sobota, 29 sierpnia 2020

Hanya Yanagihara - Małe życie


 Pamiętam czas po premierze tej książki, kiedy była na absolutnym topie i zdjęcie te okładki przewijało się przez wszystkie media społecznościowe. Wzbudzała wiele emocji. Dostałam ją wówczas w prezencie, ale lekturę odłożyłam sobie na później.

Nie wiedzieć czemu, ale miałam przeświadczenie, że to będzie historia równolegle traktująca o wszystkich czterech jej bohaterach. Dłuższą chwilę wyczekiwałam na pojawienie się wątków skupionych na pozostałej trójce, zanim uświadomiłam sobie, że głównym bohaterem jest tylko jeden z grupy przyjaciół i to już o nim będzie cała powieść. W sumie jego jedno życie zawierało w sobie tyle, że wypełnia ten przepastny tom po brzegi... Wobec tego jeśli jeszcze nie znacie Małego życia, to uprzedzam, że wbrew tytułowi jest ono wprost ogromne. Wypełnione bezkresnym cierpieniem i ciągłymi próbami odcięcia się od okropnej przeszłości. Czy można od niej uciec? Pytanie retoryczne.

Dużo tu Nowego Jorku, dużo pięknej Ameryki, amerykańskiego snu. Sukces przelewający się przez piękne mieszkania, drogie restauracje i sklepy. Głównie chyba dla kontrastu ze zranioną duszą Juda.

Mam nieodparte wrażenie, że Małe życie powinno było wyjść w tym roku. W sam raz na czas pandemii, której końca nie widać... Z drugiej strony nie wiem, czy nie wpędziłaby nas teraz w jeszcze większą depresję... Podsumowując - bezgranicznie smutne. Skłania do refleksji, każe się rozejrzeć wokół siebie i docenić to co mamy - niematerialnego. Ale jeśli jesteście w złej kondycji psychicznej, trzymajcie się z daleka, ta książka nie podniesie Was na duchu, bo jest po prostu druzgocąca.

czwartek, 13 sierpnia 2020

Hawajska plaża


Pierwszy dzień urlopu wydaje się idealny, żeby po długiej przerwie wrzucić coś na bloga. Wielkich wakacji nie będzie - taki rok. Na rozbudzenie wyobraźni i marzeń o wyjazdach w nieokreślonej przyszłości polecam herbatą Hawajaska plaża


Mimo skrupulatnego przeszukania czeluści Internetu, nie znalazłam dokładnego składu tej mieszanki. Nie mam wątpliwości, że jest na bazie czarnej herbaty (assam?), a pośród dodatków są kawałki suszonej cytryny, chyba żurawiny, kandyzowane owoce, płatki nagietka i trawa cytrynowa. Susz pachnie bardzo owocowo.


Parzę tą herbatę wrzątkiem, woda zyskuje piękny, czerwonawy kolor. Owocowy aromat jest dość intensywny, a ilość dodatków sprawia, że sama czarna herbata jest słabo wyczuwalna... trochę jakby to był rooibos! Orzeźwiająca, na upał.


poniedziałek, 1 czerwca 2020

Bancha Arigato


Ta herbata najwidoczniej spędziła w mojej szafce dłuższą chwilę, bo etykieta z nazwą i zaleconym parzeniem zdążyła się już zamazać. Na szczęście udało się ustalić, że to Bancha Arigato - mieszanka chińskiej zielonej herbaty z płatkami róży i cząstkami suszonej żurawiny wzbogacona o aromat.



Dodatek aromatu jest spory - zapach z opakowania jest ta intensywny, że nie ulega wątpliwości, że odpowiada za niego sztuczny składnik. Listki herbaty są dość twarde, kruche, w formie igiełek.


Herbatę polecam parzyć klasycznie - jak zieloną - czyli w około 80-ciu stopniach przez 2-3 minuty. Uzyskany napar ma jasny, klarowny kolor i pachnie nieco drzewnie ze słodką nutą. Drugie parzenie tych samych liści daje podobny rezultat.


Herbata smakuje bardzo ciekawie, zdecydowanie wyróżnia się spośród innych mieszanek herbaty zielonej z dodatkami. Żurawina nadaje przyjemnej kwaskowatości, a płatki róży słodkiego aromatu. Napój wydaje się nieco cięższy, mocniejszy, ale nie jest gorzki. Z czystym sumieniem polecam.

sobota, 16 maja 2020

Stephanie Land - Sprzątaczka


A może zdumiała Was krytyczna sytuacja Amerykanów w obliczu pandemii koronawirusa? Jak miliony mieszkańcow w USA w ciągu tygodnia straciły pracę? Jak wiele osób zaraziło się koronawirusem i ile z tego powodu zmarło? W takim mocarstwie jak Stany Zjednoczone - jak to możliwe?


Ta z wierzchu niepozorna i wydaje się, że niezwiązana z tematem, debiutancka książka Stephanie Land odpowie Wam na te wszystkie pytania. To autobiograficzna relacja, w której autorka drobiazgowo opisuje swoje życie tak naprawdę na progu dorosłości, gdy zaczyna sama pracować na swoje utrzymanie. Dziecko z nieplanowanej ciąży i nieudanego związku sprawia, że odpowiedzialność i zobowiązania spoczywające na bohaterce tylko rosną. A Ameryka nie jest naszą przytulną Europą i bezwzględnie punktuje każde potknięcie. Wsparcie ze strony państwa jest bardzo ograniczone, podobnie z prawami pracowników. Same miejsca pracy niepewne, zmieniające się z tygodnia na tydzień. Dostęp do ochrony zdrowia - luksus, zdecydowanie nie dla wszystkich. 

Te kwestie są niejako uwarunkowane systemowo, można zapytać, co w takim razie ze wsparciem ze strony rodziny, bliskich? Nie jest to sprawa oczywista, a już na pewno nie jest to coś, co można wziąć za pewnik w tym kraju...

Amerykanie w obliczu kryzysu zachowali się tak, jak zostali nauczeni - każdy martwi się o siebie, przecież każdy jest panem swojego losu. Stąd gwałtowny wzrost bezrobocia i kryzys gospodarczy. Ochrona zdrowia dla wybranych - wobec tego tylko wybrani mają szansę wyleczyć się z koronawirusa. Koronawirus zabija częściej tych z tymi legendarnymi już chorobami współistniejącymi - zaniedbani zdrowotnie Amerykanie to najlepsi kandydaci. Kapitalizm w najczystszej postaci. Polecam tą książkę!