niedziela, 10 listopada 2019

Lov Organic Rooibos Amande



Puszki z herbatami Lov Organic są po prostu przepiękne, trudno oderwać od nich wzrok w sklepie. Błyszczące z metalowym zamknięciem - miło trzyma się je w rękach. W czasach, kiedy zorientowaliśmy się, że jednorazowość nie powinna nam towarzyszyć, o to chyba właśnie chodzi - żeby ta puszka po herbacie była taka poręczna i przyjemna dla oka, żebyśmy nie wyrzucili jej do śmietnika, ale zachowali i używali - na kolejne herbaty!



Nie pamiętam dokładnie, jak kupowałam tą konkretnie mieszankę (obstawiam, że na lotnisku... niestety ciągle sporo latam...), ale sądzę, że do jej zakupu przekonał mnie zapach - podejrzewam, że w tamtym sklepie musiały być wystawione próbki herbat. Ten Rooibos pachnie po prostu obłędnie, to, co wydobywa się z opakowania przy każdym otwarciu, a szczególnie pierwszym, to jakiś obłęd. Ten aromat jest słodki jak landrynki! Sam susz jest bardzo drobny, w strukturze takie sianko o twardych drobinkach. Skład jest bardzo prosty - rooibos i naturalny aromat migdałów, nic więcej.



Zalecane parzenie to 90 stopni, przyznaję, że ja zlewam ten susz wrzątkiem i parzę minimum pięć minut. Napar traci już tak słodki aromat, wówczas staje się już zdecydowanie bardziej migdałowy. Woda nabiera głębokiego, czerwonawego koloru.



W smaku to zdecydowanie bardziej wytrawny, nieznacznie słodkawy napój o wyraźnym posmaku migdałów. Wyjątkowy, bardzo polecam!

wtorek, 5 listopada 2019

Natalia Fiedorczuk - Jak pokochać centra handlowe



Nie wiem, czy to dobrze, że do depresyjnego listopada dokładam depresyjną książkę, ale cóż. Life is life, a to bardzo ważna i potrzebna książką, jakkolwiek smutna by nie była. Jak pokochać centra handlowe nie bez powodu została nagrodzona w 2016 roku Paszportem Polityki.

Natalia Fiedorczuk przygotowała bardzo wnikliwe studium codzienności świeżo upieczonej matki, wcześniej ciężarnej. Takiej matki-Polki naszych czasów. Stabilizacji finansowej niewiele, wsparcia ze strony partnera też za bardzo nie widać, a macierzyństwo okazuje się niespodziewanym, wielkim, przytłaczającym wyzwaniem. Kliniczna depresja czai się tuż za rogiem.

Autorka, opisując te na pozór najzwyklejsze kroki młodej kobiety w nowej życiowej roli, obnaża wszystkie systemowe problemy, które napotykają dziewczyny z brzuszkami, a potem wózkami. Pięćset plus tej codziennej udręki nie wynagrodzi. Potrzeba mądrych, wspierających partnerów. Rozsądnej rodziny. Dobrych rozwiązań w prawie pracy. Udogodnień w infrastrukturze. Tytułowe centrum handlowe, świątynia konsumpcjonizmu, staje się paradoksalnie schronieniem. Tak być nie powinno. 

Nie wiem, czy młode matki powinny to czytać. Chyba na każdej stronie pozostaje im stwierdzenie, że też tak mają. Ja przykładowo nie czytam książek o problemach młodych lekarzy, skoro mam to na co dzień. Ale nie mam wątpliwości, że to książka dla partnerów tych kobiet, ich rodzin, przyjaciół, pracodawców, decydentów - wszystkich, którzy kształtują ich rzeczywistość. Otwórzcie oczy, bo te dziewczyny są zbyt zmęczone, żeby głośno mówić, jak im NIE pomagacie.

piątek, 1 listopada 2019

Sam Quinones - Dreamland. Opiatowa epidemia w USA



Bardzo długo zbierałam się do napisania postu na temat tej książki - nie miałam zupełnie pomysłu, jak ją ugryźć. Jestem przekonana, że to świetny i wartościowy reportaż. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że duże znaczenie w moim odbiorze tej lektury ma fakt, że jestem lekarzem i sama dysponuję w szpitalu opioidowymi lekami przeciwbólowymi. Siłą rzeczy wiem o nich więcej, znam też polskie regulacje obrotem tymi środkami. Nie wiem tylko, czy przez to powinnam być mniej czy bardziej zaskoczona sytuacją, do jakiej doprowadzono w USA?



Dreamland. Opiatowa epidemia w USA to rzeczowa opowieść o tym, jak lekkomyślnie przepisywane opiaty, na często błahe dolegliwości bólowe, doprowadziły do epidemii uzależnień od narkotyków w Stanach Zjednoczonych. Wcale nie mówimy o jakichś zamierzchłych czasach - to ostatnie dekady. To się dzieje teraz. Poznajemy perspektywę chyba wszystkich uczestników tego procederu i wszystkich, którzy zostali w jakiś sposób tą sytuacją dotknięci. Są tu relacje lekarzy, dilerów narkotyków, uzależnionych pacjentów, ich rodzin, pracowników społecznych, policjantów, etc. Od tabletki na skręconą kostkę do zastrzyków z heroiny - okazuje się, że droga jest dość prosta... Sprzyja temu system opieki zdrowotnej i społecznej w Ameryce Północnej i oczywiście narkobiznes ma w tym ogromny interes.

Jak to wszystko się wydarzyło? Zachęcam do lektury! Ku przestrodze, dla namysłu. Nie przestanę przepisywać tych leków, nie powiem też, że nikt nie powinien ich przyjmować - jednak w tym wypadku konieczna jest szczególna ostrożność. Lektura Dreamland to potwierdza.

niedziela, 15 września 2019

Natjun Oolong Milk



Mam szczęście do herbat oolong - na żadnej się jeszcze nie zawiodłam, każda, która do mnie trafiła, smakowała mi znakomicie, tak jest też tym razem. Marki firmującej dzisiejsza herbatę nie znałam wcześniej. Szybki przegląd ich strony internetowej dowodzi, że zajmują się sprowadzaniem do Polski różnych, starannie wybranych produktów, nie tylko herbaty.





Herbata została szczegółowo opisana na opakowaniu - pochodzi z rejonu Anxi w chińskiej prowincji Fujian. Jej listki są skręcone w małe kuleczki, co przypomina mi zielone herbaty gunpowder, ale kolor suszu jest zdecydowanie ciemniejszy. Zapach wydobywający się z saszetki jest bardzo charakterystyczny - w moim odczuciu taki śmietankowo-owocowy.



Zalecone parzenie to 80-90 stopni przez 3-5 minut i zdecydowanie potwierdzam, że w ten sposób uzyskuje się świetny napar. Polecam zaparzyć te same liście 2-3 razy. Woda nabiera koloru bardzo leniwie, uzyskany napój klarowny, zielonkawo-brązowy kolor, a pachnie bardzo kwiatowo.



Nie bez powodu ta herbata nazywana jest mlecznym oolongiem - w smaku wyczuwalne jest takie śmietankowo-jogurtowe zabarwienie. Poza tym jest przyjemnie kwiatowa. Zero goryczy. Niebo na podniebieniu :)