niedziela, 6 sierpnia 2017

Polscy pisarze dla uchodźców - NieObcy




Nie będę się rozpisywać na temat tej książki: ważniejsza jest idea jej powstania, jakość jej zawartości (wcale nie najgorsza!) to drugorzędna sprawa.

Nieobcy to zbiór tekstów polskich pisarzy, który powstał na cele charytatywne - autorzy przekazali swoje opowieści nieodpłatnie, zysk ze sprzedaży książki jest przekazywany Polskiej Akcji Humanitarnej na rzecz ofiar wojny w Syrii.

To nie są teksty wprost o uchodźcach. To rzecz o oswajaniu innego. Jeśli coś poznasz, przestaniesz się tego bać. A wojna domowa w Syrii trwa już sześć lat. Od 2011 roku tam jest piekło, w którym przyszło żyć ludziom takim jak my.




Swój egzemplarz książki otrzymałam od pani Janiny Ochojskiej, założycielki PAH http://www.pah.org.pl/

niedziela, 30 lipca 2017

Teekanne Love


Chyba właśnie zaczyna się moja ulubiona część roku! Upały! Absolutnie uwielbiam rozpływać się w gorącym powietrzu, całą zimę marzę o tym tygodniu, może dwóch, kiedy w Polsce mamy prawdziwą Hiszpanię. Zdjęcia do dzisiejszego posta powstały jeszcze w czasie tych lipcowych dni, kiedy wieczór na balkonie można było spędzić jedynie pod kocem. Ale herbata świetnie sprawdzi się w każdej aurze.



Teekanne Love to napar z hibiskusa wzbogacony o jabłko, liście słodkich jeżyn, aromat granatu, aromat brzoskwiniowy, skoncentrowany sok z granatu. Owocowo - trochę słodko, trochę kwaśno. Każda torebka jest zapakowana oddzielnie i ma instrukcję parzenia.




W zapachu suszu hibiskus zdecydowanie dominuje. Po zaparzeniu aromat, który unosi się znad naparu, nadal należy do nuty hibiskusa, ale smak już niekoniecznie...



Po zalaniu wrzątkiem woda barwi się na piękną, karminową barwę. Po zaleconych ośmiu minutach parzenia nie ma co już wyciągać torebki. Polecam pić nieco przestudzoną.



Teekanne Love smakuje naprawdę dobrze! Orzeźwiająco, ale nie jest to kwaśna herbatka, może odrobinę pikantna? Hibiskus został przełamany wyraźnym owocowym smakiem. Któryś ze składników (granat?) sprawia, że sprawia wrażenie rozgrzewającej. Wobec tego polecam na te chłodniejsze wieczory.




poniedziałek, 12 czerwca 2017

Jaume Cabre - Jaśnie Pan oraz Cień Eunucha


Idea tego posta jest na miarę szkolnej rozprawki, myślę, że sprawdziłby się również na maturze z polskiego. Raczej poziom rozszerzony, bo Cabre w kanonie podstawowych polskich lektur raczej się nie znajdzie, a szkoda! W każdym razie w ramach mojego blogowego recenzowania książek dzisiaj porównanie dwóch powieści autorstwa katalońskiego pisarza.



Chronologicznie, jeśli chodzi o czas akcji, pierwszy jest Jaśnie Pan, bo to koniec XVII wieku  - Cień Eunucha dzieje się już w wieku XX. Książka rozpoczyna się jak klasyczny kryminał czyli od trupa. Ale mniej tu dochodzenia, kto zabił, a więcej manipulacji wokół. Trup to niestety słynna śpiewaczka operowa i nie da się tej sprawy zamieść pod dywan - sprawa okazuje się politycznie bardzo niewygodna. Na najwyższych szczeblach władzy dwieście lat temu było podobnie jak teraz - duże pieniądze i prestiż kusiły i niejednokrotnie popychały ludzi do, delikatnie mówiąc, złych uczynków. Namiętności również były podobne. Warto poznać ten bardzo interesujący portret epoki, w którym pisarz serwuje nam obcowanie z niezwykle wyrazistymi bohaterami. Lektura to sama przyjemność.



Z kolei Cień Eunucha to bardziej łamigłówka i uważam, że doświadczenie wymagające większego zaangażowania. Zaczyna się na pogrzebie czyli również od śmierci. Sam zgon nie jest jednak tajemniczy, tajemnicze okazuje się życie denata. I jego przyjaciela - wokół jego wspomnień toczy się cała fabuła. W ciągu jednej kolacji, ale w bardzo intrygującej restauracji, prześledzimy całe życie Michaela. To saga rodzinna, ale w żadnym wypadku nie jest nudna, jak mogłaby sugerować ta szufladka. To saga, której wydarzenia i układ porządkują się stopniowo w miarę rozwoju akcji. Bardzo dobra gimnastyka dla umysłu, ale muszę przyznać, że smutna i opisane niepowodzenia przytłaczają.

Zarówno Jaśnie Pan i Cień Eunucha dzieją się przede wszystkim w Barcelonie (tą pierwszą czytałam właśnie tam :), jednak w odmiennych epokach i to chyba główny powód, dlaczego ta druga wydaje się być mi bliższą. Zawsze łatwiej wyobrazić sobie realia czasów mniej odległych. Ta druga historia, to niesamowite splątanie ludzkich losów z genialnym rozwiązaniem drzewa genealogicznego na koniec, to typ literatury, który uwielbiam. Układanka, której pozornie niepasujące do siebie elementy tworzą piękną, zdobioną całość. Cóż mogę powiedzieć, czytajcie Cabre. Nobel niebawem.

*

Ogromne wyrazy uznania należą się polskiej tłumaczce prozy Cabre - pani Annie Sawickiej. Te tłumaczenia to majstersztyk, biorąc pod uwagę styl pisarza - gwałtowne, ale bardzo płynne zmiany narratora, wątków, czasu i miejsca akcji, nierzadko w ciągu jednego zdania. W polskim wydani brzmi to naturalnie, jest przejrzyste i naprawdę dobrze się to czyta - nie mam wątpliwości, że to Pani zasługa!

wtorek, 6 czerwca 2017

China Milky Oolong



Zdecydowanie za rzadko kupuję herbaty oolong! Smakują naprawdę świetnie, szkoda nie próbować ich częściej. Dzisiaj China Milky Oolong jako wieczorna herbatka na balkonie.




Już po otwarciu opakowania wiem, że będzie dobrze. Grube, poskręcane listki (wyglądają trochę jak gunpowder) pachną bardzo oryginalnie - ciężko, ale z bardzo wyraźną słodką nutą. Chce się je schrupać!




Na opakowaniu tej herbaty pani w sklepie zaznaczyła mi wszystkie wskazówki, jak ją parzyć i zdecydowanie się z tym planem zgadzam (2 minuty, 80-90 stopni). Liście dają naprawdę dobry napar w tych warunkach.




Otrzymujemy jasnożółty, klarowny napój. Pachnie bardzo subtelnie, ten aromat kojarzy mi się z letnią łąką - skoszona trawa, kwitnące kwiaty... Sielsko. Nie gryzie, nie drażni, bardzo przyjemne wrażenie.




Ten kwietny aromat zdaje się zapowiadać orzeźwiający napój, ale zdecydowanie na podniebieniu rozlewa się coś bardziej wyrafinowanego. Delikatny napój na końcu zaskakuje wyrazistym, warzywnym posmakiem, śmiem twierdzić, że ma w sobie trochę z warzywnego bulionu. Ciekawe doświadczenie!



Po zaparzeniu China Milky Oolong wygląda niewinnie, ale nie dajcie się zwieść. Polecam, jeśli lubicie takie niespodzianki, super sprawa.