praktykuję hiszpański na karaibskiej wyspie!!!

niedziela, 30 lipca 2017

Teekanne Love


Chyba właśnie zaczyna się moja ulubiona część roku! Upały! Absolutnie uwielbiam rozpływać się w gorącym powietrzu, całą zimę marzę o tym tygodniu, może dwóch, kiedy w Polsce mamy prawdziwą Hiszpanię. Zdjęcia do dzisiejszego posta powstały jeszcze w czasie tych lipcowych dni, kiedy wieczór na balkonie można było spędzić jedynie pod kocem. Ale herbata świetnie sprawdzi się w każdej aurze.



Teekanne Love to napar z hibiskusa wzbogacony o jabłko, liście słodkich jeżyn, aromat granatu, aromat brzoskwiniowy, skoncentrowany sok z granatu. Owocowo - trochę słodko, trochę kwaśno. Każda torebka jest zapakowana oddzielnie i ma instrukcję parzenia.




W zapachu suszu hibiskus zdecydowanie dominuje. Po zaparzeniu aromat, który unosi się znad naparu, nadal należy do nuty hibiskusa, ale smak już niekoniecznie...



Po zalaniu wrzątkiem woda barwi się na piękną, karminową barwę. Po zaleconych ośmiu minutach parzenia nie ma co już wyciągać torebki. Polecam pić nieco przestudzoną.



Teekanne Love smakuje naprawdę dobrze! Orzeźwiająco, ale nie jest to kwaśna herbatka, może odrobinę pikantna? Hibiskus został przełamany wyraźnym owocowym smakiem. Któryś ze składników (granat?) sprawia, że sprawia wrażenie rozgrzewającej. Wobec tego polecam na te chłodniejsze wieczory.




wtorek, 4 kwietnia 2017

Clipper Organic Detox



Pierwsza w tym roku herbata na balkonie! Wreszcie wiosna - w Polsce, w Portugalii miałam okazję poczuć ją chwilkę wcześniej :) To, że na tą inaugurację balkonu (w tle widać, jaki tam jeszcze panuje nieporządek po zimie...) wybrałam herbatę ze słowem detox w nazwie, to zupełny przypadek, akurat po tą sięgnęłam. Daleka jestem od wszelkich oczyszczających diet i tego typu zabiegów - z medycznego punktu widzenia to jedna wielka bzdura. Promowana, bo się dobrze sprzedaje. A tej herbaty chciałam spróbować po prostu, żeby przekonać się, jak smakuje (bo internetowa fama głosi, że świetnie).




Clipper Organic detox Infusion to mieszanka bez liści herbaty. W składzie są: hibiskus, pokrzywa (23,5%), korzeń lukrecji (20%), naturalne aromaty i aloes. Papierowe, prostokątne torebki są wypełnione drobnym suszem i pachną delikatnie ziołowo.




Zalecone parzenie to oczywiście wrzątek przez około 2-3 minuty. Początkowo woda barwi się tak słabo, że przez chwilę myślałam, że sprzedano mi jakieś oszukane opakowanie ;)




Po upłynięciu odpowiedniej ilości czasu napar nabiera soczystej, karminowej barwy. Pachnie... wiśniową galaretką, naprawdę!




Smakuje delikatnie, słodkawo. Dodatki świetnie niwelują kwaskowatość hibisuksa. Mimo dużej ilości pokrzywy, wcale nie ma tu ziołowego posmaku. Polecam. Nie oczyści i nie zdziała cudów, ale jest smaczna. Myślę, że warto spróbować.


niedziela, 12 lutego 2017

Lord Nelson Yerba Mate o smaku aloesowym



Aura za oknem - luty w pełni - może przytłaczać i odbierać ochotę na cokolwiek. Yerba mate to sposób na dodanie sobie energii. Ciągle tkwię na poziomie yerby w torebkach - jeszcze nie spróbowałam takiej parzonej klasycznie, ale wcale mi to nie przeszkadza, te torebkowane są naprawdę niezłe! Dzisiaj propozycja z popularnej sieciówki - o smaku aloesowym ze skórką granatu.




W torebkach piramidkach tej mieszanki znajdziecie dokładnie: 85% yerba mate, 5% suszonego korzenia lukrecji, 3 % suszonej skórki grantu i 2% koncentratu aloesu. Susz pachnie delikatnie, słodkawo.



Bezpośrednio po zanurzeniu torebki w gorącej wodzie nabiera ona zielonkawego koloru, który po kilku minutach (polecam trzy i ani chwili więcej!) ciemnieje. Napar pachnie jeszcze bardziej słodko niż susz, bardzo przyjemnie. Mogę z czystym sumieniem polecić tą herbatę dla samego zapachu!




Smak jest zaskakująco dobry. Z dużą rezerwą podchodzę do takich wymyślnych mieszanek, to się często nie udaje, ale tym razem jest naprawdę nieźle. Wyraźny smak yerby otoczony słodkawą nutą plus obłędny zapach. Spróbujcie, nie będziecie żałować.