niedziela, 6 stycznia 2019

Bea Johnson - Pokochaj swój dom oraz Katarzyna Wągrowska - Życie zero waste



Osobiście lubię postanowienia noworoczne, chociaż bardziej traktuję je jako plany - rzeczy, które po prostu w danym roku trzeba załatwić/poprawić/przedsięwziąć. Niezależnie od tego, jak się na to zapatrujecie i nieważne, czy od Nowego Roku czy od jakiegokolwiek innego dnia, uważam, że warto, żeby każdy z nas małymi krokami wprowadzał do swojego życia pewną ważną zmianę. A mianowicie - śmiecić mniej (less waste), tudzież nie śmiecić w ogóle (zero waste).

Ziemia tonie w śmieciach, a szczególnie w plastiku. W oceanach zaraz będzie więcej plastiku niż ryb. Zresztą nie trzeba jechać nad Atlantyk, żeby się przekonać - przydrożne polskie rowy czy lasy (sic!) to również wysypiska śmieci. A gdyby tak przestać tworzyć śmieci? To jest możliwe! Bea Johnson i Katarzyna Wągrowska udowadniają w swoich książkach, że da się to zrobić i jaki szereg korzyści dla nas samych może z tego płynąć.



Bea Johnson - Pokochaj swój dom
Podstawowy podręcznik o zero waste - pierwsza książka twórczyni tej wspaniałej idei. To historia autorki i jej rodziny, której sukcesem jest to, że wytwarzają raptem słoik śmieci rocznie (tak, słoik!).  To opowieść o tym, że pozbywając się śmieci, mamy szansę oczyścić nasze życie tak w ogóle. Brzmi filozoficznie, a w praktyce okazuje się bardzo logiczne. Oprócz tej części teoretycznej, książka jest poradnikiem - jest wypełniona masą przydatnych wskazówek, praktycznych rozwiązań. Niestety, część z nich jest do zrealizowania tylko na gruncie amerykańskim (problemy w sumie też są amerykańskie ;), co nie przystaje do polskich realiów.



Katarzyna Wągrowska - Życie zero waste
I w tym momencie na scenę wkracza Katarzyna Wągrowska z najlepszą polską książką w tym temacie, skrojoną na nasze polskie potrzeby. Książka ma bardzo dobry, otwierający oczy wstęp na temat tego, jak wygląda śmieciowa sytuacja na Ziemi i co nas czeka, jeśli nie podejmiemy żadnych działań, by tą ilość śmieci zmniejszyć. A potem przechodzimy przez kolejne sfery życia, w których zmiana nawyków pozwala zredukować wytwarzanie śmieci do minimum. Rady, rady, mnóstwo rad, jednak sposób, w jaki są przedstawione, wcale nie przytłacza. Przeciwnie, motywuje do działania.

*

Oczywiście, naturalną reakcją jest wątpliwość, czy te wszystkie wyrzeczenia (uwierzcie mi, że wyrzeczeniami są tylko na początku, potem stają się normą) mają sens? Ja nie śmiecę, ale co z tego, skoro robią to wszyscy moi sąsiedzi i wielkie koncerny? Ja mam na to dwie odpowiedzi. Po pierwsze - ja sama jestem fair wobec środowiska i mam poczucie, że nawet najmniejsza cegiełka nieśmiecenia to chociaż odrobina oddechu dla Matki Ziemi. Po drugie - spodziewam się (i to już się dzieje) efektu kuli śnieżnej. Jeśli ktoś podpatrzy w sklepie moje wielorazowe woreczki na warzywa albo jak kupuję ser żółty do swojego pudełka i też rozważy takie rozwiązania - idea się rozprzestrzeni. Jeśli wiele osób będzie podejmować takie nawet najmniejsze inicjatywy, to informacja pójdzie wyżej i zainteresują się tym firmy, korporacje czy rządy, które zaczną podejmować kroki o znaczeniu globalnym. Unia Europejska podjęła rękawicę - do 2021r. zobowiązała kraje członkowskie do znaczącej redukcji jednorazowych plastikowych produktów. Czyli warto!

P.S. Można wiele mówić o szczytnej idei ratowania Ziemi, ale i tak najlepszą motywacją dla ludzi są finanse, nie oszukujmy się. Wobec tego zapewniam Was, że życie zero waste jest duuużo tańsze, pozwala zaoszczędzić naprawdę sporo pieniędzy, a także czasu i zdrowia! ;) Tym bardziej warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Podpisz się, proszę.