poniedziałek, 1 czerwca 2020

Bancha Arigato


Ta herbata najwidoczniej spędziła w mojej szafce dłuższą chwilę, bo etykieta z nazwą i zaleconym parzeniem zdążyła się już zamazać. Na szczęście udało się ustalić, że to Bancha Arigato - mieszanka chińskiej zielonej herbaty z płatkami róży i cząstkami suszonej żurawiny wzbogacona o aromat.



Dodatek aromatu jest spory - zapach z opakowania jest ta intensywny, że nie ulega wątpliwości, że odpowiada za niego sztuczny składnik. Listki herbaty są dość twarde, kruche, w formie igiełek.


Herbatę polecam parzyć klasycznie - jak zieloną - czyli w około 80-ciu stopniach przez 2-3 minuty. Uzyskany napar ma jasny, klarowny kolor i pachnie nieco drzewnie ze słodką nutą. Drugie parzenie tych samych liści daje podobny rezultat.


Herbata smakuje bardzo ciekawie, zdecydowanie wyróżnia się spośród innych mieszanek herbaty zielonej z dodatkami. Żurawina nadaje przyjemnej kwaskowatości, a płatki róży słodkiego aromatu. Napój wydaje się nieco cięższy, mocniejszy, ale nie jest gorzki. Z czystym sumieniem polecam.

sobota, 16 maja 2020

Stephanie Land - Sprzątaczka


A może zdumiała Was krytyczna sytuacja Amerykanów w obliczu pandemii koronawirusa? Jak miliony mieszkańcow w USA w ciągu tygodnia straciły pracę? Jak wiele osób zaraziło się koronawirusem i ile z tego powodu zmarło? W takim mocarstwie jak Stany Zjednoczone - jak to możliwe?


Ta z wierzchu niepozorna i wydaje się, że niezwiązana z tematem, debiutancka książka Stephanie Land odpowie Wam na te wszystkie pytania. To autobiograficzna relacja, w której autorka drobiazgowo opisuje swoje życie tak naprawdę na progu dorosłości, gdy zaczyna sama pracować na swoje utrzymanie. Dziecko z nieplanowanej ciąży i nieudanego związku sprawia, że odpowiedzialność i zobowiązania spoczywające na bohaterce tylko rosną. A Ameryka nie jest naszą przytulną Europą i bezwzględnie punktuje każde potknięcie. Wsparcie ze strony państwa jest bardzo ograniczone, podobnie z prawami pracowników. Same miejsca pracy niepewne, zmieniające się z tygodnia na tydzień. Dostęp do ochrony zdrowia - luksus, zdecydowanie nie dla wszystkich. 

Te kwestie są niejako uwarunkowane systemowo, można zapytać, co w takim razie ze wsparciem ze strony rodziny, bliskich? Nie jest to sprawa oczywista, a już na pewno nie jest to coś, co można wziąć za pewnik w tym kraju...

Amerykanie w obliczu kryzysu zachowali się tak, jak zostali nauczeni - każdy martwi się o siebie, przecież każdy jest panem swojego losu. Stąd gwałtowny wzrost bezrobocia i kryzys gospodarczy. Ochrona zdrowia dla wybranych - wobec tego tylko wybrani mają szansę wyleczyć się z koronawirusa. Koronawirus zabija częściej tych z tymi legendarnymi już chorobami współistniejącymi - zaniedbani zdrowotnie Amerykanie to najlepsi kandydaci. Kapitalizm w najczystszej postaci. Polecam tą książkę! 

wtorek, 12 maja 2020

Paweł Reszka - Mali Bogowie 2. Jak umierają Polacy


Po serii książek podróżniczych, które chociaż myślami mogą nas w tym zamknięciu zabrać gdzieś w odległe strony, mam kolejny zbiór tematycznych lektur. Ale już jakby bliżej, na miejscu. Jeśli któreś ze zjawisk, sytuacji czy wydarzeń, do których doszło w czasie pandemii, wydało Wam się niedorzeczne, niemożliwe czy trudno Wam zrozumieć, dlaczego się tak dzieje, to może któraś z książek z dzisiejszego lub kolejnych wpisów cokolwiek wyjaśni. Jakie sytuacje mam na myśli? Na pierwszy ogień trudna sytuacja ratowników medycznych i ogólnie kiepska sytuacja ochrony zdrowia w Polsce (napisałam baaaardzo delikatnie). To, że system opieki zdrowotnej jest w Polsce na dnie i nie ma u władzy polityków, których obchodzi Twoje zdrowie, Obywatelu, było wiadomo przed epidemią koronawirusa. W czasie epidemii ten kryzys się tylko pogłębia.

O tytanicznej, niedocenionej pracy ratowników medycznych już przed kilkoma laty napisał Paweł Reszka w kontynuacji Małych Bogów. Pierwsza część traktowała o lekarzach, w drugiej reportażysta zabrał nas na pierwszą linię frontu czyli pośród pracowników pogotowia i SORów. Napisał, jak jest - a jest katastrofalnie źle. W polskich warunkach niedofinansowanego systemu ludzkie życie ratują przewlekle zmęczeni ludzie, którzy są zmuszeni doraźnie rozwiązywać problemy zdrowotne tych, którym nie zapewniono normalnej, planowej opieki w poradniach czy szpitalach. Zamiast pracy ukierunkowanej na stany nagłe i rzeczywiście nie cierpiące zwłoki (wypadki, poważne urazy, zawały serca, udary) takie systemowe łatanie dziur - wyjazdy do pacjentów, którzy powinni być zaopiekowani w ambulatoriach albo do takich, którym się nudzi. Do tego ograniczona ilość sprzętu i dostępności miejsc, gdzie pacjent po zaopatrzeniu przez pogotowie powinien zostać przekazany. Taka codzienna, stała przepychanka.

Jako lekarz mogę tylko poświadczyć, że to właśnie tak wygląda. Mną ta lektura nie wstrząsnęła, ale myślę, że dla wielu osób, szczególnie tak zwanych młodych, zdrowych może okazać się niemałym szokiem. Ale na pewno skutecznie wytłumaczy, skąd konieczność desperackich zbiórek na walkę z koronawirusem - praca ludzi, którzy bezpośrednio się z tą chorobą stykają, już wcześniej była jedną wielką prowizorką bez zapewnionych godnych warunków pracy i wynagrodzenia... a co dopiero teraz?!

Kwintesencją tej żenady, do której doprowadzili rządzący, jest fakt, że Prezydent RP rapuje, zachęcając do takiej zbiórki. Tylko retorycznie zapytam, czemu robi z siebie pajaca zamiast wpłynąć na odpowiedni wybór miejsc, gdzie lokowane są pieniądze z naszych podatków? 

sobota, 2 maja 2020

Rooibos Zanzibar



Z nadejściem wiosny i cieplejszych dni (doświadczanych głównie na balkonie...) nabrałam ochoty na owocowe, orzeźwiające napoje. Z mojej przepastnej szafki wybrałam sobie zakupiony swego czasu w Szczecinie rooibos z dodatkami.



Zapach mieszanki Rooibos Zanzibar jest po prostu zniewalający, na pewno dlatego ją kupiłam. To bardzo intensywny aromat słodkich owoców, z mocnym waniliowym akcentem okraszony kwiatową nutą. Tak słodki, że aż kręci w nosie. Nie przypominam sobie drugiej takiej herbacianej mieszanki, której zapach byłby niemalże porównywalny z perfumami! W składzie oprócze rzeczonego roooibosa (zielonego) znajdziecie plasterki cytryny, czerwony i biały pieprz (!), goździki, kawałki mango, imbiru, cynamony, wanilii, kwiatki róży, kaktusa oraz aromat. Na bogato.



Ja zalewam tą herbatkę wrzątkiem i parzę dość długo (nawet 5-10 minut), żeby wyciągnąć z suszu jak najwięcej koloru i smaku. Bo niestety mimo mnogości dodatków, smak naparu nawet po długim parzeniu jest rozwodniony... To nie jest ta intensywność, której można było się spodziewać po otwarciu opakowania. Napój o kolorze miodu oczywiście ma przyjemny typowy dla rooibosa smak, bardziej orzeźwiający niż słodki, ciekawa jest też pikanteria, której dodaje pieprz, ale to wszystko baaardzo łagodne.



Dużo po tym napoju oczekiwałam, niestety dawno się tak nie rozczarowałam... Trudno mi tą mieszankę polecić, zakochałam się w zapachu, ale smak mnie nie przekonał.