niedziela, 5 maja 2019

Lady Grey



Mam takie noworoczne postanowienie (którego ciągle się trzymam, a mamy już maj!), żeby nie kupować i nie pożyczać żadnych nowych książek, dopóki nie uporam się z lekturami, które mam w domu (sterta przy łóżku, sterta pod kawowym stolikiem, pliki na kindlu, półka na audioteka.pl...). Podobne postanowienie powinnam podjąć w kwestii herbat... Szafka z herbatami w kolejce pęka w szwach, szuflada tych, które piję na bieżąco, jest pełna, a ja i tak dokupuję. Ale są mi też prezentowane :) W każdym razie na blogu mają szansę pojawiać się długo wyczekiwane egzemplarze. Dzisiejsza herbata odczekała w szafce półtora roku... Na szczęście nie straciła na walorach smakowych!



Lady Grey to klasyczna earl grey - czyli czarna herbata nasączona olejkiem z bergamotki, ale będąca mieszanką dwóch herbat o różnym pochodzeniu - wietnamskiej i cejlońskiej. Oprócz tego wzbogacona jest cząsteczkami skórki pomarańczy. Listki herbat są drobne, ciemne, poskręcane. Całość pachnie typowo dla czarnej herbaty, cytrusowy aromat jest na drugim planie.



Herbatę parzę nieco przestudzonym wrzątkiem, minimum dwie minuty - licząc na intensywny smak. Woda barwi się powoli, a zapach naparu jest delikatny, również typowy.



Lady Grey ma rzeczywiście dość mocny, gorzkawy smak, nico złagodzony cytrusową nutą. Jednak czarna herbata dominuje i to w takiej stawiającej na nogi, otrzeźwiającej wersji. Na rozbudzenie o poranku jak znalazł. Polecam, chociaż nie jest to najbardziej urzekający earl grey, którego smakowałam. Amatorom rzeczywiście cytrusowych herbat pozostaje mi jeszcze raz polecić mieszankę od Kusmi Tea.

wtorek, 16 kwietnia 2019

Filip Springer - Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach



Nie jestem znawczynią architektury, wręcz przeciwnie, zachwycam się zabytkami na wakacjach i chyba tyle. Ale z racji na to, że mieszkam w Warszawie zaraz obok słynnego pekinu o uszy obiła mi się historia jego projektanta. Oskar Hansen, bo o nim mowa, to intrygująca postać w historii polskiej architektury z racji na swoje wielkie, z różnym skutkiem zrealizowane, pomysły.

Filip Springer stworzył świetny reportaż o życiu i twórczości małżeństwa Hansenów (żona Zofia była partnerką Oskara zarówno w życiu prywatnym i zawodowym), podejmując się analizy ich najbardziej nowatorskich koncepcji czyli Formy Otwartej i Linearnego Systemu Ciągłego. Nie sądziłam, że komuś przyszło do głowy zaprojektować zabudowę całej Polski. Że ktoś tak mocno wierzył, że ludzie będą zgodnie żyć i stanowić zgodną wspólnotę sąsiadów. Geniusz czy naiwność? O tym jest ta książka - jak nowatorskie idee sprawdziły się w rzeczywistości.

Osiedle na Przyczółku Grochowskim trzeba koniecznie zobaczyć. Polecam na wiosenny spacer. Filip Springer jakiś czas tam mieszkał!

niedziela, 7 kwietnia 2019

Owocowa laguna



Marzec był dla mnie tak wyczerpujący psychicznie, że nie pojawiłam się tutaj ani razu. Może w kwietniu uda się odrobić tą nieobecność - dzisiaj zapraszam na herbatę. Zieloną - zielona jest dobra na wszystko :)



Owocowa laguna zawiera baaardzo dużo dodatków. Susz pachnie słodko i przeplata się w nim wiele kolorów. W składzie obok senchy znajdują się: kwiat słonecznika, żurawina, liofilizowane truskawka i malina, a także melon i aromat.



Skoro to zielona herbata, prosi się o zaparzenie w jakichś osiemdziesięciu stopniach, ale jeśli są w niej owoce, wybieram trochę wyższą temperaturę. Po zalaniu suszu powstaje taka zupka z tych dodatków :) Sam napar ma pięknym złoty kolor i zachowuje zapach owoców.





Owocowa laguna smakuje świetnie. Łagodna zielona herbata okraszona owocami, wyczuwalna jest też kwiatowa nuta słonecznika. Zdecydowanie spełnia moje oczekiwania - polecam!

czwartek, 28 lutego 2019

Isabel Allende - W samym środku zimy



Słońce w ostatnich dniach sprawiło, że z nadzieją wypatrujemy już wiosny, ale jeszcze chwilę zatrzymam Was W samym środku zimy - w całkowicie zasypanym śniegiem Nowym Jorku. W takich okolicznościach rozgrywa się akcja najnowszej książki autorstwa Isabel Allende, której twórczość poznałam w oryginale, czytając jakiś czas temu Japońskiego kochanka.



Allende zbiera w mieście, które nigdy nie śpi, w jednym mieszkaniu trzy osoby o bardzo pokrętnych życiorysach, które połączyły... zwłoki. Zwłok trzeba się pozbyć i to stanowi oś powieści. Historia baaardzo naciągana i tak mało prawdopodobna, że mnie to bardzo drażniło, ale na szczęście bohaterowie uratowali tą książkę! Pomijając wydarzenia, w których uczestniczyli, zostali sportretowani w intrygujący sposób, autorka obdarzyła ich ciekawymi cechami, doświadczyła przez życie i naprawdę chciałam ich poznawać bliżej z kolejnymi stronami. Szczególnie że rodziła się między nimi niepowtarzalne więź. Sporo tu wątków związanych z emigracją, rozłąką z rodziną, wyobcowaniem, samotnością. Trudne sprawy, a jakże aktualne w dzisiejszym świecie!

Podsumowując, to bardzo dobrze napisana słaba historia z dobrymi bohaterami. Ale czyta się naprawdę dobrze, wciąga i pozostaje mi ją polecić jako lekką lekturę. Może na podróż? Na wakacje?