sobota, 13 stycznia 2018

Rafał Przybylok - Czajnikowy



Wielkie otwarcie na blogu w Nowym Roku - na początek wielka książka! Czajnikowy Rafała Przybyloka to bezdyskusyjnie dotąd najlepsza polska książka traktująca o herbacie i kulturze herbacianej. Bez dwóch zdań to obowiązkowa pozycja dla każdej osoby, dla której herbata to chociaż odrobinę więcej niż jeden z wielu napojów.




1. Jeśli dopiero rozpoczynasz herbacianą przygodę, rozglądasz się po sklepowych półkach w poszukiwaniu nowych smaków i nieśmiało zaczynasz szukać informacji na temat pochodzenia herbaty oraz jak ją parzyć - ta książka jest dla Ciebie. Wprowadzi Cię do tego fascynującego świata.
2. Jeśli jesteś już krok dalej, testujesz nowe smaki, przekonujesz się, co Ci smakuje, starasz się dowiadywać o herbacie coraz więcej - ta książka jest dla Ciebie. Odpowiednio Cię pokieruje i odpowie na wiele pytań.
3. Jeśli doskonale już wiesz, o co chodzi w tym herbacianym szaleństwie (ja jestem gdzieś tutaj), ciągle próbujesz nowych rzeczy, ale już ukierunkowujesz się na określone rodzaje herbat, sporo już o herbacie wiesz i możesz powiedzieć, że to Twoja pasja - ta książka jest dla Ciebie. Świetnie porządkuje i uzupełnia wiedzę, a jej czytanie (i oglądanie świetnych zdjęć!) to dla herbaciarza ogromna frajda.




A jeśli herbata to całe Twoje życie i zajmujesz się tylko i wyłącznie tą tematyką, a w domu masz wszystkie herbaciane publikacje świata - to również potrzebujesz tej książki, bo nie może jej zabraknąć na Twojej półce (nawet jeśli wiesz wszystko, co tam zostało napisane :)




Czajnikowy w stu procentach spełnił moje oczekiwania. To świetny herbaciany podręcznik, który gorąco polecam!

wtorek, 9 stycznia 2018

Papier, ebooki i... audiobooki!



Czy noworocznym postanowieniem kogoś z Was jest więcej czytać? Ja tej kwestii nie traktuję jako wyzwania, nie muszę sobie tego postanawiać, po prostu w każdej wolnej chwili oddaję się tej przyjemności :)

Przez wiele lat jedyną formą czytania przeze mnie książek było obcowanie z papierem. Twarde i miękkie okładki, nowe, używane, z biblioteki, z księgarni, śnieżno-białe strony i te zupełnie pożółkłe. Czasu na czytanie znalazło się jeszcze więcej, od kiedy mam kindla. Lekki i poręczny czytnik można zabrać wszędzie i chętniej wyjmuje się go z torebki (nawet w krótkiej kolejce w sklepie) niż grube tomiszcza. Z nim skończyły się też dylematy wakacyjne, ile książek spakować do walizki. Zabieram jedną, dwie papierowe, a reszta elektronicznie.

W 2017 roku podniosłam jeszcze bardziej czytelniczą poprzeczkę - przekonałam się do audiobooków! Książki w słuchawkach towarzyszą mi głównie w czasie aktywności fizycznej - jak biegam i na siłowni. Przyznaję, że do słuchania dobieram trochę inne lektury niż do naocznego czytania. Zdarza mi się zamyślić i przespać kilka zdań, więc nie mogą to być bardzo zawiłe historie ani napisane wymagającym językiem. Dotąd przesłuchałam dwie powieści: Kasację Remigiusza Mroza i Genialną przyjaciółkę Eleny Ferrante. Teraz zaczęłam słuchać Innowatorów Waltera Isaacsona. Gorąco polecam Wam tą formę literatury! Na Nowy Rok :)

sobota, 30 grudnia 2017

Kalahari



Miło w Święta dostawać dodatkowo zaległe prezenty urodzinowe (czyli sprzed miesiąca)! :) Paczka wypełniona herbatą - Najlepsza Przyjaciółka doskonale wie, co uraduje mnie najbardziej. Pierwsza herbata, którą stamtąd wyjęłam i teraz smakuję to mieszanka Kalahari. Skusiła mnie chyba najbardziej zapachem, który wydostaje się z torebki! Obłędny!




Liście użyte do tej mieszanki to herbata Ceylon High Grown OP. Oprócz tego znajdziecie w niej figę oraz wszystkie części opuncji: liście, owoce i kwiaty - w naprawdę sporych kawałkach. Całość pachnie niezwykle słodko, nie można się oderwać.






Kalahari (nazwa jakby z Afryki, ale herbata z Cejlonu ;) parzymy wrzątkiem przez minimum 3 minuty. Proponuję dłużej, po pięciu minutach napar jest optymalny. Ma piękną, opalizująco-różowawą barwę i pachnie kwiatowo.






Nie smakuje tak oszałamiająco jak pachnie susz, co nie znaczy, że nie jest dobra. To łagodna, klasyczna czarna herbata z domieszką kwiatowego posmaku. Gładka i aksamitna - to najlepsze przymiotniki, żeby ją opisać. Polecam. Do smakowania w zimowe wieczory - mi jakoś na myśl przywodzi ciepłe dni (to chyba to nawiązanie do Afryki...).


niedziela, 24 grudnia 2017

Teekanne Hüttenzauber



Święta w moim domu to głównie relaks z zapasem dobrej herbaty i lektur (oczywiście dobre jedzenie też jest!). Tegoroczne święta upłyną nam z przywiezioną z Niemiec herbatą, która ma imitować grzane wino. Teekanne Hüttenzauber jeszcze ne jest dostępna w Polsce, a szkoda, bo naprawdę dobrze smakuje.




W tej mieszance obok hibiskusa dominuje jabłko, cynamon i skórka pomarańczowa. Nie brakuje tu również aromatu rzeczonego grzanego wina, goździków i anyżu. Za słodycz odpowiadają liście stewii. Tobreki z herbatą pachna odrobinę ziołowo i kwaskowato, ale nie ma się co zrażać!




Teekanne Hüttenzauber należy parzyć wrzątkiem przez minimum 5 minut - w praktyce z kubka nie ma co już wyciągać torebki. Kolor naparu tym razem na zdjęciach nie jest widoczny - musicie mi wierzyć, że w tym pięknym kubku z berlińskiego jarmarku bożenarodzeniowego (prezent!) jest intensywnie karminowy, wpadający w róż, napój. W smaku przede wszystkim wyczuwalny jest hibiskus, ale przyprawy i pomarańcza również. Wbrew pozorom nie jest kwaśny! Z pewnością ten napar przywodzi na myśl grzane wino, ale jest delikatniejszy, bardziej zbalansowany niż tego typu herbatki, które piłam dotychczas. Jeśli natkniecie się na ten produkt, polecam z czystym sumieniem!




Dużo herbaty, dużo czytania (książek i nie tylko), dużo spokoju - tego sobie i Wam życzę na te święta. Dla mnie wyjątkowe, bo w tym roku niepracujące. Czytającym to lekarzom i innym pracownikom ochrony zdrowia życzę dużo siły na nadchodzący czas...