Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne przyjemności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inne przyjemności. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 stycznia 2018

Rafał Przybylok - Czajnikowy



Wielkie otwarcie na blogu w Nowym Roku - na początek wielka książka! Czajnikowy Rafała Przybyloka to bezdyskusyjnie dotąd najlepsza polska książka traktująca o herbacie i kulturze herbacianej. Bez dwóch zdań to obowiązkowa pozycja dla każdej osoby, dla której herbata to chociaż odrobinę więcej niż jeden z wielu napojów.




1. Jeśli dopiero rozpoczynasz herbacianą przygodę, rozglądasz się po sklepowych półkach w poszukiwaniu nowych smaków i nieśmiało zaczynasz szukać informacji na temat pochodzenia herbaty oraz jak ją parzyć - ta książka jest dla Ciebie. Wprowadzi Cię do tego fascynującego świata.
2. Jeśli jesteś już krok dalej, testujesz nowe smaki, przekonujesz się, co Ci smakuje, starasz się dowiadywać o herbacie coraz więcej - ta książka jest dla Ciebie. Odpowiednio Cię pokieruje i odpowie na wiele pytań.
3. Jeśli doskonale już wiesz, o co chodzi w tym herbacianym szaleństwie (ja jestem gdzieś tutaj), ciągle próbujesz nowych rzeczy, ale już ukierunkowujesz się na określone rodzaje herbat, sporo już o herbacie wiesz i możesz powiedzieć, że to Twoja pasja - ta książka jest dla Ciebie. Świetnie porządkuje i uzupełnia wiedzę, a jej czytanie (i oglądanie świetnych zdjęć!) to dla herbaciarza ogromna frajda.




A jeśli herbata to całe Twoje życie i zajmujesz się tylko i wyłącznie tą tematyką, a w domu masz wszystkie herbaciane publikacje świata - to również potrzebujesz tej książki, bo nie może jej zabraknąć na Twojej półce (nawet jeśli wiesz wszystko, co tam zostało napisane :)




Czajnikowy w stu procentach spełnił moje oczekiwania. To świetny herbaciany podręcznik, który gorąco polecam!

sobota, 4 listopada 2017

Oolong Finest Formosa



Oolong Finest Formosa przebył do mnie drogę aż z Tajwanu! Wydaje mi się, że dotąd nie piłam herbaty z tego regionu, tym bardziej ciekawa jest dla mnie jej degustacja.




To oolong, ale nie przypomina mi tych, które piłam dotąd. Już na pierwszy rzut oka przypomina mi pu erh. Liście mają taką charakterstyczną głęboko czerwono-brązową barwę. Pachną delikatnie -wysuszonym drewnem.






Jak parzymy? 80-95 stopni - zgodnie z informacją na opakowaniu od półtorej do czterech minut. Zdecydowanie skłaniam się ku temu, żeby parzyć tą herbatę krócej, ale za to kilkukrotnie. Woda szybko nabiera pięknej, złocistej barwy. Napar również pachnie drewnem... tyle że mokrym :)




Smak Oolong Finest Formosa, tak jak wygląd, kieruje się gdzieś w okolice pu erhów. Dla mnie bomba! Bo ten typ herbaty uwielbiam. To deliketniejszy napar, ale ziemisty, przełamany słodyczą, minimalnie oolongowo-warzywny. Bardzo, ale to bardzo przypadł mi ten smak do gustu. Trudno nie polecić! Robi wrażenie!




Drewniana podstawka pod filiżankę (lub kubek), którą widzicie na zdjęciach, to genialny MugHug. Sprawdza się zarówno na płaskiej kanapie i nierównej pościeli. Długo nosiłam się z tym, czy warto wydać dobrze ponad sto złotych na kawałek drewna, ale w żadnym wypadku nie żałuję tego zakupu (do ktorego długo się zbierałam!). Super sprawa, herbatoholikom gorąco polecam!


czwartek, 5 października 2017

Herbaciarnia u Dziwisza w Kazimierzu Dolnym



Jeśli będziecie kiedyś w Kazimierzu nad Wisłą, koniecznie zajrzyjcie do Galerii-Herbaciarni u Dziwisza. To wypełnione bibelotami miejsce ma swój niepowtarzalny urok - zachwyciło nawet mnie z moim upodobaniem do minimalizmu, tak na przekór. Więcej o tym miejscu przeczytać w świetnym poście Madame Edith.






W Herbaciarni jest sklep - zakupy, które tam zrobiłam, z pewnością się tu jeszcze pojawią :)


wtorek, 23 czerwca 2015

Kolejna Wystawa Kaktusów w Warszawie



Wyprawa na czerwcową Wystawę Kaktusów w szklarniach Ogrodu Botanicznego w Warszawie stała się moją tradycją. Po raz kolejny wzięłam udział w tym wydarzeniu, takim małym święcie kaktusiarzy. Zapraszam na krótką fotorelację - jeśli porównacie z tą sprzed roku, zauważycie, że wystawcy ciągle ci sami, a i tak uważam, że warto tam wracać :)










Oczywiście nie ma lepszej okazji niż Wystawa na zakupy nowych kaktusów (i innych sukulentów). W tym roku wróciły ze mną do domu te ze zdjęcia poniżej :) Pokazywałam je już też na moim instagramie, na którego serdecznie zapraszam.




Od kilku lat jestem na Wystawie Kaktusów co roku, ale w szklarniach Ogrodu Botanicznego bywam jeszcze częściej - bardzo lubię to miejsce. Na ostatnim zdjęciu kwiat jaśminu - popularny herbaciany dodatek.




środa, 29 kwietnia 2015

Herbata na świecie: Egipt (Półwysep Synaj)



Wyruszając na urlop na Półwysep Synaj, nawet nie przyszło mi na myśl, że ta wycieczka będzie bogata w jakiekolwiek herbaciane doświadczenia. W tym względzie raczej zastanawiałam się, czy w hotelu będzie dostępna jakakolwiek (!) herbata i czy do każdego posiłku czy tylko do śniadania (doświadczenie z hiszpańskich hoteli, gdzie smakowałam najpodlejszych naparów w życiu i do tego dostępnych tylko rano). Jakże miło zaskoczył mnie Egipt! Może są to bardziej okołoherbaciane dobra, a niekoniecznie herbata sensu stricte, ale z tej podróży przywiozłam naprawdę sporo wspaniałych produktów.




Wszystkie herbaty, które oglądałam na egipskich straganach, były mieszankami czarnej herbaty z silnymi owocowymi aromatami. Egipcjanie szczególnie upodobali sobie mango oraz banana i tą drugą mieszankę zabrałam ze sobą do Polski. Szeroko dostępny okazał się również hibiskus. Klasyczny składnik owocowych naparów występuje tam w bardzo pięknej formie - naprawdę dużych płatków o intensywnej barwie (co ciekawe, polecany do picia na zimno). Równie popularna jest mięta, zarówno parzona samodzielnie i jako dodatek. Do wzbogacania herbacianych naparów świetnie nadaje się również trawa cytrynowa - zapach tej przywiezionej z Egiptu jest oszałamiający, śmiem twierdzić, że ta, którą już wcześniej spotykałam w herbacianych mieszankach, nawet się do niej nie umywa. Niebo a ziemia.




To wszystko, co opisałam powyżej, nie było dla mnie oczywiście żadną nowością. Nowe i egzotyczne okazało się parzenie kozieradki - nie spotkałam się z tym nigdy wcześniej. Poznałam również sekret herbaty parzonej w tak zwany sposób beduiński - to habak. Jego inna nazwa to też mięta biblijna, chociaż spotkałam się też z opinią, że bliżej mu do bazylii. W każdym razie dodany do czarnej herbaty nadaje jej niepowtarzalnego charakteru.

Herbaty beduińskiej próbowałam po raz pierwszy w wiosce Beduinów na pustyni (prawdziwej? zaaranżowanej? Na pewno utrzymującej się z turystów). Wówczas wydawało mi się, że jest w niej coś w rodzaju anyżu. Jaki smak uzyskałam już w domu oraz jak sprawdziły się pozostałe pamiątki z wakacji - to tematy na kolejne posty. Śledźcie mojego bloga uważnie ;)




A we wspomnianym na początku hotelu herbata w torebkach była dostępna cały czas: do każdego posiłku oraz w barze. Oprócz całkiem znośnej czarnej i zielonej, można było również sięgnąć po hibiskus, rumianek, miętę czy anyż, który mylnie posądzałam o obecność w beduińskich naparach.




Czy macie jakieś herbaciane doświadczenia z Egiptu? A może z innych krajów arabskich? Bardzo chętnie o nich poczytam i skonfrontuję z tym, czego doświadczyłam :)

środa, 25 marca 2015

Tłumaczenia książek z języka polskiego i na język polski - statystyki

Statystyki ze zdjęć, które Wam dzisiaj pokazuję, ukazały się w Gazecie Wyborczej już dobrych kilka miesięcy temu, ale pewnie nie zmieniły się istotnie od tamtego czasu ;) Warto się nad nimi pochylić. W dobie Internetu wydaje nam się, że posiadamy nieograniczony dostęp do wszystkich informacji. Jednak jeśli chodzi o literaturę, mamy szansę poznawać ją tylko wybiórczo. Każdy kolejny język obcy, który opanujemy, poszerza nasze czytelnicze możliwości. Mimo to z pewnością wiele arcydzieł literatury z najdalszych zakątków świata pozostanie na zawsze poza naszym zasięgiem...






Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata - cytat z Wittgensteina w kontekście tych wykresów trafia w same sedno. Niezwykle dosłownie.

czwartek, 1 stycznia 2015

Richmont Black Chili Chocolate | Czytelnicze podsumowanie 2014 roku



Nowy Rok na blogu rozpoczynam pikantnie, kolejną propozycją od marki Richmont, przy której wspominam lektury, które towarzyszyły mi przez ostatnie dwanaście miesięcy. Ale zaczynam od herbaty. Black Chili Chocolate brzmi naprawdę interesująco i w smaku jest równie nietuzinkowe.




W skład tej mieszanki wchodzą czarne herbaty ze Sri Lanki oraz Południowych Indii, wiórki kokosowe, drobinki białej czekolady, drobinki kakao oraz czerwony pieprz (rzeczonego chili nie ma). Susz pachnie słodko, kakaowo. Herbatę należy zaparzać wodą o temperaturze 100 stopni przez około 5 minut.

Bezpośrednio po zalaniu torebki wodą znad dzbanka unosi się intensywny zapach czekolady, taki specyficzny, kojarzący mi się wprost z czekoladą do picia. Dopiero po dłuższej chwili pojawia się herbaciany aromat. Napar nabiera głębokiego, brązowego koloru, załamanego czerwoną barwą.




Że Rochmont Black Chili Chocolate smakuje oryginalnie, to mało powiedziane. Na początku słodkawo, potem wyraźnie gorzkawo, a po przełknięciu pozostawia na języku niezwykle pikantną nutę. Muszę powiedzieć, że to doświadczenie ma zupełnie inny wymiar w zależności od tego, czy pijemy herbatę gorącą czy po przestudzeniu. Warto spróbować jej w różnych temperaturach. Niewątpliwie warto sięgnąć do tej mieszanki! Aczkolwiek przyznaję, że mimo iż jestem amatorką pikantnych smaków, nie byłam w stanie wypić kilku kolejnych filiżanek tej herbaty. Jedna filiżanka na jedną degustację jest w sam raz :)




Czytelnicze podsumowanie 2014 roku

Mimo ogromu pracy i nauki, które zdominowały mój ostatni rok, udało mi się znaleźć tyle wolnego czasu, żeby w sumie przeczytać dokładnie siedemdziesiąt książek. Spośród nich wybrałam kilka, które były absolutnie najlepsze i szczególnie chciałabym je Wam polecić. Życzę sobie w Nowym Roku 2015, który będzie jeszcze bardziej zajmujący od poprzedniego, czasu na kolejne kilkadziesiąt książek z mojej przepastnej listy do przeczytania! So many (great) books, so little time...




Niekwestionowanym faworytem jeśli chodzi o powieści, w 2014 roku był dla mnie Wszechświat kontra Alex Woods Gavina Extence`a. Piękna, błyskotliwa książka o rzeczach naprawdę ważnych. Świeże spojrzenie na sprawy ostateczne. Genialna. Jednocześnie śmiem twierdzić, że to coś dla naprawdę dojrzałych czytelników, chociaż z pozoru jest odwrotnie - ma oswajać z tematem śmierci młodych odbiorców. Ale według mnie dopiero pewien bagaż bolesnych doświadczeń pozwala czerpać z tej książki w pełni. Lektura, przy której co chwila głośno się śmiałam, jest w istocie przejmująco smutna. Za takie emocje kocham literaturę piękną.

Na skrajnych emocjach grają również i są warte uwagi Łaskawe Jonathana Littella. Równie poruszające było 2666 Roberta Bolano. Zachwyciło mnie przeczytane w oryginale Na wschód od Edenu Johna Steinbecka, a za genialną podróż w czasie i przestrzeni uznałam Wszystko, co lśni Eleanor Catton. Na polskim podwórku najlepszą powieścią okazały się według mnie Ości Ignacego Karpowicza.

Mam za sobą lekturę garstki kryminałów, spośród których najbardziej wyróżniające się były te napisane przez J.K. Rowling pod pseudonimem Robert Galbraith czyli Wołanie kukułki oraz Jedwabnik.

Na koniec reportaż. Do znudzenia powtarzam, że Swietłana Aleksijewicz wielką reportażystką jest, parafrazując Gombrowicza. W 2014 roku udowodniła to dwoma tekstami: Czarnobylską modlitwą oraz Czasami secondhand. Jestem również pełna uznania dla niesamowitej pracy Filipa Springera, którego Wannę z kolumnadą przeczytałam zdumiona w ciągu jednego wieczora, a Miedzianka pochłonęła mnie niczym najlepszy skandynawski dreszczowiec.

Dla przypomnienia, tak wspominałam książkowy rok 2013.




Na przekór rzeszy blogerów, którzy przytaczają przepastne, ale zupełnie nic nie wnoszące statystyki swojego czytelnictwa, podam tutaj tylko jedną ważną dla mnie liczbę. Niemal 25 tysiący razy wyświetliliście w zeszłym roku mojego bloga, za co ogromnie dziękuję i jest to dla mnie powodem do dumy. Dziękuję wiernym czytelnikom za Waszą obecność tutaj, bez Was prowadzenie tego miejsca nie miałoby przecież sensu! Życzę Wam wspaniałego roku, pełnego szczęścia i sukcesów, samych trafionych lektur i smacznych herbat!

wtorek, 9 grudnia 2014

Dilmah Toffee Banana



Bardzo źle znoszę krótkie, szare dni, dlatego staram się na każdy możliwy sposób poprawiać sobie humor. Oczywiście najlepsze są słodycze, ale one nie wybaczają - dlatego szukam słodkości, które niosą ze sobą mniej kalorii niż czekolada. Dzisiaj prezentuję Wam kolejną słodką herbatę: Dilmah Toffee Banana.




W składzie tej mieszanki znajdziecie: czarną herbatę cejlońską (liść BOPF) oraz aromaty karmelu (3,5%) i banana (1,9%). Torebki pachną zdecydowanie bananowo i oczywiście są szczelnie zapakowane.




A z takich mniej kalorycznych ciast polecam Wam chlebek bananowy. Przygotowuję go według tego przepisu autorstwa jednej z najlepszych blogerek w Polsce :)




Po zalaniu torebki wrzątkiem pojawia się ten drugi aromat - karmelu. Jest bardzo przyjemny, łagodny. Herbata nabiera klasycznego, głębokiego brązowego koloru. Jak smakuje? Bardzo dobrze. Czarna herbata świetnie skomponowana z karmelowo-bananową nutą. Z akompaniamentem bananowych wypieków - genialna :)


poniedziałek, 3 listopada 2014

10 najlepszych Ślubnych Herbat - podsumowanie

Sądzę, że po czternastu miesiącach degustacji herbat, które otrzymaliśmy z okazji ślubu, winna jestem sobie, naszym ślubnym gościom i wszystkim czytelnikom bloga podsumowanie. Kilka słów na koniec tej podróży, garść refleksji. I kolejny raz podziękowania ;)

Z każdą otwartą paczką herbaty, utwierdzałam się w przekonaniu, że był to genialny pomysł, a nasi goście spisali się na medal. Doświadczyliśmy wielu nowych smaków, przypomnieliśmy sobie te znane i lubiane. Dało nam to mnóstwo radości! Przy okazji powstał ten blog. DZIĘKUJEMY! Raz jeszcze.

Przeczytałam i obejrzałam wszystkie posty spod etykiety ślubna (było ich niemal 100!) i postanowiłam wybrać te herbaty, które były najlepsze. Określić jednej naj nie udało mi się. Streściłam się w dziesięciu (chociaż i tak było trudno!). Wybrałam przede wszystkim te, których smaki były zaskakujące albo klasycznie genialne. Jeśli po lekturze mojego bloga nabierzecie ochoty na poznanie jakiejś nowej mieszanki, zacznijcie od którejś z poniższych. Zapewniam, że warto!

W zupełnie przypadkowej kolejności, najlepsze Ślubne Herbaty to:

1. Dilmah Earl Grey



Najlepszy earl grey, spośród wszystkich, które do tej miałam okazję spróbować! Więcej o tej herbacie tutaj.


2. After five



Jak czekoladki o tej samej nazwie! Herbata After Five łączy w sobie moc czarnej herbaty, orzeźwiający posmak mięty i słodycz czekolady.


3. Serce Afryki



O kenijskiej herbacie, która zaskoczyła mnie niebanalnym smakiem pisałam tu.


4. Zielona pigwa-imbir



Skład tej mieszanki nie do końca zgadzał się z nazwą, ale doświadczenia z jej degustacji były niepowtarzalne. Było pikantnie!.


5. Zielona Aloevera



Inna zielona herbata o zdecydowanie łagodniejszym, aksamitnie gładkim smaku. Raj dla podniebienia.


6. Pu Erh Mango - Maracuja



Ciężki, charakterystyczny pu erh. Tylko dla koneserów. Polecałam tutaj.


7. Dilmah Springtime Fragrant Oolong



Jedyna herbata z gatunku oolong, która znalazła się wśród prezentów, zwaliła mnie swoim smakiem z nóg. Poezja.


8. Dilmah Italian Almond



I jeszcze jedna herbata marki Dilmah - Italian Almond. Zupełnie inna od wszystkich znanych mi herbat aromatyzowanych.


9. Big Active Yerba mate Kakao i Wanilia



Ta mieszanka to dla mnie niezwykle udany początek przygody z yerba mate.


10. Kwiat miłości



A na koniec herbata, która równie pięknie wygląda, co smakuje. Do obejrzenia tutaj.


*

Chcesz podarować komuś herbatę? Kilka rad ode mnie w tym poście :)