sobota, 28 kwietnia 2018

Naomi Klein - No logo, Doktryna szoku, To zmienia wszystko



Kilka dni temu dotarła do mnie najnowsza, niespełna trzy miesiące temu wydana w Polsce, książka Naomi Klein Nie to za mało. Jestem przeświadczona, że to będzie poruszająca lektura - jak poprzednie bestsellerowe pozycje w dorobku autorki, o których chciałabym pokrótce opowiedzieć. Wszystkie zajmują ważne miejsce na półce w moim domu. Uważam je za lektury obowiązkowe, szczególnie No logo i To zmienia wszystko.


No logo
No logo to pierwsza książka Naomi Klein, której rozgłos przyniósł dziennikarce sławę na całym świecie. Klein wystawia na miażdżącą krytykę wielkie korporacje kierujące się chęcią zysku bez zważania na pracowników i środowisko. Szczegółowo omawia techniki manipulacji konsumentami i sposoby tworzenia marki - czegoś abstrakcyjnego, co winduje cenę produktów nieadekwatnie do ich realnej wartości. W największym ogniu oskarżeń znalazła się firma Nike, potentat odzieży sportowej. Ale cały przemysł odzieżowy wiedzie niechlubny prym w ilości incydentów związanych z wyzyskiwaniem pracowników.
Szczęśliwie zawsze miałam spory dystans do metek (i bardzo rzadko są dla mnie decydujące w kwestii zakupu), ale ta dokładna analiza otworzyła mi oczy jeszcze bardziej na problemy związane z produkcją tekstyliów.
Polecam każdemu. Wszyscy jesteśmy konsumentami i to bardzo ważne, żeby zdać sobie sprawę, że nasze wybory mają realny wpływ na ludzi daleko poza ścianami sklepu, w którym kupujemy dany produkt. Autorka wskazuje drogę od bezmyślnego konsumpcjonizmu do przemyślanych zakupów. Wyraźnie wskazuje na co - jak pojedynczy konsumenci - możemy mieć wpływ, a co wymaga reakcji rządów poszczególnych państw. Nie mam wiedzy, która pozwoliłaby mi ocenić, co się zmieniło od czasu wydania tej książki (1999 rok!), ale odnoszę nieodparte wrażenie, że jest ciągle bardzo aktualna...
Jeśli Naomi Klein pisałaby tą książkę dzisiaj, miałaby do dopisania przepastny rozdział o internetowym marketingu, a konkretnie blogosferze. Dziesięć czy piętnaście lat temu chyba nikt nie spodziewał się, że ktoś taki jak blogerki modowe będzie nakręcał machinę sprzedaży niepohamowanego konsumpcjonizmu... Czekam na pierwszą odważną, która oprócz pokazu mody sieciowej marki, odwiedzi fabrykę, w której te rzeczy powstają...


Doktryna szoku
Z książek Klein, które ukazały się w Polsce, akurat tematyka tej jest najtrudniejsza w odbiorze. Zagadnienie przemian gospodarczych po kierunkiem chicagowskiej szkoły ekonomicznej w ramach terapii szokowej... Podejrzewam, że trzeba mieć mocną bazę wiedzy na tematy polityczno-gospodarcze, żeby docenić tą książkę i wydać o niej rzetelną opinię. Ja takiej nie mam, ale mimo to nie żałuję tej lektury. Jednym z krajów, do których kapitalizm wkroczył właśnie w tej formie, jest Polska. Opis tego mechanizmu, założeń terapii szokowej i porównanie tego procesu w różnych krajach było dla mnie bardzo interesujące.
Doktryna szoku to retrospektywna krytyka agresywnego wprowadzania kapitalizmu - to już miało miejsce i szans na zmianę w tym względzie nie ma. Niemniej jednak funkcjonujemy w tym systemie i warto wiedzieć, jakie miał początki.


To zmienia wszystko
Kapitalizm versus klimat - to temat kolejnej rozprawy Klein. Troska o naszą wykorzystywaną do granic możliwości planetę to dla mnie bardzo ważna kwestia. Smutna diagnoza jest taka, że kapitalizm bez opamiętania niszczy naturalne środowisko. Produkcja dóbr jest potrzebna, ale z poszanowaniem przyrody, bo dotarliśmy do kresu możliwości Ziemi. Jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań, zginiemy, bo zasoby naturalne są na wyczerpaniu, a zmiany klimatyczne, które generujemy, doprowadzają do katastrof (powodzie, huragany, tsunami...). Dziennikarka drobiazgowo opisuje problem i wnikliwie analizuje mechanizmy, w których działania wielkich korporacji zmieniają klimat. Wskazuje potencjalne, głównie systemowe rozwiązania, ale też takie, które mógłby podjąć każdy z nas.
To zmienia wszystko z 2016 roku to pozycja - tak jak No logo - absolutnie aktualna. Ale nawet z perspektywy ostatnich dwóch lat widzę pozytywne zmiany, które być może dzisiaj autorka opisałaby w swojej książce. Mam na myśli popularyzację diet roślinnych (produkcja mięsa jest niezwykle ekstensywna dla środowiska) i ruchu zero waste. O tym na pewno jeszcze będę pisała na blogu ;)

czwartek, 19 kwietnia 2018

Pu-erh Rio



Przy okazji wiosennych porządków na balkonie (i nie tylko) parzę sobie tą właśnie herbatę - Pu-erh Rio. Ma bardzo zmaltretowane opakowanie, bo podróżowała ze mną w ostatnim czasie i gniotła się w walizkach. Szczęśliwie nie odebrało jej to walorów smakowych!




Oprócz herbaty pu erh, w tej mieszance znajdziecie inne fantastyczne składniki: skórka cytryny, truskawka, kandyzowana papaja i kwiat pomarańczy. Sądzę, że ten ostatni składnik najbardziej odpowiada za obłędny zapach wydobywający się z opakowania - aromat jest bardzo słodki.




Herbatę parzę zgodnie z opisem na opakowaniu przez minimum 3 minuty w temperaturze 96 stopni. Napar, który otrzymujemy, ma piękny głęboko pomarańczowy kolor i pachnie dużo delikatniej niż susz, ale podobnie. Smakuje bardzo łagodnie. Dodatki osładzają surowy smak pu erh w bardzo przyjemny sposób. Aż trochę tego pu erh brakuje ;) Ale i tak polecam. Naprawdę smaczna herbata!




Herbaty pu erh to jedne z moich ulubionych i piję je stanowczo za rzadko... To tak trochę jak z książkami - tyle do przeczytania, a tak mało czasu! Z herbatą podobnie - tyle różnych smaków, a tak mało czasu, by ich próbować ;)

niedziela, 25 marca 2018

Sorbet z czerwonej porzeczki



Sorbet z czerwonej porzeczki to intrygująca nazwa dla herbacianej mieszanki, pod którą kryje się zielona herbata z dodatkami. Orzeźwiająca czy raczej kwaśna? Aromat wydobywający się z opakowania jest naprawdę intensywnie porzeczkowy.




W składzie obok zielonej herbaty gunpowder (84%) znajduje się cytrynowy granulat, czerwona porzeczka (4%) i aromaty. Zalecone parzenie to około 2 minuty w dość przestudzonej wodzie - o temperaturze 70-80 stopni. Wyższej nie polecam, bo napar robi się wtedy dość cierpki...






Herbata ma piękny, jasny kolor. Pachnie bardzo delikatnie, owocowo. Tak też smakuje - to umiarkowanie intensywna zielona herbata, bez cienia goryczy, której towarzyszy owocowy posmak. Czy to bardziej porzeczka czy cytryna - trudno powiedzieć.




Gorąco polecam na początek dnia, do śniadania. Jeśli zwykle zaczynacie dzień z zieloną herbatą, taka łagodna mieszanka okraszona owocami będzie idealna.


środa, 14 marca 2018

Agata Napiórska - Jak oni pracują. Rozmowy z polskimi twórcami


Samodzielne organizowanie sobie czasu pracy to ogromne wyzwanie. Dla osób pracujących w biurach, sklepach i innych miejscach, w których harmonogram zajęć jest dość sztywny - problem nie istniejący. Ale w tak zwanych wolnych zawodach... Książki nie pisze się (a przynajmniej nie trzeba) od 8 do 16, a obrazu nie maluje się przez pięć dni w tygodniu, a weekend wolny. Można sobie to inaczej poukładać. O tym właśnie jest fantastyczna książka Jak oni pracują. Rozmowy z polskimi twórcami.

Ta książka genialnie wpisuje się w to, co robię teraz - zamiast wstawać codziennie o 6-tej i stawiać się o 7:30 w pracy, w ostatnich tygodniach organizuję sobie pracę sama. Po tych kilku tygodniach mam mieć przygotowany określony materiał z dziedziny, którą się zajmuję. Jak to zrobię, w jakich godzinach, gdzie będę siedzieć nad komputerem - mój wybór. A perspektywa spania do południa taka kusząca... Agata Napiórska zebrała informacje na temat organizowania sobie pracy od wielu wspaniałych ludzi. Nie dość, że to samo w sobie jest ciekawe, jak artyści zarządzają swoim czasem, to jeszcze to są takie ciekawe osobistości! Ta lektura sprawiła mi ogromną frajdę :) Zaglądanie w warsztat pisarzy, których bardzo cenię - super sprawa. Te rytuały, te szalone metody, twórczy nieład lub przeciwnie - ascetyczne otoczenie - to niesamowite, w jak różnych warunkach i na jak różny sposób można pracować.

Nie ma tu żadnego zakończenia, które mogłabym zdradzić i popsuć komuś lekturę. Ale chcę z góry uprzedzić, że jeśli ktoś w tej książce zamierza znaleźć cudowny sposób na usprawnienie pracy/sprowadzenie weny/dotrzymanie wszystkich terminów, to takiego nie ma. Nie ma cudownych sposobów. Wszyscy bohaterowie skłaniają się ku oczywistej oczywistości: trzeba usiąść na d* i po prostu wziąć się za robotę. Samo się nie zrobi ;)

Polecam, polecam, polecam!!!

P.S. Jestem w stanie pracować w kawiarni tylko wówczas, jeśli nie słyszę rozmów wokół (a dokładnie, gdy inni ludzie siedzą wystarczająco daleko, żebym nie rozumiała poszczególnych słów z ich rozmów) albo gdy ludzie wokół mnie mówią w językach, których nie znam. W Polsce bez szans! ALe już w Luksemburgu, nie znając francuskiego i niemieckiego, a tym bardziej luksemburskiego, stałam się pierwszej klasy hipsterem - realizowałam projekt nad kubkami kawy na mieście ;) (Z finansowego punktu widzenia bardzo NIE polecam.)