Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herbaciarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herbaciarnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 marca 2020

Creamy Earl Grey



Czarną herbata, którą tym razem wyciągnęłam z mojej przepastnej szafki (zapasy na lata...), pochodzi z zeszłorocznej wycieczki na Wyspy Brytyjskie. Jeden dzień wówczas spędziłam, błądząc z przyjaciółką po uroczych uliczkach Yorku. Herbaciarnia, do której trafiłyśmy, oszołomiła mnie zupełnie. Nie dość, że była niezwykle klimatyczna, była takim trochę labiryntem pełnym schodków, to niesamowicie w niej pachniało, a wybór herbat... Cóż, nie dało się kupić wszystkiego, wybór był bardzo trudny!



Ostatecznie jedną z herbat, którą kupiłam, jest Creamy Earl Grey - mimo upływu czasu z opakowania wydobywa sie ten sam zapach, w którym zakochałam się na tamtych zakupach. A jest absolutnie cudowny. Klasyczna, czarna herbata, przełamana bardzo słodkim, waniliowym aromatem. To mieszanka liści z Chin i Cejlonu z naturalnymi aromatami, płatkami bławatka i drobinkami wanilii.



Parzenie oczywiście we wrzątku, 3 minuty z opakowania są w sam raz. Napar ma głęboki, brązowy kolor i pachnie waniliowo. Smakuje świetnie - to dobra czarna herbata, złagodzona wanilią. Ale to nie jest klasyczny earl grey, słabo wyczuwam tu bergamotkę - chociaż w tym przypadku wcale mi to nie przeszkadza.



Zapachy mocno osadzają nam się w pamięci, nasz mózg jest przystosowany do tego, żeby szybko przywoływać wspomnienia związane z aromatami. Tym samym moja sympatia do tej herbaty może w dużej mierze wynikać z tych miłych konotacji ;) Nie jestem obiektywna... Ale jesli kupicie ją w tej urokliwej herbaciarni w Yorku, to na pewno będzie Wam smakować! :)

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Sekrety nocy



Nazwa sugeruje, że herbata Sekrety nocy powinna być idealna na wieczór... Cóż, nie jest wcale taka lekka w smaku i parzy się dość mocno. Ja osobiście nie mam absolutnie żadnych problemów z zasypianiem i mogę sobie na nią pozwolić... nawet o takiej późnej porze!



Sekrety nocy to zielona, chińska herbata gunpowder w akompaniamencie słodkich dodatków: rodzynek, hibiskusa, liści pandan, płatków róż i nagietka. Susz bardzo zachęca do spróbowania - pachnie słodko i kwiatowo, dość intensywnie.





Parzę tą herbatę nieco wyższą temperaturą niż ta podana na opakowaniu - 90 stopni zamiast 80. Próbuję w ten sposób wyciągnąć jak najwięcej słodyczy z dodatków do zielonej herbaty. Uzyskany napar ma dość mętny, brązowawy kolor i pachnie wytrawnie.



Wbrew pozorom mnogość dodatków nie przebija się do głównego smaku, dominuje zielona herbata w takim klasycznym wydaniu - ani śladu po goryczce! Może pod koniec smakowania przebija się nutka słodyczy. Napar ma taką ciężką teksturę. Ja taką wyrazistą herbatę bardzo lubię i smakuję ją z przyjemnością. Ale jeśli ktoś oczekiwał słodkawego, lekkiego napoju na wieczór, to ten się nie sprawdzi.

sobota, 4 listopada 2017

Oolong Finest Formosa



Oolong Finest Formosa przebył do mnie drogę aż z Tajwanu! Wydaje mi się, że dotąd nie piłam herbaty z tego regionu, tym bardziej ciekawa jest dla mnie jej degustacja.




To oolong, ale nie przypomina mi tych, które piłam dotąd. Już na pierwszy rzut oka przypomina mi pu erh. Liście mają taką charakterstyczną głęboko czerwono-brązową barwę. Pachną delikatnie -wysuszonym drewnem.






Jak parzymy? 80-95 stopni - zgodnie z informacją na opakowaniu od półtorej do czterech minut. Zdecydowanie skłaniam się ku temu, żeby parzyć tą herbatę krócej, ale za to kilkukrotnie. Woda szybko nabiera pięknej, złocistej barwy. Napar również pachnie drewnem... tyle że mokrym :)




Smak Oolong Finest Formosa, tak jak wygląd, kieruje się gdzieś w okolice pu erhów. Dla mnie bomba! Bo ten typ herbaty uwielbiam. To deliketniejszy napar, ale ziemisty, przełamany słodyczą, minimalnie oolongowo-warzywny. Bardzo, ale to bardzo przypadł mi ten smak do gustu. Trudno nie polecić! Robi wrażenie!




Drewniana podstawka pod filiżankę (lub kubek), którą widzicie na zdjęciach, to genialny MugHug. Sprawdza się zarówno na płaskiej kanapie i nierównej pościeli. Długo nosiłam się z tym, czy warto wydać dobrze ponad sto złotych na kawałek drewna, ale w żadnym wypadku nie żałuję tego zakupu (do ktorego długo się zbierałam!). Super sprawa, herbatoholikom gorąco polecam!


czwartek, 5 października 2017

Herbaciarnia u Dziwisza w Kazimierzu Dolnym



Jeśli będziecie kiedyś w Kazimierzu nad Wisłą, koniecznie zajrzyjcie do Galerii-Herbaciarni u Dziwisza. To wypełnione bibelotami miejsce ma swój niepowtarzalny urok - zachwyciło nawet mnie z moim upodobaniem do minimalizmu, tak na przekór. Więcej o tym miejscu przeczytać w świetnym poście Madame Edith.






W Herbaciarni jest sklep - zakupy, które tam zrobiłam, z pewnością się tu jeszcze pojawią :)