środa, 26 listopada 2014

Loyd Yerba Mate with Mint, Lemongrass and Lemon Flavouring



Zainspirowana tym postem i kierując się radami pozostawionymi w komentarzach, robię kolejny krok w stronę poznawania yerba mate. Sięgnęłam po kolejną mieszankę opierającą się na yerbie, którą to dawkuję sobie bardzo stopniowo. Pierwszy napój zawierał jej 57,5%, teraz wybrałam torebki, w których jest jej już 74,5%. Przyjdzie pora na wersję saute i oczywiście klasyczną sypaną. Tymczasem przedstawiam Loyd Yerba Mate with Mint, Lemongrass and Lemon Flavuoring.




Oprócz rzeczonej yerby, w składzie zgodnie z nazwą znajdziemy: miętę (12%), trawę cytrynową (7%), korzeń lukrecji (2,5%), skórkę cytryny (2%) oraz aromat. Po otwarciu opakowania unosi się z niego ziołowy zapach z cytrynową nutą.






Mieszankę parzę zgodnie z opisem z pudełka: w 90 stopniach przez 3-5 minut. Otrzymany napar pachnie trawą cytrynową. Ma zielonkawo-brązowy kolor i jest dość mętny. W smaku jest dość łagodny, nieco orzeźwiający, co pewnie jest zasługą mięty. W sumie to bardzo neutralna i stonowana herbata.




Mogłabym zadedykować ten wpis mojemu pracodawcy, który dba o to, żebym po wyjściu z pracy, nadal się nią zajmowała, a w nocy o niej śniła, gdyby tylko ta yerba rzeczywiście miała na mnie jakiś pobudzający wpływ i pomagała mi walczyć z sennością, gdy zmagam się z milionem obowiązków. Jednak w moim wypadku to chyba będzie tak jak z kawą... Mogę wypić dzbanek i po chwili bez problemu zasnąć. Czyli bez efektu. Spodziewam się, że yerbę będę pić jedynie dla smaku i aromatu.


niedziela, 23 listopada 2014

Bastek Zielona gunpowder



Wybór herbaty marki Bastek do zaprezentowania na blogu to z mojej strony przejaw lokalnego patriotyzmu. Herbaty tej firmy pakowane są na Mazurach, w bliskiej okolicy moich rodzinnych stron. Tam na sklepowych półkach ich nigdy nie brakuje, w Warszawie natknęłam się na nie kilka razy w dużych supermarketach. Nie mam pojęcia, jak jest z ich dystrybucją w reszcie kraju. Przyznaję, że mój sentyment do tych herbat odgrywa ogromną rolę, ale postaram się napisać coś obiektywnego ;)




Deklaracja na opakowaniu, że to zielona herbata typu gunpowder nie do końca znajduje odzwierciedlenie w swojej zawartości. Listki są zwinięte w charakterystyczny sposób, ale jakby niedbale, nie do końca. Znalazło się tam także trochę herbacianych gałązek. Susz pachnie bardzo ciężko, wgryza się w nos, ale to wcale nie jest nieprzyjemny aromat - herbaciarzom przypadnie do gustu. Ze względu na ten zapach i obawę, że to będzie bardzo gorzki napar, zdecydowałam się zalać listki wodą o dość niskiej temperaturze. Świetnie sprawdziło się 75 stopni.






Zaraz po zalaniu (i później także) herbata pachnie podobnie jak susz - ciężko i gorzkawo, tylko nieco słabiej. Napar nabiera koloru bardzo powoli, ostatecznie jest bardzo jasny, brązowawy, złamany żółtą barwą (parzę dwie minuty). Liście pięknie się w nim rozwijają, ale muszę przyznać, że pozostawiają po oddzieleniu od naparu sporo drobinek, malutkich fragmentów.




Smakuje całkiem nieźle. Powiedziałabym, że przyzwoicie. Bardzo wyraźnie, trochę nierówno, to jedna z mocniejszych zielonych herbat. Można spróbować, żeby się przekonać, czy ją polubicie. U mnie na co dzień z pewnością się sprawdzi.



środa, 19 listopada 2014

Lidia Ostałowska - Bolało jeszcze bardziej



Po książkę Lidii Ostałowskiej sięgnęłam bez wahania. Byłam poruszona i pełna uznania dla jej reportażu Farby wodne, a Bolało jeszcze bardziej okazało się jeszcze lepsze. Traktuje o naszym polskim podwórku na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, a więc miejscu doskonale nam znanym, niezbyt odległym. Wspólnym punktem zaczepienia dla tekstów tutaj zebranych jest fakt, iż ich bohaterowie doświadczają tytułowego bólu. Boli fatalna sytuacja życiowa, bolą ułomne relacje, boli boli sumienie i dusza. Zaraz po transformacji ustrojowej.




Daty powstania poszczególnych reportaży są przytoczone dopiero na końcu każdego z nich. Także na samym początku lektury nie do końca orientowałam się, kiedy miały miejsce opisane wydarzenia. Niektóre daty przyporządkowałam bardzo szybko, innych nie potrafiłam określić, ale spora część historii ma wymiar ponadczasowy i można było je równie dobrze podpisać rokiem 1980 albo 2000 czy też 2014. Dzieciobójstwo, aborcja czy pedofilia to tematy, które stale wracają do publicznej debaty. Nałogi nadal są utrapieniem wielu polskich rodzin. Sytuacja w popegeerowskich wsiach nie zmienia się od lat - czas się tam zatrzymał. A wszystko to opisane w niezwykle wyważony, niemalże bezstronny sposób.

Nie chcę w żadnym wypadku wypominać autorce jej wieku (ur. 1954 r.), ale większość jej bohaterów jest od niej dużo młodszych i... w ogóle nie da się tego odczuć! Wprost przeciwnie, nawiązała z nimi świetny kontakt! Na kartach tej książki widać, jak ogromne zaufanie pozyskała od osób, z którymi rozmawiała, przygotowując reportaże. Pod tym względem modelowy przykład to tekst o Paktofonice z 2001 roku. Mistrzyni. Jacek Hugo-Bader mógłby się od tej pisarki dużo nauczyć.




Zbiór reportaży Bolało jeszcze bardziej to gorzka panorama bolączek naszego kraju. Nie podniesie Was na duchu, ale obcowanie z literackim kunsztem Ostałowskiej to genialne doświadczenie. Polecam.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Dilmah Arabian Mint Tea with Honey



Smak mięty to niewątpliwie jeden z moich ulubionych. Na tym blogu przewinęło się już trochę herbat z miętowym akcentem i z pewnością będzie ich jeszcze sporo. Moim zdaniem największą zaletą mięty jest fakt, że świetnie komponuje się z różnymi innymi smakami, a już szczególnie z tymi słodkimi. W tym wpisie znajdziecie jej połączenie z czekoladą, a dzisiaj smakuję kompozycję z miodem.




W składzie torebkowanej Dilmah Arabian Mint Tea with Honey znajdujemy: czarną cejlońską herbatę, liście mięty zielonej (3%) oraz aromaty: mięty (0,1%) i miodu (1%). Krótka lista składników zwykle rokuje lepiej niż długa wyliczanka.

Saszetki z suszem były oczywiście szczelnie zamknięte w folii. Po jej rozcięciu wydobył się z niej intensywny zapach mięty, bardzo ziołowy, szczypiący. Listki w torebkach są drobne, skręcone, ale twarde, zwarte i nie rozsypują się w pył.




Herbatę zaparzałam wrzątkiem, zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Spróbowałam jej w zaleconych 200 ml wody, ale chyba bardziej smakuje mi w większej objętości - to jest 300 ml. Po zalaniu znad filiżanki unosi się miętowy aromat, ale mniej ziołowy, bardziej stonowany. W miarę jak herbata stygnie, ten zapach staje się słodszy, pojawia się miodowa nuta. Napar ma głęboki brązowy kolor. Piękny!




Dilmah Arabian Mint Tea with Honey w zupełności spełniła moje oczekiwania. W smaku to aksamitna, gładka czarna herbata wzbogacona o delikatną słodycz miodu z orzeźwiającą, miętową końcówką. Rozgrzewający miód i chłodząca mięta na bazie herbaty - to naprawdę świetna kompozycja. Z czystym sumieniem polecam!




Do opakowania został dołączona kartka z całą listą herbat z serii Exceptional. Części z nich już spróbowałam (na przykład tu i tu), ale jeszcze sporo przede mną ;)